<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626</id><updated>2012-02-13T02:01:57.031+01:00</updated><title type='text'>Franek i Pablo okrążają świat</title><subtitle type='html'>Ten blog to przede wszystkim opis zakończonej już podróży dookoła świata, która trwała od listopada 2007 do września 2008. Trasa: Ameryka Centralna, Ameryka Południowa, Nowa Zelandia i Azja. Teraz zaczynamy nową przygodę. Od 10 maja do 28 września 2011 razem z Pablem Drugim odkrywamy kolejne tajemnice Ameryki Południowej. Zapraszamy!</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>140</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-6905670937187197373</id><published>2012-01-25T22:41:00.004+01:00</published><updated>2012-01-26T00:02:07.857+01:00</updated><title type='text'>Pożegnania w podróży</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W podróży nie robi się kilku rzeczy. Nie nastawia budzika zbyt pochopnie, nie wychodzi z miejsca kwaterunku jeśli pogoda nie dopisuje, nie chodzi do pracy czy szkoły, nie odśnieża podjazdu i, mówiąc ogólnie, nie dba za bardzo o upływ czasu. Z drugiej strony, jest wiele rzeczy, które robi się znacznie częściej niż w domu. Wstaje z permanentnym uśmiechem na twarzy, je różne dziwne rzeczy, mówi nad wyraz często w języku obcym i wiele, wiele innych. Wnikliwy czytelnik, który zwrócił uwagę na tytuł tego posta, może się już trochę domyślać o czym dokładnie autor tym razem chce napisać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Suspens. Koniec suspensu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W podróży często trzeba się żegnać.&amp;nbsp;Tak naprawdę. Tak jak w Casablance.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://3.gvt0.com/vi/rEWaqUVac3M/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/rEWaqUVac3M&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/rEWaqUVac3M&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pożegnania zna każdy, z tym, że głównie z filmów. Bo kiedy ostatnio żegnaliśmy się z kimś tak naprawdę? Mi na przykład nie zdarza się często. Bo co innego widzieć kogoś po raz ostatni, a co innego o tym wiedzieć przy okazji owego widzenia. Sama ostatniość pożegnania nie czyni.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś rozmawiałem z Bartkiem i zwrócił mi uwagę na jedną rzecz. Często "żegnamy się" z kimś, kto gdzieś wyjeżdża na czas jakiś. Na ten przykład na Erazmusa. Wtedy jest impreza, pożegnalny drink, spotkanie i inne cuda. Haczyk jest taki, że w tego typu event wpisana jest perspektywa imprezy/drinka/spotkania i innych cudów o charakterze powitalnym kilka miesięcy wprzód. Jest w nas jakaś potrzeba uporządkowania rzeczy przed wyjazdem gdzieś daleko, chociaż szansa, że to spotkanie będzie ostatnim, jest, stety lub nie, równie prawdopodobna co przed weekendowym wyjazdem na Hel. &amp;nbsp;To są takie pożegnania lekko oszukane. Wzruszające, ale zakładające temporalność niewidzenia o charakterze jakkolwiek długim, to jednak skończonym.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy widzimy się z kimś znaczącym z Polski zawsze prawie zakładamy, że kiedyś&amp;nbsp;spotkamy się&amp;nbsp;znowu. Że się umówimy, że na siebie wpadniemy, że życie jest długie i pełne niespodzianek. Ale kiedy w argentyńskich Andach spotkamy parę Nowozelandczyków, którzy jadą "w dół", podczas gdy my akurat jedziemy "w górę", to to jednak jest sensowny powód do pożegnania. Szanse ponownego spotkania przyjmuje się wtedy za potencjalny, przyjemny prezent od losu. Szansę na nie spotkanie się nigdy za najbardziej prawdopodobny scenariusz. Rano odjeżdża bus, za godzinę odpływa łódka, Lot LH5675 now boarding. I tak trzeba coś powiedzieć.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale ale! Podobnie jak ostatniość i świadomość, potrzebna jest bliskość. Bo pożegnać się z panią recepcjonistką hostelu czy panem kierowcą busa jest łatwo. Pożegnać z współpodróżnikiem/czką, z którymi jesteśmy blisko, zdecydowanie trudniej.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tutaj dochodzę do tematu nadającego się, co najmniej, na solidną książkę, ale nie uginając się pod ogromem materiału, postaram się zawrzeć wszystko w jednym akapicie. Za tego typu skłonności nie lubi mnie pani promotor, ale nie zrażam się. Nie pierwszy raz o tym tutaj piszę, ale to też mnie nie powstrzyma. Chyba &amp;nbsp;nic mnie dziś nie powstrzyma.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W podróży związki są szybsze, intensywniejsze, dynamiczniejsze i ogólnie wszelkie możliwe "-sze". Jak kogoś poznajemy to wiemy/czujemy, że nie ma czasu do stracenia. W Warszawie można się umówić na piwo, za tydzień na drugie, a za miesiąc na trzecie. Można poczekać dwa lata. Może będzie z tego przyjaźń/miłość/namiętność, a może nie. Mamy czas, a przynajmniej tak nam się wydaje. W ekwadorskiej dżungli nie aż tak bardzo. To jest jeden z najbardziej magicznych wątków podróżowania według mnie. Po części uświadomione, po części intuicyjne poczucie, że trzeba się spieszyć. Że albo się lubi, albo się nie lubi, że szkoda tracić czasu (czas?), że trzeba wykorzystać każdą chwilę razem, bo ile tych chwil będzie zupełnie nie wiadomo. Dzięki temu nastawieniu w tydzień można się zżyć z kimś bardziej, niż w rok w domu. W miesiąc można zostać przyjaciółmi. I to zostać nimi naprawdę, nie jak w amerykańskich filmach dla nastolatków. Poznajemy się oderwani od naszych światów, w trudnych, dziwnych sytuacjach, w których bardzo szybko wychodzi jaki ktoś jest naprawdę. Może się wydawać, że z dala od świata łatwo udawać kogoś kim się nie jest. Myślę, że to nie prawda. Z dala od świata wszystko widać jeszcze bardziej.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I tak po dwóch tygodniach w Gwatemali, po trzech dniach na łódce płynącej po Amazonce, czy po tygodniu na małej filipińskiej wyspie każdy rusza w swoją stronę. To może być prom, autobus, samolot czy pociąg. Czasem trzeba wcześnie wyjść z baru, wstać z łóżka przed wszystkimi, skończyć oglądać film w hostelu. Powiedzieć coś i wyjść. Dodać się na Facebooku, zaprosić do siebie jakby ktoś akurat był w Polsce, obiecać przesłać zdjęcia itp. Czy to smutny moment? Na pewno tak, ale jeszcze bardziej &amp;nbsp;wzruszający. Rozstajemy się z kimś, kto w innych okolicznościach mógłby być dla nas dobrym kolegą, przyjacielem, dziewczyną czy chłopakiem. Ale nie będzie. Bo przestrzeń jest bezlitosna i nie ma co się oszukiwać. Z drugiej strony tych pożegnań nie oddałbym za nic. To takie momenty, kiedy człowiek czuje, że dzieje się coś dużego, coś prawdziwego. Emocje są intensywne, niczym nie przytępione, pełna świadomość tego, co właśnie ma miejsce. Wbrew pozorom nie można tego powiedzieć o większość doświadczeń domowych. Serce bije szybciej, słowa stają w gardle, czasem łezka spłynie po policzku. Później, jak człowiek nagle jest sam, ta samotność oplata i przygniata go jak w żadnym innym momencie. Siedzi w taksówce i wie, że traci coś ważnego. Chwila paniki i powoli tętno się uspokaja. Strata to w końcu nie wszystko. Jest też świadomość, że przeżyło się coś intensywnego, że coś skończyło się tak, jak powinno, a po tym czymś pozostaną uśmiechnięte wspomnienia. Tego uczucia nie oddałbym za nic.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak to podsumować? Można powiedzieć, żeby żyć intensywnie, nastawiać się na prawdziwe relacje, nie ociągać się, wykorzystać każdą chwilę, którą mamy szansę z kimś spędzić. Można tak napisać, ale moim zdaniem to banał. Życie w domu różni się od życia w podróży i tych różnic nie ma co (i chyba się nie da) przeskakiwać. Jakaś lekcja pewnie jest do wyciągnięcia, ale naiwny sentymentalizm i sztuczność czai się tuż za rogiem. Zamiast tego napisze mój prywatny happy end.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W sierpniu 2003 roku na Castlebar street w australijskim Brisbane przyjechała taksówka. Musiałem pożegnać się z Rafaelem i Felipem z którymi mieszkałem przez trzy ostatnie miesiące. Miałem osiemnaście lat, nie było Facebooka, a oni mieszkali w Brazylii. Spędziliśmy razem trzy genialne miesiące, ale szansa na kolejne spotkanie była niewielka. Pięć lat później zadzwoniłem do Rafaela i po pół godziny siedzieliśmy we trójkę w japońskiej knajpie w San Paulo. Trzy lata później sytuacja się powtórzyła, a wczoraj Rafael wysłał mi potwierdzenie swojej rezerwacji. Drugiego marca razem z narzeczoną lądują w Krakowie i jedziemy razem do Zakopanego na trzy dni. Te rzeczy się zdarzają. Widziałem się już z Shaunem z Kanady, Anną Marie z Australii i mam pewność, że wielu moich znajomych z przeróżnych zakątków globu jeszcze kiedyś spotkam. A nawet jeśli nie, to wspomnień nikt nikomu nie odbierze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-uute-v79blQ/TyByszcYB6I/AAAAAAAAQWQ/QhYDlpQkVoQ/s1600/101-0148_IMG.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://2.bp.blogspot.com/-uute-v79blQ/TyByszcYB6I/AAAAAAAAQWQ/QhYDlpQkVoQ/s640/101-0148_IMG.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Rafael, Felipe i ja, Brisbane 2003&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-YDPhNwt95Lk/Tc0iuLxzh_I/AAAAAAAANSY/5nU9V6Bm718/s1600/IMG_8635.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-YDPhNwt95Lk/Tc0iuLxzh_I/AAAAAAAANSY/5nU9V6Bm718/s640/IMG_8635.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ci sami, Sao Paulo 2011&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-o-avhjwFxoI/R3vE2EY8OVI/AAAAAAAABoM/xARqLte9Tes/s1600/Dulce+livingston+%252830%2529.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://4.bp.blogspot.com/-o-avhjwFxoI/R3vE2EY8OVI/AAAAAAAABoM/xARqLte9Tes/s640/Dulce+livingston+%252830%2529.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Na granicy Gwatemali i Hondurasu. 1 stycznia 2008. Z Anną Marie sotkałem się rok później na Żoliborzu, z Liorą i Revital w 2011 roku w Tel Avivie.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-1r9Yo2P4juw/TyB0QtNt0hI/AAAAAAAAQWY/xeUPrSs4Ss0/s1600/IMG_5927.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-1r9Yo2P4juw/TyB0QtNt0hI/AAAAAAAAQWY/xeUPrSs4Ss0/s640/IMG_5927.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Anna Marie na szczycie Kasprowego, 29 luty 2009&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-7fABGCcirFY/SA6Yk_HG51I/AAAAAAAAEmg/HYcDLm0srDI/s1600/IMG_0312.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="473" src="http://4.bp.blogspot.com/-7fABGCcirFY/SA6Yk_HG51I/AAAAAAAAEmg/HYcDLm0srDI/s640/IMG_0312.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Z Shaunem i Benem, Torres del Paine, Chile 2008&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-uXYg7MJYtI0/SpMFqFexeOI/AAAAAAAAL68/yTkw_vH_HTs/s1600/IMG_3281.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-uXYg7MJYtI0/SpMFqFexeOI/AAAAAAAAL68/yTkw_vH_HTs/s640/IMG_3281.JPG" width="421" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Shaun w Krakowie, sierpień 2009&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-6905670937187197373?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/6905670937187197373/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=6905670937187197373' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/6905670937187197373'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/6905670937187197373'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2012/01/pozegnania-w-podrozy.html' title='Pożegnania w podróży'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-uute-v79blQ/TyByszcYB6I/AAAAAAAAQWQ/QhYDlpQkVoQ/s72-c/101-0148_IMG.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-7597025349405762498</id><published>2012-01-19T14:23:00.000+01:00</published><updated>2012-01-19T14:45:40.097+01:00</updated><title type='text'>Mikołów - Świnoujście - nad Wisłą 2005</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pobudka 6 rano. Dwa termosy, trzy kabanosy i w drogę. Droga niedaleka, bo tylko do Olka. Olek zaspany, ale nie marudzi zbytnio. Następny przystanek - sklep spożywczy w Raszynie. Tata już tam nie chodzi po basenie, bo przestali sprzedawać cynamonowe bułeczki. Nam pozostały jagodzianki, chociaż tez bym wolał te zawijasy z cynamonem. Dalej było 300 kilometrów drogi, przerwanej tylko krótką przerwą wiadomo gdzie w Częstochowie. Dziesięć minut w Mikołowie (oddawaliśmy narty testowe K2) i kolejne 300 kilometrów przerwane po drugiej stronie ulicy w Częstochowie. &amp;nbsp;Pomidorówka w Pęcicach, odstawić Olka, spakować się, oddać samochód bratu i na Dworzec Centralny. Pod dworcem Maja i Lalka czekają przy przystanku autobusowym. Lalka nie jest chyba dworcem zachwycona, więc wstrzymujemy się z wejściem na peron do ostatniej chwili. To wstrzymywanie się wykorzystałem na wizytę w pewnym lokalu gastronomicznym w podziemiach. Tym samym, który zawsze był po mojej stronie w Częstochowie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przedział sypialny, miły konduktor, miska dla psa, Hucia (aka Karolina) i Bartek - jedziemy nad morze.&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-FBYsYtkHRy4/TxgV9KC6XvI/AAAAAAAAQUc/3U5Cu8Lv66k/s1600/_MG_0115.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-FBYsYtkHRy4/TxgV9KC6XvI/AAAAAAAAQUc/3U5Cu8Lv66k/s640/_MG_0115.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Hucia i Lalka&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O piątej rano rozpromieniona godziną Marta odbiera nas w Szczecinie i zawozi do siebie do Świnoujścia. Jestem tu po raz pierwszy i jestem pod wrażeniem. Po pierwsze jest fajnie, po drugie, niekoniecznie o tej porze roku. Nie, inaczej. Jest fajnie właśnie o tej porze roku i w taką pogodę, ale to jest zupełnie inne miejsce, niż w środku lata w słoneczne dni. Tak bym przynajmniej strzelał, bo kiedyś te wszystkie budki muszą się jednak otwierać. Kurort po sezonie ma w sobie zawsze coś magicznego, mi od razu przypomniało się &lt;a href="http://franztravel.blogspot.com/2011/05/de-donde-vienes-loco.html" target="_blank"&gt;Punta del Diablo&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-VFnUGo_AVJQ/TxgV-98NLgI/AAAAAAAAQUw/PMRw1CgJ6hs/s1600/_MG_0146.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-VFnUGo_AVJQ/TxgV-98NLgI/AAAAAAAAQUw/PMRw1CgJ6hs/s640/_MG_0146.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-kuYhpYn5_Pk/TxgV-Q35VSI/AAAAAAAAQUk/5UMAVZWJfNs/s1600/_MG_0140.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-kuYhpYn5_Pk/TxgV-Q35VSI/AAAAAAAAQUk/5UMAVZWJfNs/s640/_MG_0140.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Z3HNbgm5aw4/TxgWAnihErI/AAAAAAAAQVA/0IdIIC8bseg/s1600/_MG_0185.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-Z3HNbgm5aw4/TxgWAnihErI/AAAAAAAAQVA/0IdIIC8bseg/s640/_MG_0185.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ze Świnoujścia zapamiętam ładną promenadę, ogród angielski, żubry które robią wszystko na widoku, restaurację do której te nicponie nie wpuściły Lalki (nie lubimy już Międzyzdrojów) i Jorki, które chodzą w ubrankach. Tak szczerze, to te Jorki chyba najbardziej, bo podczas godzinnego spaceru spotkaliśmy ich ze dwadzieścia, każdy w innym kubraczku. Zdjęcie zrobiłem niestety tylko jednemu i wcale nie najciekawszemu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-lvAu9nQM4mw/TxgV9__r1gI/AAAAAAAAQUg/Z_Z7wCcQFZ0/s1600/_MG_0136.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-lvAu9nQM4mw/TxgV9__r1gI/AAAAAAAAQUg/Z_Z7wCcQFZ0/s640/_MG_0136.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalej graliśmy w jakąś starą grę edukacyjną o nazwie "Klasówka" bodajże. Z tego miejsca chciałem napisać, ze bardzo współczuję wszystkim dzieciom, których rodzice postanowili edukować grą "Klasówka". Marta, Natalia, Hucia, Maja, Ja i Lalka też zapewne jesteśmy z Wami. Życie toczy się dalej, słońce jeszcze zaświeci.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na szczęście Karolina uratowała wieczory specjalną wersją kalamburów, od której zakwasy na brzuchu czułem jeszcze kilka dni. Kąpiel, sprzątanie, samochód, prom, pociąg, dom. Ten na Kabatach.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://1.gvt0.com/vi/lDue8vauS50/0.jpg" height="426" width="640"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/lDue8vauS50&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="640" height="426"  src="http://www.youtube.com/v/lDue8vauS50&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tutaj dygresja w kwestii pociągu. Wiadomo, idealnie nie jest, ale jednak pociągi się zmieniają i jest milion razy lepiej niż kiedyś. W WARSie miło, toalety dość czyste i nierzadko działające, wtyczki do prądu, nowe wagony. Przeszedłem się na zupę i pod drodze prawie wszyscy podróżni siędzą laptopami czy iPadami. Co poniektórzy śpią, a co jeszcze poniektórzsi rozmawiają. Już dawno polskim pociągiem nie jechałem i byłem naprawdę mile zaskoczony.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-jceIP2jFyDo/TxgWBwGSdbI/AAAAAAAAQVQ/CD21EDuUHRM/s1600/_MG_0325.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://3.bp.blogspot.com/-jceIP2jFyDo/TxgWBwGSdbI/AAAAAAAAQVQ/CD21EDuUHRM/s400/_MG_0325.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Całe szczęście, na pewne rzeczy zawsze można liczyć&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-SZPv2HgI6R0/TxgWCrj0_tI/AAAAAAAAQVc/NeYD3T94_3E/s1600/_MG_0332.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-SZPv2HgI6R0/TxgWCrj0_tI/AAAAAAAAQVc/NeYD3T94_3E/s640/_MG_0332.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Pani i Lalka&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wczoraj Dorota powiedziała, że bierze indeks jakiegoś studenta że wpisać mu ocenę, a tam oceny od mgr Teisseyra, mgr Przeradzkiego... Coś się zmieniło. Pamiętam jak wszyscy byliśmy razem w grupie na pierwszym roku studiów i wcale nie wydaje mi się, żeby to było dawno temu. A było jak się okazuję.&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-JeaSsY5c-UY/TxgWD4X7q0I/AAAAAAAAQVg/9RyQ_QVhUTI/s1600/DSC00232.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://2.bp.blogspot.com/-JeaSsY5c-UY/TxgWD4X7q0I/AAAAAAAAQVg/9RyQ_QVhUTI/s640/DSC00232.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Obecni magistrzy w marcu 2005 roku. Nielegalny proceder nad Wisłą z okazji 20-tych urodzin mgr Woronieckiej&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-7597025349405762498?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/7597025349405762498/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=7597025349405762498' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/7597025349405762498'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/7597025349405762498'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2012/01/mikoow-swinoujscie-nad-wisa-2005.html' title='Mikołów - Świnoujście - nad Wisłą 2005'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-FBYsYtkHRy4/TxgV9KC6XvI/AAAAAAAAQUc/3U5Cu8Lv66k/s72-c/_MG_0115.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-1187006268610847448</id><published>2012-01-05T20:49:00.001+01:00</published><updated>2012-01-05T21:02:06.677+01:00</updated><title type='text'>Propozycja na święta</title><content type='html'>Święta już za nami, ale zupełnie zabrakło czasu żeby napisać cokolwiek. W związku z tym dwie świąteczne propozycje z mojego lokalnego hipermarketu. Wszystkiego dobrego 2012&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-d3IohXXB4-w/TwYAgiDpslI/AAAAAAAAQTk/Vak5AAEKltg/s1600/IMG_0244.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-d3IohXXB4-w/TwYAgiDpslI/AAAAAAAAQTk/Vak5AAEKltg/s1600/IMG_0244.jpg" imageanchor="1"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-d3IohXXB4-w/TwYAgiDpslI/AAAAAAAAQTk/Vak5AAEKltg/s640/IMG_0244.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-bi7K_B02SMg/TwYAh-rkooI/AAAAAAAAQTs/J-1L7pjfoqw/s1600/IMG_0245.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-bi7K_B02SMg/TwYAh-rkooI/AAAAAAAAQTs/J-1L7pjfoqw/s640/IMG_0245.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I niech już będzie zima, chociaż przez chwilę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-B40b35ido9U/TwYA-ETLf2I/AAAAAAAAQT4/7bZEPO05o3k/s1600/_MG_9931.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-B40b35ido9U/TwYA-ETLf2I/AAAAAAAAQT4/7bZEPO05o3k/s640/_MG_9931.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Olek w Chamrousse&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-1187006268610847448?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/1187006268610847448/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=1187006268610847448' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/1187006268610847448'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/1187006268610847448'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2012/01/swieta-juz-za-nami-ale-zupenie-zabrako.html' title='Propozycja na święta'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-d3IohXXB4-w/TwYAgiDpslI/AAAAAAAAQTk/Vak5AAEKltg/s72-c/IMG_0244.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-7976695075933889627</id><published>2011-12-01T13:49:00.001+01:00</published><updated>2011-12-01T13:58:52.778+01:00</updated><title type='text'>Dziewczyny w Laosie</title><content type='html'>Ten blog zamienia się w prezentowanie pracy innych, ale co ja poradzę, jak jest dobra. Dziewczyny co pojechały dookoła świata - Sylwia i Klementyna - są teraz w Laosie. A Laos jak wiadomo jest super, nie ma to tamto.&lt;br /&gt;Niedawno wrzuciły posta, który absolutnie wymiata, zdjęciowo i opisowo. Radzą sobie.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://nabombie.blogspot.com/2011/11/kids.html" target="_blank"&gt;Polecam&amp;nbsp;kliknąć tutaj&amp;nbsp;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-7976695075933889627?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/7976695075933889627/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=7976695075933889627' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/7976695075933889627'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/7976695075933889627'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/12/dziewczyny-w-laosie.html' title='Dziewczyny w Laosie'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-3342018146588062525</id><published>2011-11-26T16:20:00.001+01:00</published><updated>2011-11-28T00:18:07.366+01:00</updated><title type='text'>Pokaz zdjęć numer dwa</title><content type='html'>Drodzy czytelnicy z Warszawy &amp;nbsp;i okolic.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nadeszło niespodziewane. Wbrew własnym oczekiwaniom dałem się namówić na kolejny pokaz zdjęć z ostatniej dużej podróży (nie tych na Stubai i do Rudna). W związku z tym, wszystkich którzy:&lt;/div&gt;1. Mają ochotę te zdjęcia obejrzeć&lt;br /&gt;i&lt;br /&gt;2. Mają ochotę posłuchać moich do nich komentarzy&lt;br /&gt;i&lt;br /&gt;3. Nie byli na poprzednim pokazie (bo nic nowego nie będzie mimo wszystko)&lt;br /&gt;Zapraszam w imieniu swoim i organizatorów już w ten wtorek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;29.11.2011&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;SensNonsensu &lt;/b&gt;(pub/kawiarnia)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ul. Wileńska 23&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Warszawa Praga&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;godzina 20.00&lt;/b&gt; (maks 20.30, zależy o której skończy się ścianka)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="https://www.facebook.com/events/163125597119901/" target="_blank"&gt;FB event&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-eCys9XaXn8E/Tg-Tll1H3PI/AAAAAAAAOFM/TbACUl9P4Wg/s1600/IMG_1274.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-eCys9XaXn8E/Tg-Tll1H3PI/AAAAAAAAOFM/TbACUl9P4Wg/s640/IMG_1274.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-3342018146588062525?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/3342018146588062525/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=3342018146588062525' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/3342018146588062525'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/3342018146588062525'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/11/pokaz-zdjec-numer-dwa.html' title='Pokaz zdjęć numer dwa'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-eCys9XaXn8E/Tg-Tll1H3PI/AAAAAAAAOFM/TbACUl9P4Wg/s72-c/IMG_1274.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-8597927645159104976</id><published>2011-11-24T13:32:00.001+01:00</published><updated>2011-11-24T13:40:03.653+01:00</updated><title type='text'>Znalezisko</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Niedawno za sprawą pewnej pani, która pomaga mamie zrobić porządki w szpargałach światło dzienne ujrzał list z 1991 roku. Ujrzał i z miejsca stał się najcenniejszą rzeczą jaką posiadam.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-RJ8wijDJM0s/Ts458nDoQ8I/AAAAAAAAQMQ/d6I1b6dIABE/s1600/01_List_J_Przybora_do_F_Przeradzkiego_IX_1991.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-RJ8wijDJM0s/Ts458nDoQ8I/AAAAAAAAQMQ/d6I1b6dIABE/s640/01_List_J_Przybora_do_F_Przeradzkiego_IX_1991.jpg" width="512" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Nie będę ryzykował porównywania w jednym wpisie mojego pisania z pisaniem Jeremiego Przybory także na tym skończę, a nad swoim własnym popracuję dzisiaj offline.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-8597927645159104976?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/8597927645159104976/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=8597927645159104976' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/8597927645159104976'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/8597927645159104976'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/11/znalezisko.html' title='Znalezisko'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-RJ8wijDJM0s/Ts458nDoQ8I/AAAAAAAAQMQ/d6I1b6dIABE/s72-c/01_List_J_Przybora_do_F_Przeradzkiego_IX_1991.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-4751059480641683774</id><published>2011-11-11T19:28:00.001+01:00</published><updated>2011-11-11T19:35:36.686+01:00</updated><title type='text'>Dzięki!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trochę kusi, żeby napisać coś o obchodach naszego Independence Day, ale raz, że mnie tam nie było, a dwa, że chyba na mojego bloga nikt nie zagląda żeby się denerwować. Też staram się unikać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś wybiło 40000 odwiedzin od maja 2009 (od wtedy się liczy z jakiegoś powodu)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-4NVSxyx-4zA/Tr1qrW7hmGI/AAAAAAAAPjQ/b7X8Qlh4AOk/s1600/Zrzut+ekranu+2011-11-11+o+18.24.02.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-4NVSxyx-4zA/Tr1qrW7hmGI/AAAAAAAAPjQ/b7X8Qlh4AOk/s1600/Zrzut+ekranu+2011-11-11+o+18.24.02.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Dzięki! &lt;/b&gt;Przyjemniej się pisze ze świadomością, że ktoś to jednak czyta.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A &amp;nbsp;dla rozluźnienia foto, które dedykuję mojej siostrze&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-JUFi1UBQsq8/Tr1p8aUP_RI/AAAAAAAAPjI/MyMvsyIRW8Y/s1600/IMG_0216.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://4.bp.blogspot.com/-JUFi1UBQsq8/Tr1p8aUP_RI/AAAAAAAAPjI/MyMvsyIRW8Y/s640/IMG_0216.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-4751059480641683774?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/4751059480641683774/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=4751059480641683774' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/4751059480641683774'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/4751059480641683774'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/11/dzieki.html' title='Dzięki!'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-4NVSxyx-4zA/Tr1qrW7hmGI/AAAAAAAAPjQ/b7X8Qlh4AOk/s72-c/Zrzut+ekranu+2011-11-11+o+18.24.02.png' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-1324568553087514900</id><published>2011-11-07T11:54:00.001+01:00</published><updated>2011-11-09T23:59:54.258+01:00</updated><title type='text'>Stubai i Rudno</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W ostatnim czasie byłem na dwóch wycieczkach. Jednej w dolinie Stubaiu, drugiej w &lt;span class="Apple-style-span" style="color: #0b5394;"&gt;Rudnie&lt;/span&gt;. Choć geograficznie, klimatycznie, kulturowo i jakkolwiek jeszcze się da, mocno rozbieżne, to same wyprawy przebiegały dość analogicznie. Zilustruję to opisując je równolegle, a żeby ułatwić czytelnikowi rozróżnienie między Austrią a Lubelskim, pomaluję te dwie historie odmiennymi kolorami.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #0b5394;"&gt;Zbiórka 11.15 na Korotyńskiego. Z wujkiem schodzimy z babcią na dół do samochodu. Pakowanie - znicze, ścierki, kwiatki, kanapki, termosy, rzodkiewki, grejpfruty i dużo innych gadżetów, bez których babcia w Lubelskie nie jeździ. Zapinamy pasy i ruszamy w trasę. Przed nami 156 kilometrów.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #274e13;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zbiórka 5.30 na Lanciego, zmęczeni taksówkarze dowożą zmęczonych zawodników. Pakowanie - 16 par nart, 50 tyczek, sprzęt do robienia nart, torby, wiertarka, podobna ilość kanapek co do Ryków (Ryk?) i wszelkie urządzenia niezbędne do treningu sekcji narciarskiej AZS UW.&amp;nbsp;Zapinamy pasy i ruszamy w trasę. Przed nami 1204 kilometry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #0b5394;"&gt;W samochodzie wujek i ja z przodu, babcia w drugim rzędzie. Leci radio z polską muzyką, cb radio i nasza rozmowa z wujkiem. Babcia, jak to babcia, nie słyszy już aż tak dobrze, ale chętnie bierze czynny udział w dyskusji.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #0b5394;"&gt;CB radio:&amp;nbsp;mobilki, misiaczki się rozkładają pod kościołem w Rykach, czterysta dwudziesty siódmy kilometr.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #0b5394;"&gt;Babcia: ja to nie lubię, jak handlują pod kościołem. Jak w siedemdzisiątym ósmym...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #0b5394;"&gt;Płyta CD: ...podbiegamy na skraj łąki...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #0b5394;"&gt;Babcia: Franio, gdzie ty chcesz znowu biegać, przeziębisz się, załóż chociaż czapkę&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #0b5394;"&gt;CB radio: na 4 7 2 krokodylki przyczajeni przed Orlenem&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #0b5394;"&gt;Babcia: Babcia Otylia miała kiedyś taką chustkę w krokodyle, one piękne&amp;nbsp;były, wyszywane ręcznie...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #0b5394;"&gt;I tak minęły trzy godziny.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W samochodzie płyta Czapi. Radio Phantom nie daje do końca rady, więc słuchamy głównie pierwszej piosenki - Pumped up kicks co paręnaście minut przez czternaście i pół godziny. W CB radiu komentarze i spory odnośnie prędkości robót na Katowickiej. Na tylnym siedzeniu Łopata, Julia i Zuzia, którzy budzą się tylko na postoje w Macu.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Fg-E6h_qFiY/Tre3D1T-GYI/AAAAAAAAPhc/3mvXGUy0toE/s1600/IMG_8103.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-Fg-E6h_qFiY/Tre3D1T-GYI/AAAAAAAAPhc/3mvXGUy0toE/s640/IMG_8103.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #0b5394;"&gt;Ryki (w lewo), Przytoczno (w prawo), Michów (w lewo), wizyta pod parafią, przy płotku w lewo i już cmentarz w Rudnie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cieszyn, Frydek Mistek, Brno, Mikulov, Wiedeń, Innsbruck, w prawo w dolinę Stubai i jesteśmy w Ferienwohnungen w Milders, 15 km od stoku.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-6fdMyw1MLbk/Tre62v6cNfI/AAAAAAAAPio/rlpvK77Ed7o/s1600/IMG_0215.PNG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://1.bp.blogspot.com/-6fdMyw1MLbk/Tre62v6cNfI/AAAAAAAAPio/rlpvK77Ed7o/s400/IMG_0215.PNG" width="266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #0b5394;"&gt;Babcia jakiś czas temu odnalazła miejsce spoczynku części swojej rodziny. Wiem, że dla mnie to była prapraprababcia (3x) praprapraprababcia (4x). Grób odnowiony, tablica wyryta, jedziemy odebrać robotę i zapalić znicze. &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na samym początku sezonu ambitni zawodnicy sekcji narciarskiej Uniwersytetu Warszawskiego postanowili przygotować się do tegorocznych startów. Ponieważ pierwszy listopada wypadał we wtorek, tj. dzień w którym normalnie prowadzę zajęcia, mogłem sobie pozwolić na taki tygodniowy wyjazd. Zebraliśmy się w ósemkę i pojechaliśmy złapać trochę słońca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #0b5394;"&gt;O ile grób, który babcia odnowiła łatwo było znaleźć, o tyle inne groby rodzinne znacznie ciężej. Trudno mi podchodzić do tego emocjonalnie – nazwiska, miejsce i historia których nie znam i nigdy nie miałem z nimi nic wspólnego, oprócz, oczywiście, pewnych elementów materiału genetycznego. Szukamy grobu kuzynki Barbary bodajże (Wujek mi tu pewnie przypomni) i nie idzie łatwo. Babcia bez skrupułów zagaduje do jakiejś pani czy nie wie, gdzie leżą. Pani mówi, że nie wie, ale jej syn to kiedyś poszedł do samochodu, coś tam wstukał i mu wyszło gdzie jej ciocia leży. Pani sama nie wie co on w tym samochodzie wstukał, bo ona nie z takich co się znają. No więc po piętnastu minutach my z wujkiem chodzimy jak głupi, a babcia zorganizowała cztery kolejne osoby do poszukiwania kuzynki Barbary.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-sfDYzrboPZM/Tre0y_SAqQI/AAAAAAAAPas/Gig0KGxF5MY/s1600/IMG_7603.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-sfDYzrboPZM/Tre0y_SAqQI/AAAAAAAAPas/Gig0KGxF5MY/s640/IMG_7603.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;Na trening trzeba wstawać 5.50, Danza Kuduro w głośnikach, chleb tostowy i dojazd na stok. Na podjeździe wojna, wszyscy się wyprzedzają, żeby jak najlepiej ustawić się w kolejce instruktorskiej. Jakkolwiek stok jest zarezerwowany, to dzieli go między sobą kilka drużyn, a są lepsze i gorsze miejsca. Pierwszego dnia spotkaliśmy trenera Piotra z Zakopanego i postanawialiśmy stawiać giganta razem. Trzeciego dnia udało nam się postawić go jako pierwsi i Piotr, który normalnie mało czym się na nartach ekscytuje, nie mógł ukryć uśmiechu przez resztę dnia. Pokazaliśmy Niemcom ( a także Szwedom, Norwegom, Czechom, Austriakom i jeszcze komuś).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-McSQOy6eKfU/Tre10apHcyI/AAAAAAAAPbs/r7nu0cNoDG0/s1600/IMG_7699.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-McSQOy6eKfU/Tre10apHcyI/AAAAAAAAPbs/r7nu0cNoDG0/s640/IMG_7699.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #0b5394;"&gt;Wujek przyprowadza kamieniarza i pyta się babci czy robota dobrze wykonana. Babcia, wyczuwszy moment do opowieści startuje. O wujku, stryjku, dziadku i innych. Kamieniarz i ja słuchamy zupełnie nowych dla siebie informacji, jeden z nas chyba jednak nieco bardziej zainteresowany. On przestępuje z nogi na nogę i widać że bardzo chciałby być już gdzieś indziej. Bardzo jednak kulturalny babci nie przerywa. Kamieniarza ratuje wujek dając mu resztę pieniędzy i bardzo dziękując. Znicze zapalone, kwiaty położone, zwijamy się z cmentarza do kuzynki Kingi (też nie mam pewności czy dobrze imię zapamiętałem).&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Codziennie o dwunastej trzeba być na zebraniu u pistenschefa. Serwus Herman, serwus ktoś inny, numer sieben, numer sechs, Warschau Universitat, ok, aufwiedersehen. Jak trenerzy ze Skoda Racing Team chcieli inny numer stoku, to pistenschef mówi, że chciałby Octavie 4x4 bo już ma stary samochód. My daliśmy wcześniej nalewkę i ptasie mleczko pani w sekretariacie, zawsze mieliśmy ten stok który chcieliśmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #0b5394;"&gt;Wycieczka do kuzynki Kingi i herbata. Babcia opowiada o kolejnych przodkach, jest sobota i kuzynka, rocznik 80, wyraźnie cierpi po piątku. Próbuję zagadać, dowiedzieć się czegoś o kuzynce, dać jej chwilę wytchnienia od babcinej epopei. W tym roku tuczniki zeszły po 5,20, także nad wyraz dobrze. Kuzynka sprzedała pięć. &amp;nbsp;Trzeba tuczyć do 110kg, bo później wchodzą w inną wagę i są niższe stawki. Kinga jest z wykształcenia weterynarzem, kocha konie i ma bardzo ciekawą bibliotekę. Z Marianem to się nie da rozmowiać, ze świekrą tez nie bardzo, ale da na mszę i pogada z proboszczem kto jeszcze leży razem z Barbarą. Przyswojenie tych wszystkich informacji porównywalnie trudne jak Bourdieu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ZzmQ7_iOhBA/Tre6144c0QI/AAAAAAAAPik/iteyarLROFA/s1600/IMG_0212.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/-ZzmQ7_iOhBA/Tre6144c0QI/AAAAAAAAPik/iteyarLROFA/s400/IMG_0212.jpg" width="300" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wycieczka do Billi nieudana. Wszystko zamknięte, bo okazuje się, ze oni też maja Wszystkich Świętych. Dzień wcześniej puste półki, nie było nawet pomidorów. Na cmentarzu w Neustift kilkudziesięciu facetów z piórami w kapeluszach. Widok magiczny, ale zdjęcie byłoby chyba mocno nie na miejscu. Zamiast tego Olek i Faja poszli na longboardy, miały być mniejszy ruch ale do końca nie wyszło. Trochę lajfstajlu.&lt;br /&gt;[tu będzie mini film za kilka dni]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #0b5394;"&gt;Zostawiamy kuzynkę Kingę w spokoju, pakujemy się do busa i ruszamy na Warszawę. Po drodze chciałem napić się herbaty, ale okazało się że babcia zapomniała wrzucić torebkę do wrzątku. Kubek gorącej wody zatem. Zachód słońca, w Rykach w prawo, Korotyńskiego i powrót na dzielnię. Dzień pełen wrażeń.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pakowanie tyczek na dach, Czapi robi pięćset zdjęć, Kobiela wariuje a siostry się rozciągają z uśmiechem na twarzy. Pamiątkowe zdjęcie, odjazd 16.15, trzynaście godzin drogi, mgła przez kilkaset kilometrów i z powrotem w bloku. Pracowity i odprężający tydzień, zakwasy na brzuchu od śmiechów ciągle dają o sobie znać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/107659524579173361493/Stubai2011" target="_blank"&gt;Album zdjęć ze Stubaiu&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-3WYFkdd7Tp4/Tre20wtpwfI/AAAAAAAAPgQ/ILDLQYVBGQc/s1600/IMG_8002.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-3WYFkdd7Tp4/Tre20wtpwfI/AAAAAAAAPgQ/ILDLQYVBGQc/s640/IMG_8002.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ani Rudno, Ani Stubai:&lt;br /&gt;W ten weekend zadzwonił Kastory i powiedział, że trzeba zbierać pieniądze na młodych sportowców podczas gali KSW na Torwarze. Jak trzeba to trzeba. Poznałem wnuczkę Feliksa Stamma i Mateusza Ligockiego (taki startujący w Olimpiadach snowboardzista mamo), który ze skrzynką na szyi cały wieczór mówił, że można mu nawrzucać. Wrzucać mieli nam mężczyźni bez karków i kobiety bez ubrań. W obu przypadkach niemalże. Do końca nie wytrzymałem, ale to było zupełnie nowe doświadczenie w moim życiu. Teraz Fromm i kryzys psychoanalizy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-56N-_X64hZo/Tre03a0p5tI/AAAAAAAAPa8/jSvwdrxexy0/s1600/IMG_8127.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-56N-_X64hZo/Tre03a0p5tI/AAAAAAAAPa8/jSvwdrxexy0/s640/IMG_8127.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-GDZb_0yhiMk/Tre05R4c7aI/AAAAAAAAPbE/LrT9Z_iUqn4/s1600/IMG_8143.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-GDZb_0yhiMk/Tre05R4c7aI/AAAAAAAAPbE/LrT9Z_iUqn4/s640/IMG_8143.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-1324568553087514900?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/1324568553087514900/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=1324568553087514900' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/1324568553087514900'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/1324568553087514900'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/11/stubai-i-rudno.html' title='Stubai i Rudno'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Fg-E6h_qFiY/Tre3D1T-GYI/AAAAAAAAPhc/3mvXGUy0toE/s72-c/IMG_8103.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-3667824940873977316</id><published>2011-10-19T02:58:00.002+02:00</published><updated>2011-11-10T00:00:22.800+01:00</updated><title type='text'>Warszawa egzotyczna</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Napisałem tu kiedyś, że ten blog jest o podróżowaniu i nie będę się rozwodził nad tym, że liście spadają z drzew, a nastrój miewam melancholijny. No ale spadają i miewam. Poza tym nie mogę zasnąć, a nic mnie tak nie usypia jak to, co sam piszę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-oL0VjsZSAsg/Tp4e1P9dxkI/AAAAAAAAPZc/gZ7QRUwoErw/s1600/IMG_7433.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-oL0VjsZSAsg/Tp4e1P9dxkI/AAAAAAAAPZc/gZ7QRUwoErw/s640/IMG_7433.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedną z pierwszych rzeczy po powrocie, zaraz po opłaceniu zaległych rachunków i przerzucenia kupy drewna u rodziców, była wizyta u doktora Goraja. Doktor Goraj jest specjalistą chorób tropikalnych i każdy Warszawiak, który chce zwiedzać&amp;nbsp;&amp;nbsp;świat,&amp;nbsp;prędzej czy później z doktorem się spotka. Po badaniu kontrolnym trzy lata temu powiedział, z dość paskudnym uśmiechem na twarzy&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-z wycieczki przywiózł Pan tylko zdjęcia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W tym roku liczę na powtórkę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przy okazji pobierania krwi zorientowałem się, że badając różne przedziwne choróbska, nie bada się obecności wirusa HIV. Dlaczego? Bo to się bada w miejscach specjalnych. Z drugiej strony, w wakacje wyczytałem gdzieś, że bodajże dwie trzecie zarażonych Polaków nie ma o tym (zarażeniu) pojęcia. W naszych głowach HIV to problem narkomanów i zboczeńców, w naszej rzeczywistości bynajmniej. Ja sprawdzam to normalnie co około trzy miesiące oddając krew, ale po wycieczce przez pół roku nikt mojej krwi nie chce. Postanowiłem zatem pójść do takiego centrum.&lt;br /&gt;Nic miłego wejść do miejsca, o którym wiadomo, że ludzie wchodzą tam tylko z powodu HIV. Myślę, że z taką polityką badań kwestia świadomości szybko się nie zmieni. Dodam natomiast, że w środku jest bardzo miło, badania są darmowe, a jak ktoś się wstydzi, to w miejscu "imię i nazwisko" może wpisać Miś Uszatek i wyniki badań Misia Uszatka dostanie. Chociażby dlatego warto, jaki inny lekarz by na to pozwolił?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dla rozluźnienia atmosfery, oto kolega którego spotkałem idąc na przystanek tramwajowy po doktorze Goraju.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Hy-rN_z_D20/Tp4ezH1VRQI/AAAAAAAAPZM/bgTLPXQ4A4g/s1600/IMG_7410_2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://4.bp.blogspot.com/-Hy-rN_z_D20/Tp4ezH1VRQI/AAAAAAAAPZM/bgTLPXQ4A4g/s640/IMG_7410_2.jpg" width="425" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przez ostatnie dwa tygodnie mieszkała u mnie Ruxi. To Rumunka która studiuje na SGGW i jest znajomą moich znajomych. Ja jej wcześniej nie znałem, ale nie miała gdzie spać po wakacjach i do czasu przyznania jej akademika wylądowała u mnie. Ruxi bardzo lubi Polskę i ciągle mówi co tu jest fajniejsze niż w Rumuni. Miło się słucha. A swoją drogą to ta Rumunia nudnym krajem nie jest. Tam kręcili kawałek Borata na ten przykład. Ruxandra mówi, że kiedyś pojechała do owej wioski, a tam naprawdę jak w filmie. Sama była zdziwiona, nie wiedziała, że u niej w kraju są takie miejsca.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nazwisko mojej sublokatorki to Mot. Od tego nazwiska nazywa się region, który w historii zjednoczenia Rumuni odegrał jakąś ważną rolę. W związku z tym, kilka lat temu rząd postanowił, że wszyscy o nazwisku Mot będą mieli pięćdziesiąt procent zniżki na komunikację. Trzeba było pójść do urzędu z certyfikatem urodzenia, wyrobić sobie kartę zaświadczającą o byciu Motem i ciach - bilet o połowę tańszy. Kraj patrzył z niedowierzaniem, a Moci wyrabiali sobie karty. Po paru miesiącach Rząd (chyba z dużej w tym znaczeniu...?) się jednak zreflektował i zniżki cofnął. Ruxi mówi, że nie za bardzo rozumie co się stało, ja zgaduję że producenci tychże "Mot kart" rozumieją aż za dobrze. Poza tym wychodziliśmy kilka razy do moich znajomych i jestem pod wrażeniem - wszyscy, przez wzgląd na nią, mówią po Angielsku. Miłe zaskoczenie, chyba rzeczywiście jesteśmy gościnni.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jedną z rzeczy, która Ruxi u nas zaskoczyła, była nasza liberalność obyczajowa. Nie tego się spodziewała po katolickim monolicie niemalże. W sobotę wyprowadziła się do akademika i wieczorem dostałem takiego sms-a: "Może Ci się to wydać śmieszne... Poznałam właśnie swoje sublokatorki i od godziny mówią tylko o Bibli, Bogu i tym, jak straszny jest seks przedmałżenski"[tłum. FP]. Stereotypową Polskę Ruxi znalazła u Węgierki i Słowenki z którymi dzieli pokój. &amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na zdjęciu poniżej pokazuje schody, po których w zimie zjeżdżali z kolegami na stołach skradzionych ze szkoły.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-20rWbni6a2U/Tp4ez5edtWI/AAAAAAAAPZU/HF_m1qZwV0w/s1600/IMG_7417.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://4.bp.blogspot.com/-20rWbni6a2U/Tp4ez5edtWI/AAAAAAAAPZU/HF_m1qZwV0w/s640/IMG_7417.jpg" width="424" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poza tym mam zajęcia ze studentami, przeszedłem na drugą stronę biurka. Uczę psychologii społecznej na drugim roku Socjologii i zabawy z tym jest sporo. Nie wiem, czy z perspektywy studentów również, ale zajęcia są obowiązkowe, więc nie mają wyboru. Na pierwszych padło jedno pytanie:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Dlaczego pan się cały czas uśmiecha?"&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A czemu ja się mam nie uśmiechać? W nocy śni mi się, że cofam się w czasie żeby uratować miasto przed armią maszyn (dodam, ze mam 26 lat). Budzi mnie telefonicznie babcia i pyta czy wziąłem kluczę wychodząc z domu (to już na jawie). Spotykam w kinie Roberta z liceum i pytam co u niego. Spieszy się na trening. Na trening czego? Do rajdu Paryż-Dakar. Bo tata chciał. Kilka dni później śni mi się, że na moim niegdyś balkonie stoi Natalka, bo sobie go z Alą dobudowały do swojego (pozbawiając go mnie). Za drzwiami natomiast mam ogród, w którym pasie się owca, dająca gorącą wodę na herbatę. Koniec snu. Na stacji metra dwóch Hiszpanów kupuje doładowanie telefonu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Orange for tłenti please&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Nie ma za tłenti, jest za terti&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- for terti ok&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W tramwaju jakiś chłopiec pyta się dziewczyny czy jej nie ustąpić. Ona &amp;nbsp;na chwilkę wyjmuje słuchawki z uszu i dziękuje (tak na nie), mile zaskoczona. Kolega natomiast, nie bacząc na to, że słuchawki są już z powrotem w uszach, tłumaczy, że siedzi bo jest strasznie zmęczony, bo miał ciężki dzień, bo rano wstał i był na siłowni, a później miał długo zajęcia, bo wykład był nudny, a po zajęciach poszedł na zakupy... Cały tramwaj słucha, a ja się zastanawiam czemu po takie historie jeździłem aż do Argentyny. W ogóle te tramwaje to ciekawe miejsca są. Taki na wynajem reklamuje się wewnątrz takiego normalnego, że jest "romantycznym wnętrzem". Ja zaś znajduję te przestrzeń nieco inaczej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-YSRN9CH8frs/Tp4ex7LrZKI/AAAAAAAAPZE/k8FYXQUwr2Y/s1600/IMG_7402.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://2.bp.blogspot.com/-YSRN9CH8frs/Tp4ex7LrZKI/AAAAAAAAPZE/k8FYXQUwr2Y/s640/IMG_7402.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Metro też nie jest gorsze. Na kabatach wsiadam ja i jakaś pani. Około czterdzieści lat, schludnie ubrana, nie ma nikogo innego w wagonie. Pani podnosi gazetkę reklamową, która leży na siedzeniu, otwiera i czyta. Po chwili niby do siebie, ale jednak głośno;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"500 złotych. Popierdoliło ich chyba".&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jesień innymi słowy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Ts03Rt-4rE0/Tp4e4NAe-4I/AAAAAAAAPZs/FhIe38dnixQ/s1600/IMG_7483.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-Ts03Rt-4rE0/Tp4e4NAe-4I/AAAAAAAAPZs/FhIe38dnixQ/s640/IMG_7483.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-3z35DbmjzFk/Tp4e2wgN8OI/AAAAAAAAPZk/al56YYcktlw/s1600/IMG_7457.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-3z35DbmjzFk/Tp4e2wgN8OI/AAAAAAAAPZk/al56YYcktlw/s640/IMG_7457.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-3667824940873977316?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/3667824940873977316/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=3667824940873977316' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/3667824940873977316'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/3667824940873977316'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/10/warszawa-egzotyczna.html' title='Warszawa egzotyczna'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-oL0VjsZSAsg/Tp4e1P9dxkI/AAAAAAAAPZc/gZ7QRUwoErw/s72-c/IMG_7433.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-5140200102198654703</id><published>2011-10-04T23:55:00.003+02:00</published><updated>2011-10-04T23:58:29.932+02:00</updated><title type='text'>Pokaz Slajdów</title><content type='html'>&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Wszystkich zainteresowanych zapraszam na pokaz zdjęć z pięciomiesięcznej wyprawy po Ameryce Południowej&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piątek, 7 października godzina 20.00&lt;br /&gt;Warszawa, ul. Karowa 18 (Instytut Socjologii UW, aczkolwiek widać najbardziej napis Judo), &amp;nbsp;sala numer 18 (na parterze)&lt;br /&gt;Pokaz powinien potrwać około godziny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ksbTTQGzdmc/Tg-WgRWsG7I/AAAAAAAAOJ8/f-F0Pud9u2E/s1600/IMG_2034.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-ksbTTQGzdmc/Tg-WgRWsG7I/AAAAAAAAOJ8/f-F0Pud9u2E/s640/IMG_2034.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;małe studium szaleństwa, czyli cień mówi wiele&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-5140200102198654703?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/5140200102198654703/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=5140200102198654703' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/5140200102198654703'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/5140200102198654703'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/10/pokaz-slajdow.html' title='Pokaz Slajdów'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-ksbTTQGzdmc/Tg-WgRWsG7I/AAAAAAAAOJ8/f-F0Pud9u2E/s72-c/IMG_2034.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-695977244719304318</id><published>2011-10-03T21:22:00.001+02:00</published><updated>2011-11-10T00:01:46.688+01:00</updated><title type='text'>Z Manaus do Warszawy</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;Pobudka czwarta rano, temperatura trzydzieści stopni i mordercza wilgotność. Za tym akurat nie będę tęsknił. Nieprzytomny recepcjonista zastanawia się o co mi chodzi. Na szczęście zamówiony taksówkarz się nie zastanawiał, tylko przyjechał. Tanie linie &lt;i&gt;Trip&lt;/i&gt; lubią&amp;nbsp; wczesne godziny i dużo międzylądowań. Z Manaus przez Porto Velho, Cuiabę, aż do San Paulo. Start, lądowanie, start, lądowanie, start, lądowanie. Zakaz opuszczania samolotu się przykrzy, ale przynajmniej zobaczyłem przez okno cztery brazylijskie lotniska i kawał krajobrazu. Co do lotnisk, to bez szaleństw, co do krajobrazu to muszę przyznać, że zieleni i wody w Brazylii nie brakuje. W San Paulo wiosna, więc rośliny kwitną i katar jest. Największe wrażenie z powietrza robią takie fioletowe drzewa, które co jakiś czas stoją sobie samotnie pośród morza zieleni. Zrobiłem zdjęcie podobnemu już na ziemi, ale efekt zdecydowanie mniej imponujacy.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-FAdafXlE9f0/TocfRuRWPqI/AAAAAAAAPPk/4Oo5GAwSOAA/s1600/IMG_7278.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="clear: left; color: black; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://3.bp.blogspot.com/-FAdafXlE9f0/TocfRuRWPqI/AAAAAAAAPPk/4Oo5GAwSOAA/s640/IMG_7278.jpg" width="640" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;W drodze z lotniska widziałem trzy więzienia. Może Brazylia chce pokazać nowoprzyjezdnym że nie ma co z nimi zadzierać? W końcu na fladze jest napisane porządek i rozwój. Porządek biorą sobie najwyraźniej do serca, rozwój zresztą też w ostatnich latach. W tym temacie polecam &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;a href="http://www.polityka.pl/swiat/rozmowy/1518772,1,rozmowa-z-doradca-bylego-prezydenta-brazyli.read"&gt;wywiad Jacka Żakowskiego z Władysławem Dowborem&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;. Na Rua Paris Monika, Helio, Tomek, dzieci, psy, kwiatki. Trafiłem akurat na ostatni dzień Piotrka i Tomka (jeden wracał do Polski, drugi do Angoli). Kolejne brazylijskie grillowanie, a w &lt;i&gt;Villa Paris&lt;/i&gt; znają się na rzeczy. Następnego dnia zostałem sam w mieszkaniu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-RnjP2exwYQw/Toce7YI2aVI/AAAAAAAAPO0/r7z77vDK9Pw/s1600/IMG_6964.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: black;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-RnjP2exwYQw/Toce7YI2aVI/AAAAAAAAPO0/r7z77vDK9Pw/s640/IMG_6964.jpg" width="640" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Niby Sao Paulo ma być delikatnym przejściem między tu a tam, ale mieszkanie jest rozmiaru pięciu moich, więc nie mam pewności czy to dobrze działa. Dobrze działa za to internet. Zapisałem się na zajęcia, napisałem długo odwlekane maile i w ogóle zacząłem myśleć dość konkretnie o powrocie. Te bujne rozmyślania przerywały spacery z Tobim (psem) i pożegnania z tutejszymi znajomymi. W weekend z Filipem, Rafaelem i jego dziewczyną pojechaliśmy do Serra Negra. Coś jak nasza Krynica Górska – dużo hoteli, wody lecznicze i średnia wieku osiemdziesiąt. Był włoski weekend i na rynku orkiestra grała &lt;i&gt;Volare&lt;/i&gt; tak, żeby na pewno wszyscy usłyszeli. Chłopaki meli lekkie wyrzuty sumienia (mają tam działkę, ale jednak nie jest to typowo „młodzieżowa miejscówka”). Ja byłem zachwycony. Młodzieżowe miejscówki zwiedzałem przez ostatnie&amp;nbsp; pięć miesięcy, a tu zupełnie inna bajka. Jedyny gringo w mieście, mały rzut oka na brazylijski styl weekendowania.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-5Nz9UdrC8e4/TodftRya-6I/AAAAAAAAPRQ/CB8LIE_LIfk/s1600/Serra+negra21.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: black;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://4.bp.blogspot.com/-5Nz9UdrC8e4/TodftRya-6I/AAAAAAAAPRQ/CB8LIE_LIfk/s400/Serra+negra21.jpg" width="400" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Jddw8oBvLdw/Todfp72bL_I/AAAAAAAAPRI/w2ltpHon9kI/s1600/Serra+negra23.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: black;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://3.bp.blogspot.com/-Jddw8oBvLdw/Todfp72bL_I/AAAAAAAAPRI/w2ltpHon9kI/s400/Serra+negra23.jpg" width="400" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ihO0a20OTxI/TodftDUkukI/AAAAAAAAPRM/g0FxCUcj0HU/s1600/Serra+negra24.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: black;"&gt;&lt;img border="0" height="265" src="http://2.bp.blogspot.com/-ihO0a20OTxI/TodftDUkukI/AAAAAAAAPRM/g0FxCUcj0HU/s400/Serra+negra24.jpg" width="400" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;Dla równowagi w sobotę pojechaliśmy na wake boarding. Powiem tylko, że nie jest łatwo wstać na tej desce, bo wszystko dzieje się strasznie szybko.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ou996vi9eUw/Tode-JIGLCI/AAAAAAAAPQg/EmszI3Wmaew/s1600/Serra+negra12.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: black;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://4.bp.blogspot.com/-ou996vi9eUw/Tode-JIGLCI/AAAAAAAAPQg/EmszI3Wmaew/s640/Serra+negra12.jpg" width="640" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Był plan, żeby w niedziele powtórzyć tę zabawę, ale zakwasy wszystkich mięśni skłoniły nas, żeby jednak pójść na ryby.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-u2S1By43R-k/TodfeV0oRJI/AAAAAAAAPRA/TkaKHJJ5pmQ/s1600/Serra+negra20.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: black;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-u2S1By43R-k/TodfeV0oRJI/AAAAAAAAPRA/TkaKHJJ5pmQ/s640/Serra+negra20.jpg" width="640" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Co dobre szybko się kończy, ale widoki za oknem pozostaną w głowie. Nowy, już teraz typowy dla mnie, krajobraz brazylijski to swego rodzaju trójpolówka. Widzimy &lt;i&gt;fawele&lt;/i&gt;, później pas równej ziemi, a następnie osiedla identycznych domów. Z tego co wiem, to projekty rządowe. Fawele zrównuje się z ziemią, buduje nieco lepsze, za to boleśnie identyczne domy i lokuje tam niedawno ubezdomnionych mieszkańców. Z wyglądu jak &lt;i&gt;familoki&lt;/i&gt; na Śląsku. W okolicach San Paulo widać tych konstrukcji bardzo dużo. &amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-FDO0N45KivU/TodgPT2adUI/AAAAAAAAPR0/-Ipou26uVvY/s1600/Serra+negra34.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: black;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-FDO0N45KivU/TodgPT2adUI/AAAAAAAAPR0/-Ipou26uVvY/s640/Serra+negra34.jpg" width="640" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;Tym sposobem, przez &lt;i&gt;all u can eat&lt;/i&gt; sushi, piwa, &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;caipirinhe&lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;, grilla i obiady rodzinne doszliśmy do środy. W środę pakowanie, Monika niczym anioł podwozi do metra (Villa Madalena przypomina San Francisco, ulice są tu nieprzyzwoicie strome), linie zielona, niebieska, czerwona i autobus na lotnisko. Taki wariant kosztuje 7 Reali, taksówka 100.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;LH505, w samolocie tym razem sporo Brazylijczyków. Jak tu leciałem w maju, to uderzyło mnie (no może szturchnęło), że lecą prawie sami europejczycy. &lt;i&gt;Super 8&lt;/i&gt;, kolacja samolotowy sen, &lt;i&gt;Unknown&lt;/i&gt;, śniadanie. Kapitan Flughafen wyłączył mi film na dziesięć minut przed końcem i nie wiem (I don’t know), czy Liam Neeson uratuje profesora, którego wcześniej (tj. zanim dostał amnezji po wpadnięciu taksówką do rzeki) próbował zabić.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-UURfPnFgfBM/ToiSIWlMXdI/AAAAAAAAPSY/waM8xxazAWM/s1600/IMG_7295.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: black;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-UURfPnFgfBM/ToiSIWlMXdI/AAAAAAAAPSY/waM8xxazAWM/s640/IMG_7295.jpg" width="640" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-HI7wfKhGb7k/ToiSN-bZMEI/AAAAAAAAPSs/i22QDbDCpuA/s1600/IMG_7312.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: black;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://1.bp.blogspot.com/-HI7wfKhGb7k/ToiSN-bZMEI/AAAAAAAAPSs/i22QDbDCpuA/s640/IMG_7312.jpg" width="640" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;Na lotnisku skończyłem krótkiego Kunderę i zorientowałem się, że jak wracałem z dookołaświata trzy lata temu, to też go czytałem (&lt;i&gt;Nieznośną lekkość bytu&lt;/i&gt;). Wtedy w samolocie popłakałem się jak pani ułożyła czekoladki wokół swojego umierającego pieska. W&lt;i&gt; Niewiedzy&lt;/i&gt; zwierząt domowych na szczęście nie było, więc współpodróżnicy się na mnie dziwnie nie patrzyli. Teraz &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;LH1612&lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt; włączył znak zapiąć pasy i mam złożyć stolik. W samolocie leci z nami jakiś bardzo ważny Pan na szczyt Unii w Warszawie. Razem z tym panem pełno innych panów w nudnych garniturach, okularach przeciwsłonecznych i słuchawkach w uszach, więc nie będę się sprzeczał.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; text-align: center;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;Pierwszy komunikat jaki usłyszałem na Okęciu to "P&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;asażerów oczekujących na lot do Rzeszowa zapraszamy do bramki numer 23". Brzmiało niewyobrażalnie swojsko. Dalej wszystko potoczyło się szybko, mama, tata, zupa, pies, zakąski, powiśle, jetlag, przenoszenie biurka Piotrka i tym podobne. Od powrotu trudno złapać oddech. Spać w normalnych godzinach zresztą też. Zrobię tu jakieś podsumowanie, ale nie teraz. Teraz przygotowuje się do jutrzejszych zajęć. Byłem dziś w centrum i na Krakowskim Przedmieściu. Wyglądało pięknie, naprawdę da się żyć w tych warunkach. A w metrze pewna pani przewróciła się na pewnego pana (bo gadała przez telefon i się niczego nie trzymała), a ten pan powiedział z uśmiechem na twarzy, że nic się nie stało. Kupiłem kwartalny (strasznie podrożały).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px; text-align: justify;"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-qwP0KxO6LbQ/ToiSRQFX59I/AAAAAAAAPS8/5fIily_Hpxs/s1600/IMG_7342.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: black;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-qwP0KxO6LbQ/ToiSRQFX59I/AAAAAAAAPS8/5fIily_Hpxs/s640/IMG_7342.jpg" width="640" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;zdjecie nieostre z pośpiechu, bo zupa stygła&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;zdjęcia bez rewelacji, ale mimo wszystko&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/107659524579173361493/SaoPaulo2011#5658525158603782898"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: black; font-size: small;"&gt;z Sao Paulo&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/107659524579173361493/Brasil2011#5658595205370285810"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: black; font-size: small;"&gt;z Serra Negra&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/107659524579173361493/InTransfer#"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: black; font-size: small;"&gt;z pomiędzy&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-695977244719304318?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/695977244719304318/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=695977244719304318' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/695977244719304318'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/695977244719304318'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/10/z-manaus-do-warszawy.html' title='Z Manaus do Warszawy'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-FAdafXlE9f0/TocfRuRWPqI/AAAAAAAAPPk/4Oo5GAwSOAA/s72-c/IMG_7278.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-3688123547446594024</id><published>2011-09-26T21:56:00.000+02:00</published><updated>2011-11-10T00:02:23.868+01:00</updated><title type='text'>Nostalgia w podróży</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pani Alina zapytała mnie w komentarzu do poprzedniego wpisu, czy jest coś, czego szczególnie brakuje w trakcie podróży. Pytanie wydaje się ciekawe, mam nadzieje, że odpowiedź również.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mam dwa pomysły na "po pierwsze" i nie wiem, na który się zdecydować. Będzie zatem pierwsze "po pierwsze" i drugie "po pierwsze". Albo, stosując starą technikę, malinowe i truskawkowe "po pierwsze". Numery narzucają w końcu kolejność, a owoce to już kwestia prywatnych preferencji.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Malinowe "po pierwsze", to tęsknota do rodziny i przyjaciół. Trywialne, ale prawdziwe. Nie brakuje ciągłego siedzenia z nimi w jednym pokoju czy jakiś godzinnych dyskusji. Czasem tak, ale bez przesady.Wychowałem się w końcu między innymi na tej piosence.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://1.gvt0.com/vi/oXYskWSXdH0/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/oXYskWSXdH0&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/oXYskWSXdH0&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bardziej brakuje dostępności. Tego, że jak w weekend zejdę na dół to tam będzie mama i tata. Że jak chcę, to mogę wsiąść do samochodu czy metra i spotkać się z bratem, siostrą czy przyjaciółmi. To poczucie możliwości zmienia bardzo dużo w głowie. &amp;nbsp;Myślę też, że z tego samego powodu znacznie łatwiej jest być emigrantem w Anglii czy Niemczech, niż na przykład w Nowej Zelandii. Świat się kurczy, ale bez przesady, różnica w odległości ciągle jest. Poza tym, gdzieś z tyłu głowy, pozostaje myśl "a co, jeśli coś się w domu stanie". To okropna rzecz, ale czasem dzwoni w mózgu i za nic nie można się jej pozbyć. A z Amazonii bez telefonu do Warszawy dość daleko i czasem nie wiadomo, że powinno się wracać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Dygresja technologiczna.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;W kwestii tej dostępności bardzo dużo się zmieniło w ostatnich latach. Teraz, dzięki zestawieniu szybkiej sieci komórkowej/wszechobecnego WiFi i skype'a w telefonie, mogę prawie w każdym momencie zadzwonić do domu, powiedzieć co dziś zjadłem, zapytać jak Markotny i czy Niko znowu wyrwał rury z ziemi. To nie to samo co kontakt osobisty, ale jednak olbrzymi postęp. &amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Truskawkowe "po pierwsze" to zupełnie inny temat. Przez większość czasu takiej "wielkiej" podróży nie brakuje niczego. Ona człowieka pochłania, czaruje nowymi krajobrazami, ludźmi, doznaniami. Nie daje chwili wytchnienia na nostalgię, czy wręcz jakąś głębszą refleksją. Omamia odmiennością, egzotyką, atrakcyjnością. Żeby tęsknić, trzeba natomiast na chwilę przysiąść, zastanowić się, zwolnić. Żeby tęsknić, bardzo często (ale absolutnie nie zawsze) musi być człowiekowi źle. Dlatego podróżnik myśli o domu kiedy na przykład leży w nocy w pokoju z ośmioma obcymi osobami i ktoś chrapie tak, że nie da się zupełnie spać. Człowiek tęskni kiedy wyjeżdża z miejsca, w którym pobył trochę, zadomowił się, spotkał dobrych ludzi. Kiedy samotność uderza nagle, z pełną mocą. Ale nie kiedy nurkuje na karaibskiej rafie koralowej, kiedy pływa w Amazonce, kiedy surfuje w Urugwaju. W takich momentach nie brakuje mi niczego, umysł jest absolutnie wolny i szczęśliwy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No ale o brakowaniu, a nie braku brakowania miało być. Po drugie, trzecie i tak dalej mam poniższą listę rzeczy i zjawisk. Brakuje:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;Kaszy gryczanej z kefirem.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Prywatności, kiedy jest potrzebna.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Ogórkowej i żurku (bo pomidorową da się zorganizować).&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Samochodu, a dokładniej swobody jaką daje.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Otoczenia w którym rozumiem każde słowo i nie muszę się zastanawiać, jak poprosić o cztery bułki w sklepie.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Książek po polsku. Nie ważne jak dobrze mówi się w jakimś obcym języku. Miło jest czytać w tym nieobcym.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Przyrody takiej jak w domu. Palmy czy kaktusy są ładne, ale między brzozami człowiek czuje się lepiej ( z wyjątkiem początków czerwca, kiedy bym bardzo chciał, żeby brzóz w ogóle nie było).&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Ludzi, którzy dorastali w tym samym świecie i którzy pewne rzeczy rozumieją bez słów (Na przykład, ze Kłapouchy to nie jest po prostu Osioł, a tak niestety jest w angielskim oryginale)&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Chleba.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Bocianów i truskawek w lecie.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Śniegu i kominka w zimie.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Przypadkowych spotkań na ulicy.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Swobody kładzenia swoich rzeczy. W hostelu człowiek musi ciągle się pilnować, zamykać wszystko na kluczyk, a z kluczykiem chodzić pod prysznic.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Kołdry&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na koniec zostawiłem grubszy kaliber. W podróży brakuje Polski. Bije się z sobą czy tego nie skasować, bo brzmi strasznie patetycznie, ale jednak. Kraju czasem brakuje i nic człowiek na to nie poradzi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Polska to te bociany i truskawki i wszystkie inne rzeczy, ale pewnie też coś więcej. Ja mam taki problem (bo dla podróżnika to chyba jest mimo wszystko problem), że bardzo lubię Polskę. Widziałem wiele magicznych miejsc, zakochałem się w Buenos Aires i Nowym Jorku, ale mieszkać chciałbym mimo wszystko w Warszawie i okolicach. Nie dlatego, że to jakieś idealne miejsce, ale dlatego że moje.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Monika dała mi dziś (z cyklu książki po polsku, zupełnie przypadkowo) "Niewiedzę" Milana Kundery. A tam, w pierwszym rozdziale, o słowie &lt;i&gt;nostalgia&lt;/i&gt;. Zestawienie &lt;i&gt;nostos i algos -&amp;nbsp;&lt;/i&gt;powrotu i cierpienia, czyli cierpienie spowodowane niemożnością powrotu. W europie oprócz pochodnych nostalgii są inne słowa - portugalskie &lt;i&gt;saudade&lt;/i&gt; czy angielskie &lt;i&gt;homesick&lt;/i&gt; (czyli wprost tęsknota za domem). Ciekawa sprawa z Islandzkim. Tam jest tęsknota po prostu –&amp;nbsp;&lt;i&gt;so:knudur&lt;/i&gt; i tęsknota za krajem – &lt;i&gt;heimfra&lt;/i&gt;. Tego się dziś dowiedziałem, a że dla mnie ciekawe, to tutaj piszę. Poza tym, wychodzi na to, że nie tylko mi zdarza się tęsknić za krajem po prostu.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rozmawiałem tutaj niedawno z Tomkiem. Tomek ma trzy domy - w Angoli, Brazylii i Polsce. Podróżuje między nimi dość często, mam wrażenie, że szuka też jakiegoś kolejnego miejsca, ale do Polski nie tęskni. Mówi, że denerwuje go to, że ludzie się nie uśmiechają, że się umartwiają, że jest wszechobecne poczucie zazdrości i zawiści. Krótko mówiąc, że jest wszystko o czym Marek Koterski robi filmy. Mnie też to oczywiście denerwuje, ale widzę nasz kraj nieco inaczej. Podobnie powiedział nieco młodszy ode mnie Piotrek. My jesteśmy wychowani w Polsce nieco bardziej uśmiechniętej i mniej szarej, takiej, która z (bardzo) dyskretnym uśmiechem patrzy przed siebie. Dla równowagi widziałem też jak jest gdzie indziej. Wiele miejsc pięknie wygląda tylko na pocztówkach i filmach.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Uśmiecham się zatem.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-SJNqHIpp7KA/SoM0hmhge7I/AAAAAAAAL1g/95Ae0zHUw5Y/s1600/IMG_1736.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="396" src="http://3.bp.blogspot.com/-SJNqHIpp7KA/SoM0hmhge7I/AAAAAAAAL1g/95Ae0zHUw5Y/s640/IMG_1736.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;W drodze z Gdańska do Warszawy&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-3688123547446594024?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/3688123547446594024/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=3688123547446594024' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/3688123547446594024'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/3688123547446594024'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/09/nostalgia-w-podrozy.html' title='Nostalgia w podróży'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-SJNqHIpp7KA/SoM0hmhge7I/AAAAAAAAL1g/95Ae0zHUw5Y/s72-c/IMG_1736.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-5352947418137011132</id><published>2011-09-21T19:34:00.000+02:00</published><updated>2011-11-10T00:11:19.139+01:00</updated><title type='text'>Wpis z widokiem na Amazonkę</title><content type='html'>&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-k_Gxat86dmc/Tne6SMYQfjI/AAAAAAAAPJk/K7Cf8epVdFM/s1600/Colombia201108.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-k_Gxat86dmc/Tne6SMYQfjI/AAAAAAAAPJk/K7Cf8epVdFM/s640/Colombia201108.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'Helvetica Neue', Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: small;"&gt;Wyspy San Bernardo&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Z Tolu (okolicy wysp San Bernardo) pojechaliśmy do Guajiry. Lepszy autokar, noc w Santa Marcie, gorszy autokar, Taksówka z miejscowości Cztery Drogi (Cuatro Vias, były cztery bez żadnego matactwa) i samochód terenowy czyli trzy godziny trzęsienia "na pace" po drodze, której prawie nie ma. Wszystko po to, żeby poznać Indian Wayuu. Ci Indianie to nie jest łatwy kawałek chleba. W sumie jest ich około 400 tysięcy. Mieszkają jedną nogą w Kolumbii a drugą, nieco większą, w Wenezueli. A tak naprawdę to mieszkają u siebie. Preferują małe, rozstrzelone osady. Kilka domów i dość dużo kóz - ot typowa Wayuu wioska. My byliśmy w Cabo de la Vela, większej, rybackiej osadzie z centrum zdrowia i murowaną stacją policji, która wciąż czeka na policjantów. Możliwe, że przyjadą w grudniu, razem z prądem.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-XhUv4-H1-LQ/Tne6Vq1WO5I/AAAAAAAAPJk/ik5MOrSnsKs/s1600/Colombia201110.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-XhUv4-H1-LQ/Tne6Vq1WO5I/AAAAAAAAPJk/ik5MOrSnsKs/s640/Colombia201110.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;typowa Wayuu wioska&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; min-height: 14px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;Wayuu to dumny i waleczny lud. Naprawdę. Hiszpańscy konkwistadorzy i misjonarze wielokrotnie się o tym przekonali. Wayańskie świętowanie po&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;wstań niepodlogłościowych musi&amp;nbsp; zajmować pół kalendarza, bo tych mało nie było. &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; line-height: 19px;"&gt;1701, 1727 , 1741, 1757, 1761, 1768&lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;.&lt;/span&gt;.. Pierwszą gwiazdkę w Riohachy (kolumbijskim Wayuu-mieście) obchodzono dopiero w 1945 roku.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;Dziś Indianie nie noszą broni i nie chcą strzelać do wszystkich obcych. Mężczyźni chodzą w krótkich spodniach i t-shirtach, a obcym chcą głównie sprzedawać przeróżne rzeczy. Kobiety chodzą w takich jedno częściowych strojach, ja nie wiem jak to się nazywa. Przykład na zdjęciu z centrum zdrowia. Bywają dużo ładniejsze, ale nie zrobiłem im zdjęcia. Dlaczego? Bo się trochę bałem – indiańska duma pozostała.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-QBM5oxuIcJY/Tne6hiT9NCI/AAAAAAAAPJk/zov4_Kfh4wQ/s1600/Colombia201120.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-QBM5oxuIcJY/Tne6hiT9NCI/AAAAAAAAPJk/zov4_Kfh4wQ/s640/Colombia201120.jpg" width="640" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;Ilekroć podchodziły do nas Wayuu-sprzedawczynie odczuwało się lekki niepokój. Zazwyczaj jak ktoś ci chce sprzedać chustkę czy torbę to podchodzi, uśmiecha się, zagaduje i później przechodzi do interesów z, jakkolwiek wymuszonym, ale jednak uśmiechem na twarzy. Indianki Wayuu mają inną technikę. Podchodzą ostrożnie w okolice twojego hamaka, leżaka tudzież krzesła. Bez słowa i z dość wrogą miną rozkładają swoje produkty. Później przez parę minut nic się nie dzieje, w powietrzu czuć napięcie kolejnego zrywu niepodległościowego. Do powstania zazwyczaj nie dochodzi, a Indianki w końcu sugerują żebyś coś od nich kupił. Bez uśmiechu, bez podlizywania się i z lekko zastraszającym spojrzeniem. Wayańska szkoła marketingu robi wrażenie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-eIWMZzGeLcs/Tne6lKlOAsI/AAAAAAAAPJk/wN5uID4M_Vk/s1600/Colombia201124.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-eIWMZzGeLcs/Tne6lKlOAsI/AAAAAAAAPJk/wN5uID4M_Vk/s640/Colombia201124.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; min-height: 14px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;Z Cabo, przez fabrykę soli i trzy kulki lodów w Riohachy, do Tagangi. Taganga to bardzo popularna wśród zagranicznych turystów nadmorka miejscowość obok większej Santa Marty. Podobno ma przydomek „wyjedź jeśli potrafisz”. Mi do głowy przychodzi raczej „posiedź, jeśli potrafisz”. Plaża nienajładniejsza, nurkowanie (z którego miejscowość słynie) bez rewelacji, a sprzedawcy narkotyków wszechobecni. Sekretem Tagangi są chyba właśnie te ostatnie i życie nocne, ale nie byliśmy przekonani. Dwa dni, pizza, ryba, ostatnia kąpiel w ciepłym morzu i ostatnia karaibska potańcówka. Pora ruszać do Brazylii.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ZYdSOrEs0gY/Tne6w389fXI/AAAAAAAAPJk/FG9TySK25kE/s1600/Colombia201133.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-ZYdSOrEs0gY/Tne6w389fXI/AAAAAAAAPJk/FG9TySK25kE/s640/Colombia201133.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Na pizzy, indianie z parku Tayrona&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; min-height: 14px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Samolot do Bogoty, na pokładzie kawa Juan Valdez, choć to tanie linie, noc w łóżku z prawdziwym materacem i kołdrą, pożegnanie z Karoliną i Aliną, samolot do Leticii, emigracion kolumbijskie, imigracion brazylijskie. Kupić bilet na łódkę, kupić hamak, owoce i wodę na drogę, przypadkowe spotkanie z para Holendrów, których ostatni raz widziałem w Ekwadorze dwudziestego ósmego lipca.&amp;nbsp; Następnego dni trzeba wstać rano, zająć dobre miejsce w kolejce na łódkę. Im wcześniej, tym dalej od silnika i toalet. Nie ma kajut, jest rurka do zawieszenia hamaków. Bardzo wielu hamaków.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-C4y8tsBLt10/TnfAM3MUb0I/AAAAAAAAPLI/ATHhBJYJUGM/s1600/IMG_6377.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-C4y8tsBLt10/TnfAM3MUb0I/AAAAAAAAPLI/ATHhBJYJUGM/s640/IMG_6377.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; min-height: 14px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; min-height: 14px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;Na statku życie płynie swoim tempem. Śniadanie, obiad, kolacja, wędrujący krajobraz za „oknem”, postoje w różnych portach. Wsiadają i wysiadają ludzie, panele słoneczne, owoce, materace, stalowe rurki. Wieczorami kobiety zajmują się dziećmi a mężczyźni oglądają telenowele na górnym pokładzie...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-x0-Mv7CK2vM/Tne__SLykBI/AAAAAAAAPKQ/YnKa5yYvZsI/s1600/IMG_6301.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-x0-Mv7CK2vM/Tne__SLykBI/AAAAAAAAPKQ/YnKa5yYvZsI/s640/IMG_6301.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;Po krótkim czasie wszyscy się kojarzą. Są różne „dzielnice”. Ja mieszkam z trzema Kolumbijczykami, Francuzo-Walijczykiem Jamie'm i Niemką Anią. Niedaleko nas jest Brooklyn, czyli Haiti. Haiti wstaje ze słońcem, a Hip-hop razem z Haiti. Codziennie budzimy się (zasypiamy zresztą też) do czarnych rytmów. PŁYNIEMY AMAZONKĄ!&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Was0RhZ2Bs0/TnfAPCSWYnI/AAAAAAAAPLU/prRoNFhCiW8/s1600/IMG_6393.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-Was0RhZ2Bs0/TnfAPCSWYnI/AAAAAAAAPLU/prRoNFhCiW8/s640/IMG_6393.jpg" width="640" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; min-height: 14px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Trzej Kolumbijczycy to główni partnerzy do rozmowy. Ostatnie podrygi hiszpańskiego i ciekawe życiorysy. Juan Pablo (inżynier przemysłowy, 33), Juan „Choco” (prawnik, 28) i Oscar (ekonomista, 26 lat). Cała trójka trochę zaprzecza stereotypowi kolumbijczyka podróżującego, który sobie wyrobiłem. Sami zresztą podkreślają, że pewnie dlatego się kolegują. Wyjechali z Kolumbii na 100 dni poznać swój kontynent. Pochodzą z Ibague aczkolwiek poznali się w Bogocie, przez różnych znajomych. Cała trójka nie jest dziećmi bogatych rodziców, a to właśnie ze stereotypem zupełnie się rozmija.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;Juan Pablo jest najstarszy i nie jest to jego pierwsza podróż. Był już w Ameryce Centralnej oraz dwa razy w Europie (zima w Moskwie i Petersburgu zrobiła na nim wrażenie). Rodzice rozwiedzeni, dwie siostry (jedna w Argentynie druga w Kolumbii). Cała pięcioosobowa rodzina mieszka osobno, a Juan musi często pomagać rodzicom finansowo. Nie lubi tego, uważa, że to ich wina że im nie idzie. Po liceum zdał na studia na uniwersytet Los Andes w Bogocie, ale nie miał pieniędzy żeby opłacić studia, mieszkanie, jedzenie. Uniwersytet w jego rodzimym mieście zaproponował mu stypendium naukowe (na podstawie wyników egzaminu kończącego liceum), więc został tam na pięć lat - tyle trwał licencjat. Po studiach od razu przeprowadził się do Bogoty, z czasem dostał dobrą pracę i poznał dziewczynę, z którą mieszkał przez cztery lata. Trzy miesiące temu rozstali się, on odszedł z pracy, zrezygnował z wynajmowania mieszkania i ruszył w drogę. Z dziewczyną, podobnie jak z pracą, nie było mu dobrze. Chce robić coś innego, sam mówi, że ta podróż to rodzaj ucieczki i ma nadzieje, że wyniknie z niej coś dobrego. Myślę, że mu się należy. &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-iy-HJSXzVbg/TnfAO3qxxCI/AAAAAAAAPLQ/fzFl5q38RPk/s1600/IMG_6388.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-iy-HJSXzVbg/TnfAO3qxxCI/AAAAAAAAPLQ/fzFl5q38RPk/s640/IMG_6388.jpg" width="640" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;Choco (podobnie jak Oscar) jest pierwszy raz w podróży (nie licząc Wenezueli, gdzie jeździł do dziewczyny). Wygadany, po czterech dniach znał chyba wszystkich na łódce. Spotyka się z 30-sto letnią kolumbijską aktorką, matką ośmioletniego dziecka. Nie jest pewien tego wszystkiego. Typ filozofa, aczkolwiek pracuje w samym centrum bardzo konkretnego świata - w Pałacu Sprawiedliwości w Bogocie. Kiedy był mały rodzice umarli na raka i wychowała go starsza siostra. Pomogła mu opłacić pierwszy rok studiów, dalej radził sobie sam. Po podróży obiecuje sobie wiele, bardzo chce dogłębnie poznać swój kontynent – prawo i realia życia w krajach Ameryce Południowej. 100 dni... Oprócz grubej książki o badaczu Amazonki ma ze sobą Dzienniki Motocyklowe.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-bFi2TB2Coy0/TnfAJVlk3ZI/AAAAAAAAPK4/WWy5951aw-g/s1600/IMG_6369.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://3.bp.blogspot.com/-bFi2TB2Coy0/TnfAJVlk3ZI/AAAAAAAAPK4/WWy5951aw-g/s400/IMG_6369.jpg" width="400" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-HP4WY6Zy_Gc/TnoeoVqHJyI/AAAAAAAAPNM/75ef-6kirvs/s1600/IMG_6371.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://2.bp.blogspot.com/-HP4WY6Zy_Gc/TnoeoVqHJyI/AAAAAAAAPNM/75ef-6kirvs/s400/IMG_6371.jpg" width="400" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;Oscar jest najmłodszy (czyli w moim wieku) i to się czuje. Nieco jeszcze naiwny, ale bardzo inteligentny i dociekliwy. Zderzenie ze światem na pewne będzie ciekawe. Mieszka z rodzicami, wykłada ekonomię na uniwersytecie w Bogocie. Po 100 dniowej podróży razem z Choco lecą do Australii uczyć się angielskiego, a później Oscar myśli o doktoracie gdzieś w Europie. Bardzo chciałby napisać kiedyś ważną książkę naukową. W ramach przygotowań chce w podróży spędzać godzinę dziennie na pisaniu swoich przemyśleń. Pisze starannie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-dsMaIZx_KhA/TnfAUowrOSI/AAAAAAAAPLw/KQg7mq5Mn4s/s1600/IMG_6437.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-dsMaIZx_KhA/TnfAUowrOSI/AAAAAAAAPLw/KQg7mq5Mn4s/s640/IMG_6437.jpg" width="640" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;Po czterech dniach dotarlismy do Manaus. Niesamowite miejsce. Prawie dwumilionowe miasto w środku gęstej dżungli. Wielki port po którym pływają tankowce 1500 kilometrów od oceanu. Miasto, które wybiło się na kauczuku w dziewiętnastym wieku. Pierwsze&amp;nbsp;&lt;/span&gt;w całej Brazylii&amp;nbsp;oświetlone prądem z powalającą operą na 701 osób (Teatro Amazonas).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-mHbyt-yZL0Q/TnoepDe5rQI/AAAAAAAAPNQ/MtRYCV5TOQ8/s1600/IMG_6617.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-mHbyt-yZL0Q/TnoepDe5rQI/AAAAAAAAPNQ/MtRYCV5TOQ8/s640/IMG_6617.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Pablo w teatrze z Lego&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-w52MHRqb7Yk/TnoeqjM3jNI/AAAAAAAAPNU/e4GqXeBx0aY/s1600/IMG_6553.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-w52MHRqb7Yk/TnoeqjM3jNI/AAAAAAAAPNU/e4GqXeBx0aY/s640/IMG_6553.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;plaża w Manaus&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;W niedzielę byliśmy popływać w rzece, we wtorek lecę do Sao Paulo.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/107659524579173361493/Colombia2011#5649100306515271074"&gt;Zdjęcia z Kolumbii (trochę nowych)&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small; letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/107659524579173361493/Amazonia"&gt;Zdjęcia z Amazonii&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-5352947418137011132?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/5352947418137011132/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=5352947418137011132' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/5352947418137011132'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/5352947418137011132'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/09/wpis-z-widokiem-na-amazonke.html' title='Wpis z widokiem na Amazonkę'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-k_Gxat86dmc/Tne6SMYQfjI/AAAAAAAAPJk/K7Cf8epVdFM/s72-c/Colombia201108.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-3864844607101097004</id><published>2011-09-08T06:11:00.000+02:00</published><updated>2011-11-10T00:08:18.112+01:00</updated><title type='text'>Dragi. Dla równowagi</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Ponieważ, jakby powiedziała Natalka B., ostatnio za dużo tu Astrid Lindgren, a za mało Salingera, postanowiłem napisać dziś o czymś innym. A że jesteśmy w Kolumbii, kokaina i inne używki same cisną się na klawiaturę. Jak ktoś jest bardzo negatywnie nastawiony do narkotyków i chce mnie dalej lubić, to może nie powinien czytać. Z drugiej strony, może powinien przeczytać tym bardziej.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Siedzimy na krawężniku pod barem Havana w Cartagenie i popijamy piwo. Podchodzi pan uliczny sprzedawca i oferuje papierosy.&amp;nbsp;&lt;i&gt;Dziękuję, nie palę. Batoniki? Nie. Marihuana? Nie. No to może kokaina? Nie.&lt;/i&gt;&amp;nbsp;Lekko zdziwiony odchodzi pytać dalej. &lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Ja nie jestem zdziwiony. Kolumbia to czterdziesty drugi kraj, który&amp;nbsp;w życiu&amp;nbsp;odwiedzam. W prawie każdym (nie licząc rodzinnych wyjazdów w czasach małoletnich) ktoś oferował mi narkotyki. Pełno etatowi dealerzy, uliczni sprzedawcy, taksówkarze, sprzedawcy sklepowi, pan który kładzie walizki na wagę na lotnisku, pan który podaje ręczniki w toalecie, pan który sprzedaje coco loco na plaży, pan który pracuje na recepcji, pani która sprzedaje siebie, pan który wskazuje drogę i wielu im podobnych. Marihuana i haszysz, tak w Ameryce Południowej, jak w Azji i Europie są dostępne wszędzie i ich kupno nie wymaga nic, oprócz nie aż tak wielkich pieniędzy.&amp;nbsp;Kokaina to zazwyczaj, oprócz większych pieniędzy, kwestia "proszę poczekać piętnaście minut".&amp;nbsp;(No, chyba że ja wyglądam jakoś wyjątkowo kusząco dla sprzedawców i inni nie mają takich przygód. Niektórzy znajomi tak właśnie sugerowali). Fakt, że te narkotyki są w większości krajów nielegalne sprawia, że ich cena jest nieco wyższa niż mogłaby być. Ponadto co po niektórzy zagubieni turyści muszą odsiadywać długie wyroki w bardzo nieprzyjaznych więzieniach w Tajlandii, Turcji, Boliwii czy Kolumbii. Na pewno jednak nie sprawia, że trudniej je zdobyć. Przynajmniej nie to widziałem w&lt;i&gt;&amp;nbsp;dookołaświecie&lt;/i&gt;.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Nie jest też tak, że cały świat jest okrutny, a w Polsce tych narkotyków nie ma i&amp;nbsp;&lt;i&gt;młodzież jest bezpieczna&lt;/i&gt;. &amp;nbsp;Chodziłem do dobrej podstawówki i jeszcze lepszego liceum. Obie szkoły państwowe. Od około trzynastego roku życia wiedziałem, od kogo mógłbym kupić marihuanę, kilka lat później bez większych problemów wiedziałem ja można zdobyć wszystko inne. Te "inne" są najpopularniejsze na przykład w najlepszych warszawskich liceach – Bednarska czy 2SLO. Idea, że jak ktoś pośle dzieci do dobrej szkoły, to ochroni go przed okrutnym, zepsutym światem jest bardzo złudna. Przykro mi drodzy rodzice dzieci, które w tych właśnie szkołach są, były i będą. Szkoły mogą być złe i dobre, narkotyki będą w nich zawsze. A jak nie będą narkotyki, to będzie dużo alkoholu. W katolickich szkołach typu Przymierze Rodzin również. Wybór należy tylko do tych dzieci, do nikogo innego.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Polityka nielegalności tych substancji polega, w moim rozumieniu na takim myśleniu:&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Narkotyki są strasznie niezdrowe i trzeba przed nimi chronić społeczeństwo. Jak się je zdelegalizuje, to społeczeństwo będzie miało trudniejszy do nich dostęp i będzie zdawało sobie sprawę, że są naprawdę &amp;nbsp;bardzo, bardzo złe. Wpływanie na społeczeństwo to dla socjologa poważna sprawa.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Skutki, które obserwuję globalnie (myślę, że mogę zaryzykować takie stwierdzenie) są zupełnie inne. Po pierwsze, narkotyki są łatwo dostępne w większości krajów świata. Może Singapurska polityka kary śmierci ma pewne sukcesy, ale ma też mimo wszystko swoje wady. Morduje ludzi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Po drugie, coś co jest nielegalne, jest&amp;nbsp;&lt;i&gt;seksi&lt;/i&gt;. Zwłaszcza, dla nastolatków. Nie trzeba być psychologiem, żeby to zauważyć. Wystarczy powspominać, co się kiedyś robiło.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Po trzecie, nielegalne narkotyki, a legalny alkohol wysyłają taką wiadomość: narkotyki to samo zło, alkohol nie koniecznie. Chyba każdy dorosły mieszkaniec naszego kraju miał do czynienia z &amp;nbsp;alkoholikami i wie, jak bardzo tragiczne mogę być skutki nadużywania alkoholu. Oczywiście alkohol można pić i nie nadużywać. Narkotyki też. Naprawdę. A gdzie jest granica? Nie wiem, ale na pewno jest równie płynna w obu przypadkach.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Wreszcie, po czwarte, nielegalne narkotyki sprawiają, że na ich produkcji bogacą się zazwyczaj dość paskudni ludzie, a państwa tracą bardzo dużo pieniędzy na potencjalnych akcyzach i wojnach z owymi niecnymi producentami. Pieniądze te mogłyby iść na dofinansowanie leczenia uzależnień, kampanie i edukacje antynarkotykową dla młodzieży i im podobne.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;W tym miejscu dochodzimy do wniosków, do których ja doszedłem dopiero w Ameryce Południowej. Ci źli ludzie bywają naprawdę źli. Jak oglądamy filmy typu&amp;nbsp;&lt;i&gt;Blow&lt;/i&gt;, czytamy książki o Howardzie Marksie (polecam bardzo jego autobiografię pod tytułem&amp;nbsp;&lt;i&gt;Mister Nice&lt;/i&gt;) czy myślimy o naszym dilerze spod sklepu to nie jest to aż takie straszne. Niech sobie ci dowcipni i przedsiębiorczy chłopcy trochę dorobią. W Kolumbii na ten przykład (ale i w Boliwii czy Peru) sprawa wygląda nieco inaczej. Tutejsi producenci mają wielkie hacjendy, prywatne odrzutowce i równie prywatne, bajkowe wyspy oraz bardzo dużo pieniędzy. Żeby to wszystko zdobyć stosują terror i korupcje, mordują ludzi całymi wioskami, w najlepszym wypadku przesiedlają ich i zabierają im ziemię. Amerykanie wydają bardzo duże pieniądze na walkę z nimi, spryskiwanie plantacji i dofinansowanie jednostek walczących z handlarzami. Skutek? Obficie giną jednostki z tych specjalnych jednostek i biedni ludzie zwerbowani często siłą do prywatnych armii narkoproducentów.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Po co to wszystko? Żeby chronić społeczeństwo przed narkotykami, które są bardzo złe. W 2007 roku pracowałem na Key West na Florydzie i po tygodniu (bez żadnych starań) wiedziałem już gdzie można kupić narkotyki. Przemiły pan siedział na wózku inwalidzkim pod sklepem całymi dniami i oferował wszystko. Jakby policja go zamknęła, po kilku dniach jego miejsce zająłby pewnie jakiś biedny Meksykanin. A w przypadku zamknięcia tego następnego, biednych Meksykanów na Florydzie było pod dostatkiem. Myślę, że policja tolerowała pana na wózku bo był rodowitym Amerykaninem, weteranem z Iraku.&amp;nbsp;To wszystko nie są jakieś wymysły, tylko fakty, o których bardzo łatwo poczytać, jeżeli ktoś ma ochotę. Ja nie odwołuję się tutaj do żadnych źródeł oprócz własnych doświadczeń, bo piszę bloga, a nie rozprawę naukową czy reportaż.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Fakt, że marihuana i haszysz są w większości krajów nielegalne, jest dla mnie od dawna przejawem zwykłej paranoi. Idea, że są znacznie gorsze od alkoholu, tudzież prostą drogą do narkotyków twardych/ciężkich to efekt wielu lat bardzo naiwnych kampanii antynarkotykowych, pseudo badań naukowych i tym podobnych. Pięćdziesiąt lat temu lekarze w reklamach zalecali palenie papierosów, a wnioski popierali rezultatami głębokich analiz. Jak ktoś chce poznać historię walki z zielonym złem podaną w dowcipny i lekki sposób to polecam film&amp;nbsp;&lt;a href="http://video.google.com/videoplay?docid=1450016703688449604"&gt;Grass: The history of Marijuana (po angielsku).&amp;nbsp;&lt;/a&gt;Na szczęście pomysł legalizacji marihuany nie jest aż tak bardzo kontrowersyjny, a coraz więcej krajów na całym świecie legalizuje marihuanę, albo przynajmniej nie każe za jej posiadanie.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Z narkotykami "twardymi" sprawa jest trudniejsza. Nie biorę kokainy, amfetaminy, heroiny i tym podobnych.&amp;nbsp;Ja i większość moich kolegów nie wzięło jej nigdy, tylko i wyłącznie dlatego że nie chciało. Strach i nielegalność nie miały nic do rzeczy, albo wręcz czyniły branie jeszcze bardziej kuszącym.&amp;nbsp;Nie chciałbym, żeby brały ją moje przyszłe dzieci, ani, na dobrą sprawę, wszystkie dzieci świata. W ogóle chciałbym żeby na świecie nie było wojen, a ludzie byli dla siebie dobrzy.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Nie uważam jednak, że jak ktoś weźmie kokainę raz, to się uzależni i wkrótce przepadnie dla świata. Kiedyś myślałem, że może rzeczywiście tak jest, ale za dużo poznałem ludzi którzy kiedyś takowe substancje przyjęli lub przyjmowali i z łatwością, świadomie przestali. Za mało znam też ludzi, którzy byli uzależnieni od alkoholu i skutecznie się&amp;nbsp;uporali&amp;nbsp;z tym problemem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Podsumowując (brzmi jak w szkolnym wypracowaniu...), moim zdaniem nawet ciężkie narkotyki powinny zostać zalegalizowane. Nie dlatego, że są mało szkodliwe, ale dlatego, że ich delegalizacja nie działa. Nie działa przynajmniej w czterdziestu krajach, które odwiedziłem. Z ich powodu cały czas ginie i siedzi w więzieniu dużo ludzi, a ci, którzy są odpowiedzialni za ich śmierć zarabiają mnóstwo pieniędzy. Pieniędzy, które każde państwo mogłoby wydać znacznie lepiej, niż na prywatne odrzutowce czy wielkie hacjendy (nasze akurat mogłoby przy okazji kupić kilka tych odrzutowców). Nie wyobrażam sobie, żeby cokolwiek, oprócz może celnie zrzuconej bomby, mogło zaboleć narkotykowych lordów bardziej niż legalizacja narkotyków. Warto przy tym zauważyć, że ta bomba nie rozwiązała by problemu. Legalizacja to mniejsze zło, bo inaczej się po prostu nie udaje.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Dziękuje, i gratuluję każdemu kto dotrwał do końca tego tekstu. Żeby była jakaś grafika w tym blogu dorzucam mapkę miejsc, które w swoim życiu już odwiedziłem. Tam (oprócz Singapuru) można z łatwością kupić narkotyki.&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-bottom: 0.5em; margin-left: auto; margin-right: auto; padding-bottom: 6px; padding-left: 6px; padding-right: 6px; padding-top: 6px; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-igbSaJ8jgls/TmgaNAIIolI/AAAAAAAAPG8/wlYNxDXAB_g/s1600/Zrzut+ekranu+2011-09-7+o+20.27.27.png" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="350" src="http://1.bp.blogspot.com/-igbSaJ8jgls/TmgaNAIIolI/AAAAAAAAPG8/wlYNxDXAB_g/s640/Zrzut+ekranu+2011-09-7+o+20.27.27.png" style="cursor: move;" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="font-size: 13px; padding-top: 4px; text-align: center;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Mapa ze strony&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.travbuddy.com/maps/5146305"&gt;TravBuddy.com&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-3864844607101097004?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/3864844607101097004/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=3864844607101097004' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/3864844607101097004'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/3864844607101097004'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/09/dragi-dla-rownowagi.html' title='Dragi. Dla równowagi'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-igbSaJ8jgls/TmgaNAIIolI/AAAAAAAAPG8/wlYNxDXAB_g/s72-c/Zrzut+ekranu+2011-09-7+o+20.27.27.png' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-3900261952537530575</id><published>2011-09-06T07:05:00.000+02:00</published><updated>2011-11-10T00:08:37.117+01:00</updated><title type='text'>Playa Blanca</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Ja nie chcę nikogo denerwować, nie wiem jak jest teraz w Polsce, ale u nas było ładnie. Jak ktoś siedzi w biurze i nie jest mu dobrze, to może niech nie zagląda do tych zdjęć.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ostatnie cztery dni spędziliśmy pół godziny drogi łódką od Cartageny, w miejscowość Playa Blanca.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-picasa-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="https://lh4.googleusercontent.com/-6QE-CviWcJ8/TmWeyppYBuI/AAAAAAAAPCo/2cVwQ61xKq0/s1600/Port%2Bw%2BCartagenie.m4v" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://video.google.com/googleplayer.swf?videoUrl=http://v19.nonxt4.googlevideo.com/videoplayback?id%3D48e4eee9ff060eae%26itag%3D5%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1315306733%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D6C6493EECFDA760F5E5F50E56CC5D0D0D6041DE4.67C07BCBF583ADFFF9AFA93CC167F9EBC4AC9AA2%26key%3Dlh1" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://video.google.com/googleplayer.swf?videoUrl=http://v19.nonxt4.googlevideo.com/videoplayback?id%3D48e4eee9ff060eae%26itag%3D5%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1315306733%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D6C6493EECFDA760F5E5F50E56CC5D0D0D6041DE4.67C07BCBF583ADFFF9AFA93CC167F9EBC4AC9AA2%26key%3Dlh1" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Playa Blanca to po hiszpańsku &lt;i&gt;Biała Plaża&lt;/i&gt;, a nazwa nie jest w żaden sposób myląca. Kolejne "wakacje" podczas tej wyprawy. Pokój z widokiem, nienajgorsza rafa dwieście metrów od brzegu, książki, muzyka, drinki z parasolką.&amp;nbsp;Na pocieszenie dodam, że było bardzo gorąco i jeszcze bardziej wilgotno, często padało, a komary i inne owady latające gryzły wieczorami niemiłosiernie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-_uvLQzRDS5c/TmWisfr14iI/AAAAAAAAPEI/SsLenDAC9oM/s1600/IMG_6097.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-_uvLQzRDS5c/TmWisfr14iI/AAAAAAAAPEI/SsLenDAC9oM/s640/IMG_6097.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Przerwa na lunch&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-picasa-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="https://lh3.googleusercontent.com/-7HHG6LKyC80/TmWeylGztRI/AAAAAAAAPCo/uvl6kyNhRlg/s1600/Podwodne%2BKaraiby%2Bw%2Bdeszczu.m4v" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://video.google.com/googleplayer.swf?videoUrl=http://v10.nonxt5.googlevideo.com/videoplayback?id%3D643bc67ef0dd5510%26itag%3D5%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1315306558%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D3D3F3FF3EAC1A69BAD75EC8907998CD2B7A78932.2AC13FD807D93734F34E08B62A819C2A86BC0E58%26key%3Dlh1" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://video.google.com/googleplayer.swf?videoUrl=http://v10.nonxt5.googlevideo.com/videoplayback?id%3D643bc67ef0dd5510%26itag%3D5%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1315306558%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D3D3F3FF3EAC1A69BAD75EC8907998CD2B7A78932.2AC13FD807D93734F34E08B62A819C2A86BC0E58%26key%3Dlh1" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;Ja czuję że już niedługo wracam i pewnie dlatego tak bardzo potrzebowałem tych "wakacji". Trzynastego muszę wsiąść do samolotu do Lettici, stamtąd cztery dni łódką po Amazonce do Brazylii i samolotem z Manaus do Sao Paulo pewnie. Zostało jeszcze niby trzy tygodnie, ale do pokonania kawał drogi, a po drodze chciałem zobaczyć jeszcze to i owo w Kolumbii. Teraz np jesteśmy w Tolu, po czterogodzinnej, popowodziowej (czyt bardzo dziurawej) drodze z młodym, dziarsko wymiotującym współpasażerem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Więcej zdjęć w tej galerii co wcześniej, nowo dodane (z Cartageny i Białej Plaży) zaczynają się &lt;a href="https://picasaweb.google.com/107659524579173361493/Colombia2011#5649099518011226194"&gt;tutaj&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-V-Ie3lKykzc/TmWim5hP8iI/AAAAAAAAPD8/kqFe6-nA224/s1600/IMG_6079.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-V-Ie3lKykzc/TmWim5hP8iI/AAAAAAAAPD8/kqFe6-nA224/s640/IMG_6079.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Pokój z widokiem&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-3900261952537530575?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/3900261952537530575/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=3900261952537530575' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/3900261952537530575'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/3900261952537530575'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/09/playa-blanca.html' title='Playa Blanca'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-_uvLQzRDS5c/TmWisfr14iI/AAAAAAAAPEI/SsLenDAC9oM/s72-c/IMG_6097.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-7239983937588356505</id><published>2011-09-01T20:41:00.004+02:00</published><updated>2011-11-10T00:09:10.161+01:00</updated><title type='text'>Z powrotem w drodze</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Droga z Bogoty do Mompoxu zajęła dwadzieścia sześć godzin. Dwa autobusy, jakieś filmy, hamburger, frytki, Holocaust&amp;nbsp;z Hanną Krall. Za oknem góry i doliny, posterunki policji i kierowcy typu macho. Prawdziwe atrakcje przyszły jednak w końcówce. Z Bucaramangi przyjechaliśmy o świcie do El Banco, a stąd do Mompoxu już niby rzut kamieniem - dwie godziny drogi samochodem terenowym. Samochód jednakże dość stary, kierowca jakby bez szkoły i wszystko nie tak. Gasł, psuł się, przeciekał, zakopywał, aż w końcu, już bardzo blisko Mompoxu, padł zupełnie. Zjechali się koledzy szwagra, krowy przyszły na drogę i robiły&lt;i&gt; mu mu&lt;/i&gt;, ale silnik ani &lt;i&gt;mru mru&lt;/i&gt;.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-o5WuORxena0/TlxgMpP1UcI/AAAAAAAAO4M/I1glmN_4bNY/s1600/Colombia+32.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-o5WuORxena0/TlxgMpP1UcI/AAAAAAAAO4M/I1glmN_4bNY/s640/Colombia+32.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnie 10 kilometrów pokonaliśmy w tej sytuacji na motocyklu. 3 osoby, plecaki i zaledwie jedna wywrotka w błoto. Droga do Mompoxu to nie jest prosta sprawa.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-picasa-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="https://lh3.googleusercontent.com/-H-MK8WEzcCg/Tl2XKjUveLI/AAAAAAAAO-s/VpbmpQtz_d4/s1600/IMG_0185.MOV" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://video.google.com/googleplayer.swf?videoUrl=http://v2.nonxt7.googlevideo.com/videoplayback?id%3D2abe253f63f24edc%26itag%3D5%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1314923591%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D90003CB7C8E357C6ABF19F7D6D273BCED06A08BE.2FEFDF3070A2F7D1B53B528B2239391159237DCC%26key%3Dlh1" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://video.google.com/googleplayer.swf?videoUrl=http://v2.nonxt7.googlevideo.com/videoplayback?id%3D2abe253f63f24edc%26itag%3D5%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1314923591%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D90003CB7C8E357C6ABF19F7D6D273BCED06A08BE.2FEFDF3070A2F7D1B53B528B2239391159237DCC%26key%3Dlh1" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z drugiej strony, cała ta "przygoda" bardzo urocza, bo za oknem krajobraz jak trzeba. Rzeki, mokradła, palmy, krowy, ptaki, koń, kura, kaczka. Zwłaszcza krowy urodziwe, zupełnie jak w Laosie. Sam Mompox też przepiękny. Miasto, które lata świetności ma już zdecydowanie za sobą straciło znaczne fragmenty elewacji budynków, ale nie straciło uroku. Smaczku dodaje fakt, że zabytek wpisany na listę Unesco.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-EDgTF1Wlpq4/Tl2YBX0eOeI/AAAAAAAAO-s/uM4F5vgBvIE/s1600/IMG_5671.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-EDgTF1Wlpq4/Tl2YBX0eOeI/AAAAAAAAO-s/uM4F5vgBvIE/s640/IMG_5671.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Dookoła rozlewisko rzeki Magdaleny, najdłuższej w Kolumbii, a na nim mnóstwo ptaków i innych cudów.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-FzCszvLp-to/Tl2ZbkGrJWI/AAAAAAAAO-s/oGdmCHIFGgU/s1600/IMG_5893.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-FzCszvLp-to/Tl2ZbkGrJWI/AAAAAAAAO-s/oGdmCHIFGgU/s640/IMG_5893.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-picasa-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="https://lh4.googleusercontent.com/-rVJzUxBh8vA/Tl2Zz98DQSI/AAAAAAAAO-s/WXc25cwz3n4/s1600/Mo%25CC%2581j%2Bpierwszy%2Bprojekt.m4v" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://video.google.com/googleplayer.swf?videoUrl=http://v8.nonxt3.googlevideo.com/videoplayback?id%3D73c555b4ba07400f%26itag%3D5%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1314923948%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3DBDF866719F6841E42DDAE456EB77603342534DEA.474EA3402611356BCEA7ADE83BE479B90BBDB19E%26key%3Dlh1" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://video.google.com/googleplayer.swf?videoUrl=http://v8.nonxt3.googlevideo.com/videoplayback?id%3D73c555b4ba07400f%26itag%3D5%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1314923948%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3DBDF866719F6841E42DDAE456EB77603342534DEA.474EA3402611356BCEA7ADE83BE479B90BBDB19E%26key%3Dlh1" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Oprócz tych wycieczek słucham dużo o Kolumbii. Czyli niby nic, a informacje same wpadają do głowy. Nieocenionym źródłem tychże jest Karolina. Z Karoliną jeździliśmy razem po Peru w 2007 i po Azji Południowo-Wschodniej w 2008 roku. I choć świat cały lubi, to Kolumbię kocha. Przyjeżdża tu raz/dwa razy do roku, ma dużo znajomych i przyjaciół, pisze na naszym wydziale doktorat o tematyce kolumbijskiej i ogólnie "zna się na rzeczy".&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-heENs06APvk/TlxfJ8TIiHI/AAAAAAAAO2Y/EzoRH2QkL1w/s1600/Colombia+05.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-heENs06APvk/TlxfJ8TIiHI/AAAAAAAAO2Y/EzoRH2QkL1w/s640/Colombia+05.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Słucham/uczę się zatem o relacjach rządu, paramilitares i FARC-u, wiem że jak żołnierze przy drodze pokazują "OK" to trzeba im odpokazać bo inaczej pomyślą, że nas porwali. Wiem, że w niedzielę w Bogocie zamyka się niektóre jezdnie, żeby ludzie mogli biegać, jeździć na rowerze, rolkach, hulajnogach. Zamyka się jezdnie, żeby ludzie byli zdrowsi. Zobaczyłem, że lunch jest rzeczą świętą i wiele restauracji (tzw. corientosów) działa tylko od 12 do 15 od poniedziałku do piątku. Dowiedziałem się, że podatki zależą od dzielnicy w której mieszkamy, że na telefon dowożą wszystko, od sushi, po coca colę. Wiem, że zamówionym przez telefon taksówkarzom trzeba podać sekretny numer, tzw kod bezpieczeństwa, żeby oni nie zgwałcili nas, a my ich. Wiem, że Kolumbia rozwija się szybko, jest bardzo zróżnicowana, a Kolumbijczycy pracują bardzo dużo, często są w biurze od 7 do 20.&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-npK-8PzmOXs/TlxfuMYI-KI/AAAAAAAAO3c/6BmU_Z4OcFE/s1600/Colombia+19.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-npK-8PzmOXs/TlxfuMYI-KI/AAAAAAAAO3c/6BmU_Z4OcFE/s640/Colombia+19.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Dzielnica biurowa nie śpi po zmroku&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Jak nie wyjdą w weekend na jakąś potupajkę (prawa autorskie do tego określenia ma Piotr Hugues, instruktor narciarstwa), to tydzień jakby przegrany.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Olbrzymim jest skokiem jakościowym jeździć z kimś, kto wie tyle o miejscu w którym jesteśmy. Dla mnie taka przewodniczka to rzadki i cenny dar.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Więcej o tych małych niuansach tutaj nie napiszę, choć jest ich zaskakująco dużo. Będę dalej pisał o tym co widzę ja (jak to zresztą robię cały czas). &amp;nbsp;Jakby ktoś jednak był wyjątkowo zainteresowany Kolumbią, to &lt;a href="http://www.kolumbijsko.com/"&gt;tu jest magiczny blog Ewy&lt;/a&gt;. Ewa mieszka tu długo i wie co pisze. Polecam gorąco (bo tak właśnie jest w Mompoxie mimo, że mamy godzinę 21), a Ewie przy tej okazji dziękuję za udostępnienie nam bogotańskiego mieszkania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/107659524579173361493/Colombia2011"&gt;Galeria zdjęć z Kolumbii, będzie się rozrastać.&lt;/a&gt;&amp;nbsp;Dodaktowo dwa zdjęcia tu&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-cj9gbDnxH_w/Tl_S3KLJiTI/AAAAAAAAPBc/GB39nJ4alMQ/s1600/IMG_5510%252B2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="280" src="http://4.bp.blogspot.com/-cj9gbDnxH_w/Tl_S3KLJiTI/AAAAAAAAPBc/GB39nJ4alMQ/s640/IMG_5510%252B2.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Wszystkie samoloty ida do nieba&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Djc3z6ZnCic/TlxfMD_FPLI/AAAAAAAAO2c/ZrOWdzv8ak0/s1600/Colombia+04.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-Djc3z6ZnCic/TlxfMD_FPLI/AAAAAAAAO2c/ZrOWdzv8ak0/s640/Colombia+04.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Botero jest stąd. W pełni.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-7239983937588356505?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/7239983937588356505/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=7239983937588356505' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/7239983937588356505'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/7239983937588356505'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/09/z-powrotem-w-drodze.html' title='Z powrotem w drodze'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-o5WuORxena0/TlxgMpP1UcI/AAAAAAAAO4M/I1glmN_4bNY/s72-c/Colombia+32.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-2473521210985106284</id><published>2011-08-25T01:32:00.001+02:00</published><updated>2011-11-10T00:09:35.139+01:00</updated><title type='text'>The ultimate party bus</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ostatnie dni nie obfitowały w rzeczy szczególnie ciekawe do opisania.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Najdłuższe trekkingi – do sklepu po bułki.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Największa przygoda – jak nie wziąłem lekarstwa o wyznaczonej godzinie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Widoki – z okna, na podwórze. Raz spadł grad i zalało cały ogród. Żyłem tym cały kolejny dzień.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Teraz wszystko się zmieniło. Po pierwsze wyzdrowiałem. Mogę chodzić, skakać, podnosić różne gadżety. Bardzo przyjemny stan rzeczy. Zmieniły się też psy, bo jestem w Kolumbii, a tu są kolumbijskie psy. &amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-J-It5ppzrH0/TlWHkF54vvI/AAAAAAAAO1c/8gt1n89gVxk/s1600/IMG_5418.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-J-It5ppzrH0/TlWHkF54vvI/AAAAAAAAO1c/8gt1n89gVxk/s640/IMG_5418.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zmieniło się towarzystwo. Z Heidi (Nowozelandką, która bardzo dzielnie się mną opiekowała) rozstaliśmy się w Popayan. Ona w swoją stronę, ja w swoją. Teraz jestem w Bogocie u Karoliny (tej samej, która na tym blogu pojawiała się w 2008 roku). Normalny apartament, a w nim łóżko z kołdrą to cudowna odmiana (zazwyczaj są hostele i koce owinięte w prześcieradła). Jakby tego było mało, w Bogocie czekały na mnie cztery książki po polsku i torcik wedlowski. Taki zestaw od mamy to czysty zastrzyk serotoniny! Dziękuję.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I tyle. Zamawiamy sobie jedzenie do domu, ja ciągle próbuje odzyskać zaginione siły, czasem gdzieś pójdziemy, ale nie za daleko. Wakacje od podróżowania, podobnie jak w Mancorze.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-M8SGQs6MaSo/TlWHfX-EgkI/AAAAAAAAO1A/8od_-0JdcOs/s1600/IMG_5380.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-M8SGQs6MaSo/TlWHfX-EgkI/AAAAAAAAO1A/8od_-0JdcOs/s640/IMG_5380.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Lustrzane odbicia też są chyba gdzieś na wakacjach&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W tym miejscu wpis byłby skończony gdyby nie jeden autokar. Jeśli ktoś zna program "Pimp my ride", to powiem, że widziałem, a nawet jechałem kolumbijskim autokarem, który wszystko co MTV wymyśliło przebija. Jak ktoś nie zna, to gorzej.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na kontynencie, na którym się obecnie znajduję, kierowcy bardzo lubią swoje pojazdy. A pojazdy są różne. Motocykle, rowery, tuktuki, samochody, ciężarówki, autokary, łodzie itp. Niezależnie od typu, przyozdobienie pojazdu to sprawa kluczowa. Przede wszystkim musi być coś z Jezusem (tutaj zwanym Hesusem). Jezu król, Jezus cię kocha, Jezus mnie kocha, Jezus jego kocha... Największy gangster bez Jezusa &amp;nbsp;na pojeździe nigdzie się nie rusza.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak już mamy Jezusa to przechodzimy do spojlerów, naklejek, ozdobnych kołpaków, rzadziej aluminiowych felg itp. Gdy to wszystko jest, zaczyna się gra świateł. Moje autokary w Ameryce Południowej miały bardzo różne, wymyślne światła. Ultrafiolet pod podwoziem, kolorowe, choinkowe lampki do czytania różowe wyjścia bezpieczeństwa itp. Najogólniej rzecz ujmując, im więcej dziwniejszych kolorów tym lepiej. &amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W tym miejscu autokar kolumbijski przebił jednak wszystko co widziałem wcześniej. Do świateł hamowania miał podłączony stroboskop. Te białe, jasne i szybko migające światła otaczały cały pojazd. Efekt jest powalający. Jedziemy przez ciemny las, kierowca zaczyna zwalniać, a dookoła rozświetlone na biało gałęzie straszniejsze niż ptaki Hitchcocka. Mijamy kogoś, naciskamy na hamulec a konkurencyjny kierowca zupełnie nie wie co robić, oświetlony piekielnie jasnym, migającym światłem. Nic tylko wjechać prosto na disco parkiet takim pojazdem. Ja tego nie umiem lepiej opisać, ale jak ktoś ma bujną wyobraźnię to może sobie wyobrażać ten autokar w nieskończoność. Naprawdę niesamowity.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na deser jeszcze wnętrze tego samego autokaru. To już nie Ekwador, więc nie było czterech melodii na zmianę. Było za to dwóch komików (nie wykluczam, że nawet śmiesznych). Tych dwóch komików miało &amp;nbsp;sześć skeczów. Te sześć skeczów wykonało w niezliczonej ilości programów rozrywkowych, talk showów i tym podobnych. A nasz kierowca te wszystkie programy najwyraźniej nagrał i teraz puszcza. Każdy skecz widziałem około 100 razy, a w sumie chłopcy występowali w naszym autokarowym telewizorze przez cztery godziny. Tymczasem za oknem bezlitosne strobo. Podróżować jest bosko!&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-VfkvIxTfCo0/TlWHjjF8QXI/AAAAAAAAO1Y/M5n3ewbR0Cw/s1600/IMG_5407.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-VfkvIxTfCo0/TlWHjjF8QXI/AAAAAAAAO1Y/M5n3ewbR0Cw/s640/IMG_5407.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Na deser wizualny książka "Zbrodnia kary", dla książkowych moli.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/107659524579173361493/VeryRandomFromEcuadorToColombia"&gt;Kilka zdjęć z minionego tygodnia&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-2473521210985106284?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/2473521210985106284/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=2473521210985106284' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/2473521210985106284'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/2473521210985106284'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/08/ultimate-party-bus.html' title='The ultimate party bus'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-J-It5ppzrH0/TlWHkF54vvI/AAAAAAAAO1c/8gt1n89gVxk/s72-c/IMG_5418.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-9202306777365170064</id><published>2011-08-18T18:42:00.002+02:00</published><updated>2011-11-16T11:45:33.556+01:00</updated><title type='text'>Cuyabeno</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Helvetica; font-size: 13px;"&gt;Po dziesięciu godzinach w autokarach Mario Mendoza nie odebrał nas z dworca. Po kilku kolejnych i telefonie do biura podróży przyjechał.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Helvetica; font-size: 13px;"&gt;- Macie dla mnie pieniądze?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;- No mamy, ale…&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;- To jadę kupić kurczaki&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;Po trzech sokach z pomarańczy, kilkunastu anegdotach i jajecznicy wrócił z kurczakami. Kolejne trzy godziny spędziliśmy z jego samochodowym reggetonem w drodze nad rzekę. Nad rzeką lunch i zapoznanie z naszą przewodniczką.&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;- To jest Aurora, mało osób mieszka w rezerwacie tak długo jak ona.&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;Aurora uśmiecha się swoimi czterema zębami i gdzieś sobie idzie. Mało osób mieszka gdziekolwiek tak długo jak ona. Aurora ma 82 lata, 8 dzieci i około 40 wnucząt. Z tymi wnuczętami to nie wie dokładnie, ale tak mniej więcej. Dla równowagi kierowca naszej łódki, Santiago, ma 14 lat i jest jednym z tych wnucząt. Coś sobie śpiewa, tańczy z tyłu i śmieje zawsze jak coś nam (zwłaszcza mi)&amp;nbsp; nie wychodzi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-6xWqbfTQr7Q/TkVY6VTPryI/AAAAAAAAOpw/E8bIXCmPFyc/s1600/IMG_4552.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; display: inline !important; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-6xWqbfTQr7Q/TkVY6VTPryI/AAAAAAAAOpw/E8bIXCmPFyc/s640/IMG_4552.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Times; font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzy godziny w głąb rzeki i dopływamy do naszej osady. To najdalej wysunięte miejsce do spania dla turystów. Po nim jest jeszcze kilka społeczności lokalnych (tak tu nazwyają wioski), dżungla, Amazonka i inne kraje. Rzeka, podobnie jak rezerwat, nazywa się Cuyabeno i ma ponad 6000 km kwadratowych. Kawał dżungli.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;Aurora nie mówi po Angielsku, ale mówi po hiszpańsku. To nie jest wcale oczywiste, bo jej pierwszy język nazywa się Bańkoka (pisownia jest rzeczą względną) i ani trochę nie przypomina czegokolwiek. Ale jej piosenki brzmią ładnie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;– To co robimy dziś po południu? – pytam aurorę nieśmiało pierwszego dnia&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;– Nie wiem, ja jadę do domu. – Uśmiecha się i odpływa.&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;A my zostaliśmy. Po jakimś czasie Santiago ratuje sytuację. Mamy trochę odpocząć, a po zmroku on zabierze nas na spacer po dżungli. Mamy wziąć latarki, bo oni tu mają tylko jedną. Mrówki, termity, pająki wielkie jak pączki na tłusty czwartek. Tajemnicze odgłosy i śmiech Santiago gdy tylko któreś z nas z przerażeniem dostrzega jakiegoś straszliwego stwora. Brrrr.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-FgvNlLPIDoI/TkVZLnYtIwI/AAAAAAAAOqg/hKhUCMoKSm4/s1600/IMG_4670.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-FgvNlLPIDoI/TkVZLnYtIwI/AAAAAAAAOqg/hKhUCMoKSm4/s640/IMG_4670.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;Kolejne dni przyniosły atrakcje takie jakie jedzenie cytrynowych mrówek prosto z drzewa, popijanie ich mlekiem z innego drzewa, przedziwne owoce, wielkie białe robaki, robienie chleba z juki, łowienie piranii, oglądanie małp, leniwców, różnorakich ptaków, kajmanów (małych krokodyli), różowych delfinów i czarnego jaguara.&lt;/div&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-a-PX6UQTvyI/TkVZiwukoUI/AAAAAAAAOro/rZPLIvPa6hA/s1600/IMG_4795.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-a-PX6UQTvyI/TkVZiwukoUI/AAAAAAAAOro/rZPLIvPa6hA/s640/IMG_4795.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;zjedliśmy tego drania z liścia&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;Równie, jeśli nie bardziej, atrakcyjne było obcowanie z Aurorą. Wilgotność i temperatura śmiertelna, a ta idzie przez dżunglę z maczetą oczyszczając nam drogę, robi bransoletki i palmowe korony, ucieka przed wężami najszybciej z nas wszystkich, śmieje się jak boimy się wielkich pająków, sama ucieka z przerażeniem przed maleństwami, których większość z nas nie widzi, łowi piranię na haczyk (złowiła 10, a nasza czwórka w sumie 3 z przynętą), wachluje się maczetą (trzeba było utrzymywać dystans), ścina drzewo na opał i nuci bańkokańskie przyśpiewki.&amp;nbsp;Po drodze spotykamy różne inne wycieczki. Prowadzą je młodzi, silni przewodnicy w stylu Indiany Jones'a, ze scyzorykami, latarkami i innymi gadżetami przypiętymi do pasa. Aurora chodzi w sukience. Ich największą zaletą jest to, że mówią po angielsku, ale największą wadą to, że w ogóle mówią. Duże grupy w jaskrawych kapokach i pełno ogranych, powtarzanych do znudzenia żartów z ekwadorsko-amerykańskim akcentem. Nie wymienilibyśmy Aurory na nikogo.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-nMbI7M-veOQ/TkVZ-V-EU-I/AAAAAAAAOs8/5uTFPfcBssI/s1600/IMG_5025.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://4.bp.blogspot.com/-nMbI7M-veOQ/TkVZ-V-EU-I/AAAAAAAAOs8/5uTFPfcBssI/s640/IMG_5025.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;Trudno powiedzieć co było największą atrakcją całego wyjazdu. Dla Santiago niewątpliwie to, jak zatopiłem canoe. Uznał że ze mnie wysportowany chłopak, więc dał mi takie jednoosobowe, chybotliwe, a reszta wraz z nim na nieco większej jednostce pływającej. Po jakimś czasie nie trafiłem w przesmyk na rzece i wpłynąłem na zwalony konar drzewa. No i okazało się że jak dziób idzie do góry, to rufa idzie pod wodę. Santiago umiera ze śmiechu, reszta patrzy z niedowierzaniem, a ja swoimi dwiema chwytnymi kończynami i zębami próbuję złapać dryfujący kajak, wiosło, plecak, koszulkę, butelkę z wodą, naczynie do wylewania wody, klapki i kapelusz. Kapelusz zatonął, a ja uczepiony do innego zwalonego drzewa próbowałem przez pięć minut osuszyć moją łódkę. Jak Santiago już przestał się śmiać, to podpłynął i wylał wodę w sekundę.&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-y58BS59Ga0Y/TkVagasrdTI/AAAAAAAAOuk/uRhRJ7auaHo/s1600/IMG_5206.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-y58BS59Ga0Y/TkVagasrdTI/AAAAAAAAOuk/uRhRJ7auaHo/s640/IMG_5206.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Santiago i jego kolega nacho&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;Dla mnie kulminacją wyjazdu była wizyta u Szamana. Szaman ma 43 lata i jest synem innego szamana (ta zależność nie jest regułą).&amp;nbsp;Szamańkości uczył się od dwunastego do czterdziestego roku życia. W tym czasie poznawał działanie wszelkiej dżunglowej flory i fauny i regularnie przyjmował halucynogen Ajnawasku. Aurora ten halucynogen przyjmowała w wieku od czterech do szesnastu lat, ale później odpuściła. Jak szaman skończył czterdzieści lat, to tata zabrał go daleko wgłąb dżungli, przywiązał do drzewa i dał coś, po czym odleciał na całą dobę. Jak już się młodzieniec obudził, to tata powiedział mu, że teraz jest samodzielnym szamanem.&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-D12B45tdpiA/TlWL5X3b7tI/AAAAAAAAO10/f9RwjSyozzA/s1600/P1030686.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-D12B45tdpiA/TlWL5X3b7tI/AAAAAAAAO10/f9RwjSyozzA/s640/P1030686.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Szaman w akcji. fot. Heidi Chambers&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; margin-left: 1em; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-NAwL4J8uAX0/TsOT5co8OjI/AAAAAAAAQKs/tWOW3T_VB4Y/s1600/P1030565.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-NAwL4J8uAX0/TsOT5co8OjI/AAAAAAAAQKs/tWOW3T_VB4Y/s200/P1030565.jpg" width="150" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;fot. Heidi Chambers&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;W ramach diagnozy taki szaman śpiewa piosenki, głaszcze pacjenta palmową miotłą i bierze Ajałasku. Po Ajałasku patrzy na pacjenta i widzi kolory. Jak jest żółty to problemy do leczenia ziołowego, jak czerwony to choroby krwi albo malaria, jak czarny to problemy z głową, a jak niebieski to do miasta do szpitala. Za 10 dolarów kupiłem od niego buteleczkę Ajałasku i zgodnie z receptą przygotowałem się na wieczorne wizje. Wszyscy poszli spać, miało być cicho i ciemno. Santiago położył mnie na materacu na skraju dżungli, z dala od wszystkiego i życzył powodzenia. Przez pierwszą godzinę nic się nie działo, przez cztery kolejne aż za dużo. Nie wiem jak Aurora mogła to brać jak miała 4 lata, ani jak dożyła tych 82 w tak dobrym zdrowiu.&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;Rezerwat Cuyabeno - polecam, Rodzinny biznes. Szefową jest córka Aurory, sternikami jej dwaj wnuczkowie (Santiago i Manuel, bliźniaki), kucharką jej wnuczka Karina, maskotką jej prawnuczek Jefferson. Już tęsknie. Numer telefonu do nich:&amp;nbsp;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: arial, helvetica, sans-serif;"&gt;090451756&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Nvq4gAB0WzQ/TkVZ1PON1LI/AAAAAAAAOsk/PJLAWejTZ3E/s1600/IMG_4979.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-Nvq4gAB0WzQ/TkVZ1PON1LI/AAAAAAAAOsk/PJLAWejTZ3E/s640/IMG_4979.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Jefferson&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; min-height: 16px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;Od razu po powrocie z dżungli pojechaliśmy na trzydniowy trekking w okolicach Quilotoa.&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-__F5K7AULzg/TlWLhMcRR5I/AAAAAAAAO1w/qaaqKc70Atk/s1600/P1030769.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://2.bp.blogspot.com/-__F5K7AULzg/TlWLhMcRR5I/AAAAAAAAO1w/qaaqKc70Atk/s640/P1030769.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;fot. Heidi Chambers&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Było super, ale ostatniego dnia przyszło załamanie. Nie pogody, a mojego samopoczucia. Myślałem, że chodzi o wysokość, choć ta nie aż tak koszmarna wcale. Ledwo chodziłem i zupełnie nie miałem siły. Z jednej strony koszmar, z drugiej bardzo miłe przeżycie, bo opiekowała się mną bardzo piątka moich kompanów. Nowozelandka, Australijczyk, Niemka, Francuzka i Izraelczyk. Ku pokrzepieniu serc.&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-jCGQlmlLMjg/Tk0zO0xJFtI/AAAAAAAAOys/6Oo1F7adqg0/s1600/IMG_5338.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-jCGQlmlLMjg/Tk0zO0xJFtI/AAAAAAAAOys/6Oo1F7adqg0/s640/IMG_5338.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ledwo żywy, ale szczęśliwy&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;Niestety,&amp;nbsp; po powrocie do znacznie niższej Latacungi sprawy się ani trochę nie poprawiły. Giga gorączka całą noc. Następnego dnia krótka przejażdżka do Quito i wizyta w bardzo dobrym szpitalu. Malarii nie mam (a strach był muszę przyznać). Mam za to jakąś bakterię typu anginowego. Dostałem zastrzyk&amp;nbsp; z penicyliny w pupę i sobie teraz trzeci dzień gorączkuje. Tak mijają mi ostatnio ekwadorskie dni. Wczoraj jak spałem to coś tak gruchnęło, że pomyślałem że to jeden z okolicznych wulkanów na dokładke wybuchł. Na szczęście to zwykła burza. Pierwsza burza od wyjazdu z Polski.&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;Dla równowagi, na koniec widok z okna z hostelu Llullu llama, czyli Lama Juju&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-TC0BBhMTcGw/Tk0xSlRHLAI/AAAAAAAAOxA/39TY1Bemp3U/s1600/IMG_5270.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-TC0BBhMTcGw/Tk0xSlRHLAI/AAAAAAAAOxA/39TY1Bemp3U/s640/IMG_5270.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/107659524579173361493/EcuadorJungle"&gt;&lt;b&gt;Zdjęcia z dżungli&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 13px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/107659524579173361493/QuilotoaLoop"&gt;&lt;b&gt;Zdjęcia z trekkingu&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-9202306777365170064?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/9202306777365170064/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=9202306777365170064' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/9202306777365170064'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/9202306777365170064'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/08/cuyabeno_18.html' title='Cuyabeno'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-6xWqbfTQr7Q/TkVY6VTPryI/AAAAAAAAOpw/E8bIXCmPFyc/s72-c/IMG_4552.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-8714125272961720033</id><published>2011-08-12T01:01:00.000+02:00</published><updated>2011-08-12T01:01:54.652+02:00</updated><title type='text'>Franek i Pablo w dorzeczu Amazonki</title><content type='html'>Wróciliśmy z dżunglii. Jak dojdziemy do siebie, to o niej napiszemy.&lt;br /&gt;F i P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-bODd-CrlnxY/TkRe1FwKvQI/AAAAAAAAOpg/93EQzFvzur4/s1600/IMG_4771.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-bODd-CrlnxY/TkRe1FwKvQI/AAAAAAAAOpg/93EQzFvzur4/s640/IMG_4771.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-QnBbUdQDsBg/TkRe3fljPMI/AAAAAAAAOpg/H6wGOP7O75c/s1600/IMG_5061.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/-QnBbUdQDsBg/TkRe3fljPMI/AAAAAAAAOpg/H6wGOP7O75c/s640/IMG_5061.jpg" width="438" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-8714125272961720033?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/8714125272961720033/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=8714125272961720033' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/8714125272961720033'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/8714125272961720033'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/08/franek-i-pablo-w-dorzeczu-amazonki.html' title='Franek i Pablo w dorzeczu Amazonki'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-bODd-CrlnxY/TkRe1FwKvQI/AAAAAAAAOpg/93EQzFvzur4/s72-c/IMG_4771.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-1159829130370869856</id><published>2011-08-06T22:21:00.001+02:00</published><updated>2011-11-10T00:12:16.744+01:00</updated><title type='text'>Uśmiechnięte wspomnienia</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W Montanicie spędziliśmy trzy dni. Stały, dobry swell (czyli fale, a dobry to w naszym wypadku nie za duże fale). Niestety oprócz swellu były też chmury i deszcz. Przyznaję otwarcie, że w tych warunkach nieco brakowało surf-zacięcia Niby tak czy siak mokro, ale jak świeci to jakoś przyjemniej spadać z tej deski. A upadków było dużo.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-6KRCaHldfoQ/Tj2EugCdA4I/AAAAAAAAOnc/Kifzf3bXXy0/s1600/IMG_4410.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://1.bp.blogspot.com/-6KRCaHldfoQ/Tj2EugCdA4I/AAAAAAAAOnc/Kifzf3bXXy0/s640/IMG_4410.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-1cd3J1scscc/Tj2EvgoBKSI/AAAAAAAAOng/tB5u6DWDyXs/s1600/IMG_4411.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-1cd3J1scscc/Tj2EvgoBKSI/AAAAAAAAOng/tB5u6DWDyXs/s640/IMG_4411.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/franekp/AlongTheCoastOfEcuador#5637807642810350866"&gt;Surf-zdjęcia dołączone do albumu z wybrzeża.&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z Montanity przyjechaliśmy do Banos, czyli, powiedzmy to otwarcie, Łazienek. Łazienki są miasteczkiem położonym w bardzo malowniczej dolinie, a nazwę zawdzięczają termalnym wodom, które pływają sobie po okolicy. Nie było wyjścia i do wód poszliśmy. W wodach tłum ludzi, którzy traktują je po prostu jak łazienki (zgodnie z nazwą zresztą). Co ciekawe, sporo lokalesów próbuje w tym niewielkim i zatłoczonym termalnym basenie pływać. Próbuje, bo w każdym przypadku wygląda to jak utrzymywanie się na powierzchni w mniej więcej kontrolowanym kierunku. Najpierw było trochę śmiechu, a później refleksja. Gdzie oni się mają nauczyć pływać? Basenów czy jezior tu nie ma, rzeki jak najbardziej, ale zimne i porwiste niczym wyż znad Skandynawii. Już się nie śmiejemy. &amp;nbsp;Po łazienkach była rowerowa przejażdżka. Zakończyła ją pęknięta opona, ale i tak, przez 30 kilometrów zobaczyliśmy około piętnastu wodospadów. Nie są brzydkie te ich Łazienki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-1JBfwUb7D7w/Tj2hZvMZoWI/AAAAAAAAOo4/6BI4sIXV8mg/s1600/IMG_4534.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-1JBfwUb7D7w/Tj2hZvMZoWI/AAAAAAAAOo4/6BI4sIXV8mg/s640/IMG_4534.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;Dziś za kilka godzin ruszamy w drogę. Tym razem we czwórkę. Napatoczyły się bowiem dwie koleżanki z Nowej Zelandii, z którymi zwiedzałem Wyspę Słońca nad Titicacą. Jedna z nich, Heidi, razem z naszą trójką rusza dziś do dżungli na pięć dni.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Czytają to po raz kolejny zauważyłem, że w powyższym krótkim akapicie pojawiły się wszystkie numerki od 1 do 5 plus "kilka". To zamiłowanie do liczb to chyba pozostałości po matfizie.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Całym tym przedsięwzięciem jestem dość mocno podekscytowany. Mimo że na tym kontynencie spędziłem już w sumie ponad sześć miesięcy, nigdy nie byłem w takiej prawdziwej Amazonii. Czas najwyższy, bo się na mnie prawdziwi podróżnicy mogą krzywo patrzeć.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W hostelu spotkałem też Bardzo Międzynarodową&amp;nbsp;Piątkę, czyli moich sublokatorów z hostelu w La Paz. Po raz kolejny widać, jak mały kontynent z tej Ameryki Południowej.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tyle z kronikarskiego obowiązku, teraz trochę bardziej z serca, nawiązując do tytułu tego wpisu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z Facebooka doszły do nas wieści, że Pelikan już sam dość skutecznie je i nawet się lekko przemieszcza. Jaki pelikan? Taki z plaży. W Mancorze spotkaliśmy pewnego dnia pelikana. Przyjął on pozycję siedzącą i minę umierającą. Bardzo umierającą. Widok przykry, ale natura to natura. Martwych pelikanów, fok, lwów morskich czy innych stworzeń na plaży peruwiańskiej pod dostatkiem. Megan, koleżanka z Południowej Afryki, postanowiła z naturą powalczyć i przyniosła pelikanowi rybę i słodką wodę. Patrzyłem na to dość krzywo, bo myślę sobie - przedłużanie umierania. Megan tak sobie jednak nie pomyślała i odpowiednie zakupy przynosiłą codziennie. Pelikan był nieustannie lekko przesuwany przez przypływy i odpływy, ale ciągle siedział w okolicach naszego hostelu. No i właśnie wczoraj, po jakichś dziesięciu dniach od pierwszego z pelikanem spotkania, dowiedzieliśmy się że mu się poprawiło. Nie żeby od razu zaczął latać, ale nic go nie zjadło, a on sam je chętniej i minę ma mniej umierającą. Kolejne dobre wspomnienie z Mancory.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tych wspomnień jest sporo, a wszystko razem sprawia, że Mancora trafia do mojego małego zbioru miejsc, które pamiętam jako krainy szczęścia. Ilekroć wspomnienie takiej arkadii pojawi się w głowie ( a w mojej głowie dużo rzeczy wędruje i się pojawia) na twarzy niezawodnie rysuje się uśmiech. Więc się uśmiecham. Uśmiecham się dużo, bo i podobnych wspomnień jest dużo. Czasem w domu tata pyta; "co ty się tak ciągle uśmiechasz, przeskrobałeś coś"? A ja po prostu mam swoje powody. Wyłamuję się tym sposobem również z klasycznej wizji Polaka. Polak bowiem się nie uśmiecha. Nie uśmiecha i raczej nie mówi dzień dobry innemu Polakowi, chyba że zupełnie nie ma wyjścia. Nie ja to wymyśliłem – tak jest na przykład napisane w przewodniku turystycznym po Polsce. Dokładniej rzecz ujmując jest tam napisane, żeby się nie uśmiechać spacerując po Polsce, bo się będą na podróżnika patrzeć jak na idiotę. A jak powiedzieć komuś dzień dobry w windzie, to od razu się boi że go chcemy zgwałcić i/lub obrabować. A często nie chcemy, bo mamy co innego do roboty, chociażby wyjść z psem Olka na spacer.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-48HR-i6zFSY/TbNIHYE62rI/AAAAAAAANAE/BoM_jjCqF_k/s1600/IMG_7037.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-48HR-i6zFSY/TbNIHYE62rI/AAAAAAAANAE/BoM_jjCqF_k/s640/IMG_7037.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Myśli sobie czytelnik, że takiemu co objechał kawał świata łatwo się uśmiechać, bo i niejeden raj widział. Trochę prawdy w tym jest. Takie moje magiczne miejsca rzeczywiście często są egzotyczne. Tulum w Meksyku, Koh Tao w Tajlandii, Lanquin w Gwatemalii. Ale ale, nie o samo miejsca tu chodzi. W Lanquin na przykład spędziłem raptem dwie noce. W hostelu w Tulum miałem grzyba na wszystkich ścianach i zimną wodę pod prysznicem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-L-g_nmnT0Tw/R2xkgEY8NBI/AAAAAAAABWU/k-9YYCAB__Y/s1600/Lanquin+%252823%2529.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://4.bp.blogspot.com/-L-g_nmnT0Tw/R2xkgEY8NBI/AAAAAAAABWU/k-9YYCAB__Y/s640/Lanquin+%252823%2529.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Lanquin, Gwatemala&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Żeby wspomnienie raju zaistniało, musi zdarzyć się kilka rzeczy. Odpowiednie musi być nie tylko miejsce, ale również czas i ludzie. Przede wszystkim to ostanie. Mancora to plaża, jakich wiele w okolicy, ale spotkałem tam cudownych, ciepłych i szczerych ludzi, a wszystko to w promieniach peruwiańskiego słońca. Byłem w wielu innych pięknych miejscach, które jednak ani tyci puci raju w moich wspomnieniach nie przypominają.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W tym momencie żeby czytelnika mniej podróżującego pocieszyć, napisze że i tak żadne z tych egzotycznych miejsc nie może równać się z barakowozem w Wiciu, między Darłowem a Jarosławcem. Kilka lat dwumiesięcznych wyjazdów wakacyjnych to moje i mojego rodzeństwa Cudowne Lata. I żadne Galapagos czy Bali się równać nie może, szans nie ma najmniejszych. Podobnie jest na przykład ze stołówką w pensjonacie Basieńka w Zakopanym. Wchodzę na tę stołówkę o dowolnej porze roku, a tam zawsze krzątają się Basia, Danusia, Pani Marysia i Andrzej. I człowiek wie, że wszystko będzie dobrze. Jeszcze inny przykład to "Nurek Hel"– łódka Waldka zakotwiczona w porcie rybackim w Helu. Na tej łódce Waldek pozwala mi spać, a w zeszłym roku, między nurkowaniami, kończyłem na niej pisać pracę magisterską. Praca może nie powaliła nikogo na kolana, ale niewiele jest chyba osób, u których pisanie pracy magisterskiej wywołuje pozytywne wspomnienia. A u mnie proszę, kolejny uśmiech na twarzy.&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/--3zRrwfTjw4/SjeEdnkJtQI/AAAAAAAAJv4/TGhmJr6-5Ls/s1600/IMG_9189.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="246" src="http://1.bp.blogspot.com/--3zRrwfTjw4/SjeEdnkJtQI/AAAAAAAAJv4/TGhmJr6-5Ls/s640/IMG_9189.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Morze. To nasze.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Takich miejsc jest jeszcze kilka. Jest park Ras Muhammad na Morzu Czerwonym w Egipcie, jest Maso Corto, jest namiot na Openerze z 2007 roku, namiot na plaży na Łotwie w 2010 roku i przede wszystkim są domy. Ten w Pęcicach, ale też te na Siekierkach i Kabatach, w Monks Town w Dublinie, Kangaroo Point w Brisbane czy na Key West. Dom, w którym ktoś na ciebie czeka i w którym czujesz się bezpiecznie.&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ha0DwaGhUQo/RyXMEcXUA-I/AAAAAAAAAVY/RccDVBovLsU/s1600/Baltic+Sea+neighbourhood+%25281%2529.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://1.bp.blogspot.com/-ha0DwaGhUQo/RyXMEcXUA-I/AAAAAAAAAVY/RccDVBovLsU/s640/Baltic+Sea+neighbourhood+%25281%2529.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Opener 2007&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dużo dobrych wspomnień to dużo uśmiechów, ot cały sekret mojego optymizmu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Całuję tatę, który wyciął sobie dziś dwa haluksy w Katosie i mamę, bo zawsze jest.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-1159829130370869856?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/1159829130370869856/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=1159829130370869856' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/1159829130370869856'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/1159829130370869856'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/08/usmiechniete-wspomnienia.html' title='Uśmiechnięte wspomnienia'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-6KRCaHldfoQ/Tj2EugCdA4I/AAAAAAAAOnc/Kifzf3bXXy0/s72-c/IMG_4410.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-4302274394766784893</id><published>2011-07-31T23:10:00.001+02:00</published><updated>2011-11-10T00:13:03.307+01:00</updated><title type='text'>Uchwycić Humbaka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sfotografować wieloryba nie jest łatwo. Nic to, że waży ponad czterdzieści ton, jest dłuższy/wyższy od ścianki wspinaczkowej na Obozowej i wyskakuje prawie całym cielskiem z wody co jakiś czas. Nie jest łatwo i tyle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jesteśmy w Ekwadorze. My, czyli ja oraz Sam i Steve. Młode (bo z dwumiesięcznym stażem) małżeństwo z Anglii. Poznaliśmy się w hostelu i ruszyliśmy w drogę razem. Nie mówią ani słowa po hiszpańsku więc im się przydaję, a ja ich po prostu bardzo polubiłem. Z Mancory wyjechaliśmy w czwartek wieczorem, ale łatwo nie było. Trudności na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, w hostelu zakolegowałem się z wieloma osobami, pogoda była piękna, siatkówka zacięta a woda porywająca. Po drugie, nasz autokar w środę miał overbooking. Nic to, że mieliśmy kupione wcześniej&amp;nbsp;bilety. Zostaliśmy z plecakami na tropikalnym lodzie. Innymi słowy another day in paradise.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak już się udało, to dwie godziny jazdy i granica. Piętnaście minut jazdy i druga połowa granicy. Dwie godziny jazdy i policja antynarkotykowa z pieskami i karabinami. Trzy godziny jazdy i Guayaquil. O 5.30 zbyt dużo się nie dzieje, więc musieliśmy przewegetować dwie godziny do otwarcia McDonalda. Big Mac, kolejna godzinka oczekiwań i autobus do Puerto Lopez. A autobusie tradycyjnie muzyka lokalna.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;On ją bardzo kocha, ona nie aż tak, ale w końcu się przełamuje i mogą razem chodzić po plaży.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Albo:&amp;nbsp;Ona go kocha straszliwie, on jej nie zauważa, ale jak już zauważył to się trzymają za ręce na hamaku o zachodzie słońca. I tak w kółko, godzinami, melodie są chyba cztery. To są momenty w których trochę żałuję, że mój hiszpański się poprawia....&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W Puerto Lopez piękne słońce, pokój z widokiem na ocean, prywatne hamaki na plaży i zimna woda pod prysznicem. Sześć dolarów amerykańskich od osoby za tę przyjemność. W Ekwadorze ówże dolar jest obowiązującą walutą od ponad dziesięciu lat. Chyba pierwszy raz w życiu użyłem na piśmie słowa "ówże".&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-37CPpqG8YnE/TjXCxweGALI/AAAAAAAAOi0/Ai324HgG-Zs/s1600/Ecuador+coast+01.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-37CPpqG8YnE/TjXCxweGALI/AAAAAAAAOi0/Ai324HgG-Zs/s640/Ecuador+coast+01.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dniu wielorybiej wycieczki słońca już ani trochę, za to deszcz jak najbardziej. No i w tych warunkach atmosferycznych dopływamy do fotografowania wielorybów. Wieloryby tutaj o tej porze roku występują w ilościach dużych. Romansują ze sobą i ogólnie bawią się w oceanie. Podpływają bardzo blisko, jeden nawet przepłyną pod naszą łódką (a to robi wrażenie, musicie mi zaufać).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Myśli wtedy człowiek, nic prostszego niż wziąć aparat i takiego Humbaka (tutejszy rodzaj wieloryba) uchwycić na fotografii. Otóż ani trochę. Łódka się rusza, fotograf na łódce się rusza i wieloryb też się rusza. Co gorsze, ten ostatni się rusza pod wodą i nigdy nie wiadomo gdzie i kiedy wypłynie. Efekty mojej fotopracy nie były w tej sytuacji zbyt powalające, ale samo przeżycie jak najbardziej. Zobaczyć Humbaka co z wody wyskakuje - bezcenne (a w Ekwadorze niezbyt drogie przy okazji).&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-t1PFVweC1Z0/TjXC2vz0v-I/AAAAAAAAOjc/L8Bfp-iIm4w/s1600/Ecuador+coast+12.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-t1PFVweC1Z0/TjXC2vz0v-I/AAAAAAAAOjc/L8Bfp-iIm4w/s640/Ecuador+coast+12.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po Humbakach spacer po wyspie, na której mieszkają ptaki co mają niebieskie nogi. Niby fajne, ale co jakiś czas gdzieś w oddali jakiś wieloryb z oceanu wyskoczy i człowieka z aparatem skierowanym na niebieskie nogi szlag&amp;nbsp;trafia. Tak to własnie było.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ABevxaHpLhc/TjXC5e_gRYI/AAAAAAAAOkA/_8ADqVtmCcM/s1600/Ecuador+coast+20.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-ABevxaHpLhc/TjXC5e_gRYI/AAAAAAAAOkA/_8ADqVtmCcM/s640/Ecuador+coast+20.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Teraz jesteśmy w Montanicie. Ja piszę bloga, Sam walczy z programem do montowania filmów a Steve umiera na brzuch. Wczoraj namówiłem ich na jedzenie na lokalnym targu i czuję się trochę winny jego stanu...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;PS.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak napisałem już, to kupiłem sobie takie ciastko w bardzo turystycznej restauracji:&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-r5QdjVbP4xU/TjXC7OHuJ7I/AAAAAAAAOkU/eAa2B8P-pXo/s1600/Ecuador+coast+26.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://4.bp.blogspot.com/-r5QdjVbP4xU/TjXC7OHuJ7I/AAAAAAAAOkU/eAa2B8P-pXo/s640/Ecuador+coast+26.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ekwador da się lubić.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/franekp/AlongTheCoastOfEcuador"&gt;Zdjęcia z ekwadorskiego wybrzeża&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-4302274394766784893?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/4302274394766784893/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=4302274394766784893' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/4302274394766784893'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/4302274394766784893'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/07/uchwycic-humbaka.html' title='Uchwycić Humbaka'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-37CPpqG8YnE/TjXCxweGALI/AAAAAAAAOi0/Ai324HgG-Zs/s72-c/Ecuador+coast+01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-360078131430859409</id><published>2011-07-22T20:07:00.001+02:00</published><updated>2011-11-10T00:13:28.701+01:00</updated><title type='text'>Lubię ocean</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-SZOfVWYfgaA/TjB4SgY6WyI/AAAAAAAAOeg/j8acFXjNdQw/s1600/Mancora09.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-SZOfVWYfgaA/TjB4SgY6WyI/AAAAAAAAOeg/j8acFXjNdQw/s640/Mancora09.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo jak go nie lubić? A taki ocean w Mancorze to już w ogóle. Bo on i ciepły i w kolorze oceanicznym i jeszcze do tego szereg opcji sportowo-rozrywkowych&amp;nbsp;oferuje.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Można pływać, surfować, taplać się, chlapać, snorklować, plażować, surfować z latawcem, w siatkówkę grać. W piłkę też zresztą. Wszystko można.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z nad jeziora Titicaca w tempie ekspresowym przejechałem przez Peru. Kilka godzin w Arequipie, noc w Limie. Mój niemiecki sublokator, z zawodu bankier, musiał cierpieć na straszny jet lag. Wrócił do pokoju bardzo późno, a wręcz wcześnie, i był tak zmęczony, że nawet nie był w stanie przykryć się kołdrą... I spał później pół dnia. Ciężkie życie podróżników, to był jego drugi dzień z ośmiomiesięcznej podróży po Ameryce Południowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z Limy do Trujillo, a stamtąd busikiem do Huanchaco - super surfmiejsca. Ale surfmiejsce zachmurzone i deszczowe a woda lodowata, więc tego samego dnia autobus do Mancory. Ta, z początku nieprzychylna, poszła po rozum do głowy i zaoferowała słońce i ciepłą wodę. Więc jestem. W hostelu prawie wszyscy mówią po angielsku, jest nad samym oceanem i ogólnie atmosfera mocno wakacyjna. Takie wakacje od podróżowania. To może brzmieć śmiesznie, ale taki podróżowanie (nawet bez wspinania się na wielkie góry itp) może zmęczyć. Nie chodzi tylko o to, że z pięciu poprzednich nocy cztery spędziłem w autokarach. Nowe miejsce to zawsze stres, ktoś chce ci coś sprzedać, trzeba uporać się z nawigacją (kto mnie zna, ten wie że w moim przypadku nie lada wyzwanie), nowi ludzie, nowe psy i koty. Nie ma lekko. Więc w tej wakacyjnej Mancorze odpoczywam, pewnie do urodzin. Wczoraj szedłem surfplażą na której nie bardzo był surfwarun i oglądałem kite surferów, którzy warun (tj. wiatr) mieli idealny. I myślę sobie, czemu nie? Od dawna chciałem, ale zawsze było jakieś &lt;i&gt;ale&lt;/i&gt;. A teraz &lt;i&gt;ale&lt;/i&gt; nie znalazłem. Na urodziny miałem jechać na Galapagos, ale nie pojadę, bo tydzień nurkowania tam kosztuje tyle, co cała moja pięciomiesięczna wycieczka. A takim peruwiańskim kitesurferem zawsze można zostać, zamiast odkrywać tajemnice podwodne Galapagos. Są większe nieszczęścia w życiu jak mówi mama.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tylko dziś nie wieje za bardzo. Może po południu. Już jest popołudnie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po pierwszej lekcji doszedłem do poziomu, który nazywa się&lt;i&gt; body dragging&lt;/i&gt; czyli w wolnym tłumaczeniu &lt;i&gt;przeciąganie cielska&lt;/i&gt;. Dość zabawne. Jest nas czwórka - ja, ocean, wiatr i latawiec. Żadnej deski nie ma. Wiatr wespół z latawcem ciągają mnie w te i nazad po oceanie, a ja udaję, że tym wszystkim kieruję. Wygląda jak kitesurferski upadek, a oni mi wmawiają, że to część procesu dydaktycznego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Do tego wpisu dodam później trochę zdjęć gdzie ocean wygląda jak ocean, a plaża jak plaża. Jak ktoś się nie chce denerwować, a nie ma oceanu za płotem, to niech tu później nie zagląda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Update&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/franekp/Mancora"&gt;Album ze zdjęciami stąd&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Pa_j7FTLeTo/TjB5GFzN_kI/AAAAAAAAOgM/QDlp7zYhcbw/s1600/Mancora34.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-Pa_j7FTLeTo/TjB5GFzN_kI/AAAAAAAAOgM/QDlp7zYhcbw/s640/Mancora34.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Urodziny w Mancorze. Da się żyć&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cześć.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-360078131430859409?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/360078131430859409/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=360078131430859409' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/360078131430859409'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/360078131430859409'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/07/lubie-ocean.html' title='Lubię ocean'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-SZOfVWYfgaA/TjB4SgY6WyI/AAAAAAAAOeg/j8acFXjNdQw/s72-c/Mancora09.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-1011485639545844465</id><published>2011-07-18T03:03:00.002+02:00</published><updated>2011-11-10T00:14:11.380+01:00</updated><title type='text'>Huayna Sushi Titicaca</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ciężko teraz to wszystko opisać. Minęło raptem 11 dni, ale działo się dużo, a ja teraz jestem 1800 kilometrów dalej i 3600 metrów niżej. No ale blog nie zabawa (zaraz zaraz...), jak trzeba to trzeba.&lt;br /&gt;Przede wszystkim było sushi. Była też Góra, pot, łzy, wymioty, łapczywe łapanie oddechu, ratowanie kajaku, maska, rurka, Titicaca, ale jednak to sushi najbardziej siedzi w głowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Budzę Federico, żeby zjadł ze mną ostatnie śniadanie. Ostatnie, gdyż plecak spakowany i za chwilę jadę do Copacabany (nad jeziorem Titicaca, nie w Rio).&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt; Biletu tradycyjnie nie posiadam, ale to mnie rzadko powstrzymuje. Przy drugiej bułce z dżemem wchodzą Nowozelandczycy. Nie czytali wiadomości ode mnie, przypadkiem weszli do hostelu, z którego ja za pół godziny miałem wyjść. Nie wyszedłem.&lt;br /&gt;Pogoda w ciągu kilku ostatnich dni się poprawiła, więc nie ma wyjścia - musi być Góra. Trzecia bułka z dżemem, mate de coca i idziemy szukać odpowiedniego biura podróży. Tym razem postanowiłem podejść do sprawy wyjątkowo spokojnie. Znam już dość dobrze swój organizm, wiem że nie lubi tego typu rzeczy, ale musiałem spróbować jeszcze jeden raz. W Argentynie nagrałem dla siebie krótki film, na którym czuję się okropnie i przekonuję sam siebie, żebym już nigdy więcej tego nie robił. Wysokość nie jest moim przyjacielem. Niestety, 15 minut później nagrałem drugi film, na którym czuję się już świetnie, więc cała operacja nie do końca zdała egzamin.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tym razem biuro podróży, trzydniowa, spokojna wycieczka, wcześniej 10 dni na wysokościach 3600 – 4100 m n.p.m. Podobno w tej konfiguracji dziewięćdziesięciu procentom ludzi się udaje. Do tego tabletki na ból głowy i inne przypadłości. Żeby później nie było wymówek.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Idąc do agencji, niedaleko Targu Wiedźm/Czarownic/Czarodziejek, mijamy Ją. Restauracja tajsko–japońsko–indyjska, która serwuje wszystko, w tym sushi. Myślalem o sushi od Buenos Aires, a tu masz - w Boliwii, bez dostepu do jakiegokolwiek morza. Kusi, reklamuje się, czeka.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-40rfgwGAZqo/TiNxkhHwQgI/AAAAAAAAOXw/J0ExETihb_0/s1600/IMG_0156.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/-40rfgwGAZqo/TiNxkhHwQgI/AAAAAAAAOXw/J0ExETihb_0/s400/IMG_0156.jpg" width="300" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Najpierw Góra, a później surowe ryby. Albo przynajmniej najpierw organizacja Góry, później przyjemności.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Biuro podróży holendersko-amerykańskie, niby bardzo dobre, ale mój przewodnik był wytwórcą mundurków szkolnych, a przewodnictwo to tak od przypadku do przypadku. Bardzo sympatycznym wytwórcą zresztą.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-JpgnhFKVKhc/ThoQretT1bI/AAAAAAAAOUs/IKMwDAvLibw/s1600/IMG_2951.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-JpgnhFKVKhc/ThoQretT1bI/AAAAAAAAOUs/IKMwDAvLibw/s640/IMG_2951.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Shaun i Hanna czują się nie najlepiej, ale do jutra powinni wydobrzeć. Federico z Włoch (zupełnie inny niż ten z Argentyny) się zgubił, ale mówił, że na pewno idzie. Więc jest nas czwórka.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Federico z Włoch to ciekawa postać. Tak naprawdę na osobny wpis, ale los chciał nieco inaczej. Federico prawie nie mówi po angielsku. Po hiszpańsku też w zasadzie nie, w ogóle po żadnemu oprócz włoskiego. Nowozelandczycy poznali go na Salarze. Byli tam z wspominaną już wcześniej Danielą z Niemiec, która po włosku mówi i była tłumaczką Federico. Daniela pojechała do Brazylii, Federico ruszył do La Paz, a Nowozelandczycy stali się jego "opiekunami. Na przykład po pierwszej nocy w hostelu miał zmienić pokój, ale chyba tego nie zrozumiał. Spotkałem go, gdy ochroniarz wynosił jego rzeczy, a Włoch głowił się nad tym co się dzieje. "Frank, dej are czendżing maj róm bat I dont now de motiwejszon". Jest to o tyle dziwne, że Federico podróżuje sam po świecie już od ośmiu miesięcy. Spędził na przykład miesiąc w klasztorze Shaolin w Chinach, podróżował kilka miesięcy po Afryce. Poznał tam kobietę, zakochał się i po miesiącu znajomości oświadczył. Widziałem zdjęcia, bardzo ładna.&amp;nbsp;Podobno mówi perfekt po Angielsku, a Federico obiecał, że będzie się uczył. Z tęsknoty postanowił skrócić swoją podróż, po &amp;nbsp;Górze i krótkiej wizycie nad Titicacą miał lecieć do domu, a stamtąd, za sercem, do Afryki. W trakcie podróży Włoch pisze książkę. Zgrabny notes zapisany bardzo ciasno, małymi, a zarazem czytelnymi i uroczymi literkami. Praktycznie żadnych skreśleń. Zapytałem, czy się nie boi, że coś się z nią stanie, czy nie chce pisać w internecie. Odpowiedział "it is maj grejt Aventura". Prosta sprawa.&amp;nbsp;Wieczorem poszedłem sprawdzić, czy na pewno wie, że jutro idziemy. W jego pokoju rzeczy w góry przygotowane na wierzchu, widzimy się o ósmej piętnaście rano na śniadaniu. Rano Federico nie było. Wymeldował się z hostelu. Hipotezy są dwie. Pierwsza, to że nie wiedział że w Boliwii jest inny czas niż w Argentynie i dlatego nigdy nie spotkał się z nami, choć mówił, że czekał. Druga, to że poleciał prosto do Afryki. Federico zniknął z mojego życia równie niespodziewanie jak się pojawił i zostanie po nim tylko ten akapit i trochę zabawnych wspomnień.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po załatwieniu wycieczki idziemy (we trójkę) na sushi. Nie ma łososia, jest złość jeśli o mnie chodzi. Kelner proponuję zamiast tego truchę (pstrąga) z jeziora Titicaca. Co ja mogę, niech będzie pstrąg, tak łatwo nie dam się zniechęcić. Przychodzi. No i powiem wam tyle: łosoś się może schować. Sushi w Japoni też się może schować. Świat się może schować. Nawet schabowy z indyka z gotowanymi ziemniakami się może schować. Sushi z titicaskiego pstrąga to jest życie. Dobra, może przesadziłem, ale &amp;nbsp;wtedy naprawdę tak się czułem. Mistrzostwo świata sztuki kulinarnej. Nie byłbym sobą, jakbym nie napomknął o kosztach, zwłaszcza, że i one smaku dodawały. Titicaca jest znacznie bliżej niż to tajemnicze miejsce gdzie mieszkają tuńczyk z łososiem, więc sushi z udziałem tamtejszego pstrąga cenowo jest bardzo przystępne. Jak teraz o tym pisze, to żałuję, że mnie nie ma w pobliżu jeziora Titicaca. To zdecydowanie najszybciej napisany paragraf w tym całym, długim wpisie. Ech...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O tymże sushi myślałem już cały czas. Co zamówię (tj. jakie danie z surowego pstrąga), jak już przestaniemy się wygłupiać w górach itp.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tymczasem jest śniadanie (bułki z dżemem) w piątek rano. Włocha jak już wiadomo nie ma, Nowozelandczycy są. Są, ale jakby nie było, bo oboje zatruci jak się masz. Raczej nie tym sushi, tylko kolacją w lokalnym barze, na którą ich namówiłem w ramach równoważenia sushi-kosztów. Boliwia się o nich&amp;nbsp;upomniała.&amp;nbsp;Nie ma siły, na wycieczkę jadę sam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzień dobry, dzień dobry, przymierz buty, spakuj plecak, posmaruj się kremem, jedziemy. Wertepy łubudubu, samochód stop, zdjęcia. Góra robi wrażenie, co by o tym wszystkim nie myśleć.&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-u_cmirM3pNA/ThoQXwLzypI/AAAAAAAAOUU/EPDfX0CD7dk/s1600/IMG_2896.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-u_cmirM3pNA/ThoQXwLzypI/AAAAAAAAOUU/EPDfX0CD7dk/s640/IMG_2896.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Huayna Potosi 6088 m n.p.m.&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Samochód start, pół godziny wertepów więcej, samochód stop, plecak na plecy, krótki spacer, pierwsze schronisko 4900 m n.p.m. Lunch i podział. Część idzie do wyższego obozu już dziś (wycieczki dwudniowe), ja i para szwajcarskich lekarzy idziemy poudawać, że wspinamy się w lodzie. Udawanie bardzo pozytywne, czuję się dobrze, jest radość. Szwajcarzy jeżdżą po świecie zatrzymując się tu i tam i lecząc ludzi. Miesiąc w Sudanie, miesiąc w Kambodży i wszystko składa się w jedną całość. Bardzo niepozorni, a niesamowici ludzie. Sobota rano, nie czuję się aż tak dobrze, ale dwie pigułki, piętnaście minut i git. Śniadanie i dwugodzinny spacer do (nieznacznie) wyższego obozu. 5150 m n.p.m., dużo wolnego czasu, samopoczucie bez dramatu, oddech jako tako więc są szanse.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dwadzieścia dorosłych osób w szeleszczących śpiworach próbuje zasnąć leżąc obok siebie w jednym pokoju o godzinie osiemnastej...&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-SG5qgvxl8YM/ThoQ0Fmzx5I/AAAAAAAAOU4/k8drb73akMM/s1600/IMG_2976.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-SG5qgvxl8YM/ThoQ0Fmzx5I/AAAAAAAAOU4/k8drb73akMM/s640/IMG_2976.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sen nerwowy i przerywany łapaniem oddechu. Co jakiś czas słychać, jak ktoś się budzi nabierając łapczywie powietrza w płuca. Jak się ma chociażby lekki katar, to nos nie daje rady i trzeba oddychać ustami. Trzeba bardziej, niżby było trzeba dużo niżej. Przedziwne i niezbyt przyjemne uczucie. O dwunastej pobudka i koszmarny ból głowy. Oddech gorzej, żołądek też. Alex (wytwórca mundurków/przewodnik):&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Jak chcesz wymiotować to lepiej się nie powstrzymuj&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Właśnie wziąłem tabletki, nie będą działać jeśli...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie było już kwestii chcenia lub nie. Pożegnanie z wczorajszą kolacją. Źle mi jak sobie o tym myślę teraz nawet. Nie było szans ani sił. Wracam do śpiwora. Oprócz mnie został dwunastoletni, szlochający chłopiec (Boliwijski tata poszedł...), oraz około pięćdziesięcioletni Brazylijczyk. Tak sobie razem szlochamy i wzdychamy do świtu. &amp;nbsp;Rano bez żadnej poprawy. Powoli schodzę to niższego obozu, drzemka w oczekiwaniu na resztę. Szwajcarom się udało, nie było wyjątkowo ciężko. Mnie po drodze jeden Boliwijczyk pyta się czy jestem z Australii.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Dlaczego akurat z Australii?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Bo ci Australijczycy nigdy nie dają rady.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Słaby jak Australijczyk, ciekawe. Półtorej godziny hałasu na ból głowy (najpierw wertepy, później klaksony), rozstanie, hostel, prysznic, odpoczynek i powrót dobrego samopoczucia. Nowozelandczycy pojechali tego dnia (niedziela) rano do Cochabamby opiekować się bezdomnymi zwierzętami, ja poszedłem na, moim zdaniem, i tak zasłużone sushi. Wraca radość, smutki w niepamięć. Będę tęsknił za &amp;nbsp;titicaskim pstrągiem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nam dali koszulki, że zdobyliśmy Huayna Potosi zanim w ogóle samochód ruszył. No i ja teraz mam tę koszulkę w plecaku, co jakiś czas na nią patrzę i od razu mnie wszystko boli. Może będzie bardziej skuteczna niż film z góry z Argentyny.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-kszGi4hOteM/TiNyADboaPI/AAAAAAAAOY8/mQdZt9O13J8/s1600/IMG_3084.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/-kszGi4hOteM/TiNyADboaPI/AAAAAAAAOY8/mQdZt9O13J8/s400/IMG_3084.jpg" width="266" /&gt;&lt;/a&gt;Poniedziałek nowy tydzień, pora ruszać w drogę. Tym razem kupiłem bilet, żeby już nic mnie nie zatrzymało w La Paz. Po trzech godzinach dojeżdżamy do Copacabany nad jeziorem Titicaca. W autobusie poznaję dwie Nowozelandki i razem wynajmujemy pokój w hostelu Sonia. Copacabana to lekki szok. Na ulicach bardzo, BARDZO dużo turystów, coś czego już dawno nie widziałem. W Argentynie byłem wszędzie poza sezonem, w La Paz tłum gringo rozpływa się w jeszcze większym tłumie Boliwijczyków. W Europie zaczęły się wakacje, oprócz nieogolonych backpackersów w luźnych boliwijskich spodniach pojawiają się młodzi adepci sztuki podróżowania w spodniach z odczepianymi nogawkami i, jeszcze bardziej klasyczne rodziny z dziećmi na wczasach. Jeśli chodzi o te ostatnie, to głównie z Francji i USA, zastanawiam się czy to tylko moje doświadczenie, czy kryje się za tym jakaś reguła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jemy na targu, gdzie między łyżkami, a widelcami leżą niemowlęta zapracowanych kucharek. Siedzenie na krawężniku, na plaży, na wzgórzu. Łódka na wyspę słońca, miejsce narodzin bardzo ważnego boga Inków. Na łódce, oprócz typowego tłumu, Ishiro. Ishiro jest brazylijskim szamanem japońskiego pochodzenia. Podczas krótkiego rejsu wykazał się znajomością hiszpańskiego, portugalskiego, francuskiego, angielskiego i japońskiego ( z tym ostatnim mógł w sumie zmyślać, nie było komu zweryfikować). Przez ostatni miesiąc leczył ludzi w dżungli w Peru, na wyspę słońca przyjechał naładować się energetycznie. Dało się zauważyć po jego siatce z zakupami - trzy paczki czekoladek Toblerone i Pringelsy, wszystko zjedzone podczas rejsu. Gdy znudził się rozmową z nami wyciągnął swoją mini gitarę i się w sobie zamknął (to lokalny instrument, który ma swoją bardzo konkretną nazwę, ale jej akurat nie pamiętam).&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-YBbARfKqAmY/TiNyDW_xmBI/AAAAAAAAOZI/gItR46V974k/s1600/IMG_3100.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-YBbARfKqAmY/TiNyDW_xmBI/AAAAAAAAOZI/gItR46V974k/s640/IMG_3100.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wyspa, podobnie zresztą jak jezioro Titicaca, nie zawiodły. Zapamiętałem te okolice jako miejsce piękne i spokojne i takie właśnie było. Spaliśmy na północnej części wyspy (mniej rozwiniętej, polecam), w dzień przeszliśmy na południową i stamtąd łódką wróciłiśmy do Copacabany. Po drodze zatonął ciągnięty za nami kajak i było plumpen plumpen. Wszyscy w ciepłych kurtkach a jeden Polak maska, rurka, płetwy i pianka typu Karaiby... Grunt, to podtrzymywać legendę naszego kraju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;Wiekszość pobytu pokazują zdjęcia ( i jeden film), ale jedna anegdotka musi być. Wracając po zachodzie słońca nad Inkowskimi (?) ruinami natykamy się na ogródek pewnej pani. W tym ogródku, oprócz tradycyjnego osła i dwóch krów, święty kamień Inków. Ów kamień to jedna z ważniejszych archeologicznych pozostałości po Inkach na wyspie. O całej sytuacji opowiada właścicielka ogródka.&lt;br /&gt;W 1952 roku była reforma rolna i dziadek tej pani kupił od hiszpańskiego patrona ziemię. Hiszpański patron Inków miał w nosie, więc nie wiedział co ma w ogródku. A miał święty kamień, który zidentyfikowali archeolodzy podczas prac na wyspie. Muzeum kazało rodzinie w tej sytuacji wpuszczać wszystkich turystów do ogródka i pokazywać kamień ukryty między osłem a krową. I tak już jest od dziesięcioleci. Narratorka jest tymczasem chora na artretyzm. Na wyspie nie ma lekarza ani nawet apteki (to ostatnie akurat nieprawda, mała apteka jest na drugim końcu, w części południowej). Mama się z niej śmieje i wyszydza. Na wyspie słońca nie ma ludzi chorych i mama nie rozumie, czemu córka nie może pracować w polu. A córka cała powyginana nie może. Pracuje w sklepiku, jakoś to idzie, ale specjalnej nadziei na przyszłość nie ma. Za pieniądze z biletów kupowanych przez turystów każda rodzina w tej wiosce (zwanej przez nich społecznością) dostaje co roku 4000 Bolivianów (około 1700 PLN). Niezależnie, czy ma w ogródku ziemniaki czy święty kamień. Ziemi nie można sprzedać, a pieniędzy na inwestycję im akurat brakuje. Ale na całej wyspie zdecydowanie nie brakuje. W centrum wiosek północnej i południowej praktycznie nie ma budynku który nie byłby hostelem, restauracją albo sklepem. Wszystko się buduje i za kilka lat będzie z całą pewnością wyglądać zupełnie inaczej. Jeżeli ktoś będzie miał okazję to polecam jak najszybciej, to jeden z tych światów, które znikają szybko i bezpowrotnie.&lt;br /&gt;Tak skończyła się przygoda z Boliwią i zaczęła krótka (myślę) przygoda w Peru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Z27gJKxhA4I/TiNytPzPYkI/AAAAAAAAObI/ei4UW7Z9bdQ/s1600/IMG_3309.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-Z27gJKxhA4I/TiNytPzPYkI/AAAAAAAAObI/ei4UW7Z9bdQ/s640/IMG_3309.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;To go the toilet. Granica z Peru&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;A w Peru kulturowy szok. Jest szybki internet, są sklepy w których jest bardzo dużo towarów, są zamożni ludzie, są zachodnie ubrania. Nie mogę dojść do siebie. Wizyta w bądź co bądź nie aż tak rozwiniętym Peru przypomina, że Boliwia to naprawdę kraj trzeciego świata. Piękny, słodko-gorzki i czekający na kolejnych odkrywców. Polecam.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-NNMwQAXLqoc/TiNxn6xiXiI/AAAAAAAAOX4/0D0u4q_nubo/s1600/IMG_2994.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-NNMwQAXLqoc/TiNxn6xiXiI/AAAAAAAAOX4/0D0u4q_nubo/s640/IMG_2994.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Linki ze zdjęciami plus film:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1.&amp;nbsp;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/franekp/LaPazAndAround"&gt;La Paz i okolice&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;2.&amp;nbsp;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/franekp/Titicaca2011"&gt;Titicaca&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;3.&amp;nbsp;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/franekp/OneHourOnABenchInArequipa"&gt;Arequipa w Peru przejazdem w czerni i bieli.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://i.ytimg.com/vi/gkt7hrJUH5A/0.jpg" height="532" width="640"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/gkt7hrJUH5A?f=user_uploads&amp;c=google-webdrive-0&amp;app=youtube_gdata" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="640" height="532"  src="http://www.youtube.com/v/gkt7hrJUH5A?f=user_uploads&amp;c=google-webdrive-0&amp;app=youtube_gdata" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-0D9n0eJY3sQ/TiN9FMjUtLI/AAAAAAAAOcs/LI3eQvuYLrY/s1600/IMG_3369.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-0D9n0eJY3sQ/TiN9FMjUtLI/AAAAAAAAOcs/LI3eQvuYLrY/s640/IMG_3369.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Chłopcy Arequipowcy&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Jeśli o mnie chodzi to kierunek północ.&amp;nbsp;Za trzy godziny wsiadam w autokar z Limy do Trujilo.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-1011485639545844465?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/1011485639545844465/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=1011485639545844465' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/1011485639545844465'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/1011485639545844465'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/07/huayna-sushi-titicaca.html' title='Huayna Sushi Titicaca'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-40rfgwGAZqo/TiNxkhHwQgI/AAAAAAAAOXw/J0ExETihb_0/s72-c/IMG_0156.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-4498836963924469669</id><published>2011-07-06T03:13:00.001+02:00</published><updated>2011-11-10T00:15:17.568+01:00</updated><title type='text'>To i tamto przypadkiem w La Pazie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po rozmowie z Marta postanowiłem napisac o kilku niezbyt ważnych rzeczach. Po dwoch miesiącach podrozy w koncu udało mi sie nauczyć słowa &lt;i&gt;pañuelos&lt;/i&gt; czyli chusteczki do nosa. Dotychczas chodziłam do sklepu i prosiłem o takie cos co nie wiem jak sie nazywa i udawalem ze smarkam. Reakcje sprzedawców bywaly rożne, co bardziej wyrozumiali sugerowali aptekę. Teraz z duma chodzę po miescie i co rusz kupuje sobie chusteczki.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dzis byłem w Tiwanaku. Prastare i bardzo zrujnowane ruiny, najfajniejsza w całej wycieczce byla zdecydowanie droga. Lokalny busik, jedyny gringo i troche miłych rozmów. Pozytywnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do ruin miałem jechac z Federico. Niestety wczoraj wieczorem napomknal, ze nigdy nie pił wódki w shotach (nie bede tłumaczył mamo). Polowe nocy spędził w toalecie, a mi w ruinach towarzyszył&amp;nbsp; tylko siermiezny ból głowy. Fede spi do teraz (jest po 20). No ale trzeba bylo chlopakowi ułatwić poznawanie nowych kultur. Tego dnia przegraliśmy w bilarda z para lesbijek, z ktorych jedna byla gluchoniema. Mimo tej przypadlosci strasznie sie z nas śmiała. &amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Argentynczyk w toalecie mijał sie z Holenderka ktora spi pode mna i z Kanadyjka ktora nie &amp;nbsp;wiem gdzie spi. Jakis robak musiał byc w jedzeniu, wreszcie smak prawdziwej Boliwii w naszym hostelu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak to pisze to siedze w barze na przeciwko (pisze na telefonie, bo miewa polskie znaki). Jem tutejszy cordon blue czyli schabowego z kurczaka, ktory ma w środku coś na kształt salcesonu... Wczoraj tez tu jadłem, a posiłek popijalem Mate de coca (herbata z liści koki). Pani policzyla mnie za nia 5 boliwianow. Mowie ze drogo, ona ze cukier drogi, ja ze cukru nie uzylem. Jak dzis przyszedłem to syn powiedział, ze mama kazała mnie przeprosić, ze jak bez cukru to rzeczywiscie drogo i ze dzisiaj Mate za darmo. Maly gest a cieszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O argentynskim Big Macu jeszcze napisze, zdjecia wysle pewnie z Peru czyli za kilka dni. Mam chyba jedno ładne przyruinnych, boliwijskich owiec. Byl tez pan, ktory ciągnął krowę ktora nie chciała ani troche isc. W koncu sie poddał, przywiazal ja do słupa i dalej poszedł sam. Ich zdjecia za bardzo nie mam, bo bałem sie ze agresja wzgledem krowy mogłaby sie przenieść na fotografa.&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-g_nCs5uwVyI/ThoPhcBrzzI/AAAAAAAAOS4/IuXAXSw9pao/s1600/IMG_2811.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-g_nCs5uwVyI/ThoPhcBrzzI/AAAAAAAAOS4/IuXAXSw9pao/s640/IMG_2811.JPG" width="425" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;to co mialo byc najladniejsze, wyszlo nieostre :/&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;span style="color: #888888;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-4498836963924469669?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/4498836963924469669/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=4498836963924469669' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/4498836963924469669'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/4498836963924469669'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/07/to-i-tamto-przypadkiem-w-la-pazie.html' title='To i tamto przypadkiem w La Pazie'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-g_nCs5uwVyI/ThoPhcBrzzI/AAAAAAAAOS4/IuXAXSw9pao/s72-c/IMG_2811.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-1159042127055602988</id><published>2011-07-04T18:23:00.000+02:00</published><updated>2011-11-10T00:15:40.428+01:00</updated><title type='text'>Villazon - Uyuni - La Paz czyli kontrasty</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Villazon, czyli granica Argentynsko-Boliwijska to inna planeta. Juz strona argentynska przypomina bardziej Boliwie. Indianie, a nie biali imigranci, balagan, stare autobusy, tradycyjne stroje, handlowanie wszystkim. Przejscie mostem przez graniczna rzeke szybko jednak rozwiewa watpliwosci. W Boliwii jeszcze starsze samochody, jeszcze wiecej wszelkiej masci handlu (na topie jest papier toaletowy z Argentyny), balganu, dziurawych drog. Widzialem tez kobiete bez zbednych zahamowan zalatwiajaca sie na ulicy. Troche mimo wszystko tesknilem za ta&amp;nbsp;Boliwia, nie wyglada zeby zbyt duzo sie tutaj zmienilo od mojej ostatniej wizyty.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niestety w zamecie imigracyjnym i z lekkiej obawy o aparat nie zrobilem tam zdjec, wiec musicie mi wierzyc na slowo. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na dworcu autobusowym spotykam bardzo zmeczonych Nowozelandczykow, tych samych, z ktorymi mieszkalem w schronisku w Vallecitos. Maly kontynent&amp;nbsp;ta Ameryka Poludniowa.&amp;nbsp;Wsiadamy do pociagu. Bilet cztery razy drozszy niz w klasie najnizszej (czyli 50 pln za&amp;nbsp;dziewiec godzin podrozy w pierwszej klasie), a w nim sami obcokrajowcy (nie-Boliwijczycy). Jest para Nowozelandczykow, trzech Argentynczykow i Daniela z ktorymi przyjechalem z Tilcary, kilkoro Niemcow, ktorzy wzieli sobie urlop od pracy w jakiejs religijnej misjii, puzonista z Ameryki z zona i kilka innych osob. Wikszosc jedzie to Tupizy, zeby tam zaczac wycieczka po Salarze. Ja z Federico i dwoma pozostalymi Argentynczykami dalej, do Uyuni, wycieczki sa zbyt drogie (poza tym ja juz jedna taka odbylem). Rozstanie, pomahanie, dojazd o pierwszej w nocy, hostel, lozko. Rano spacer po miescie, zeby zorientowac sie co i jak. Kazdy mowi, ze samemu na Salar sie nie da i ze trzeba wziac wycieczka. Taka jednodniowa wycieczka kosztuje okolo 100 pln, co jak na tutejsze ceny jest szalenstwem. Tak latwo sie nie damy. Idziemy z Federico zjesc cos na miescie i tam pytamy o jakies mozliwosci transportowe. Jest loklany bus, ktory jedzie do granicy Salaru i mozemy nim pojechac. Powrot? Jakos to bedzie. &lt;a href="http://www.peron4.pl/spacerkiem-przez-salar-de-uyuni-film/"&gt;Kuba juz jakis czas temu&amp;nbsp;udowodnil, ze na tej pustyni mozna zlapac stopa&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-8ppCDkTvdtc/Tg-WTJfxyAI/AAAAAAAAOJU/w21PPSWUcLE/s1600/IMG_1988.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-8ppCDkTvdtc/Tg-WTJfxyAI/AAAAAAAAOJU/w21PPSWUcLE/s640/IMG_1988.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wsiadamy w autobus, ktory zatrzymal sie dokladnie przed nasza restauracji i za 5 Boliwianow (ok 2,50pln) dojezdzamy do pustyni. Pisze te wszystkie ceny, zeby pokazac, jak roznia sie tutaj ceny dla turystow od tych lokalnych. Na granicy zaczynamy spacer, ale po kilku minutach przejezdza samochod z ludzmi, ktorzy cos tu robia i proponuja nam podwiezienie do Hotelu z Soli.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-XYUB5Y9P7iQ/Tg-WYLEfxMI/AAAAAAAAOJg/v8uR-j12RK4/s1600/IMG_1998.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-XYUB5Y9P7iQ/Tg-WYLEfxMI/AAAAAAAAOJg/v8uR-j12RK4/s640/IMG_1998.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;To okolo piec kilometrow dalej w glab pustyni, samochodem zawsze szybciej niz na piechote. Na pace pickupa zimno, ale pieknie. Nic sie nie zmienilo, moim zdaniem to jedno z najbardziej niesamowitych miejsca na swiecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Pemet02KhFA/Tg-WjPNYlKI/AAAAAAAAOKE/3mi3jLdTd04/s1600/IMG_2108.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-Pemet02KhFA/Tg-WjPNYlKI/AAAAAAAAOKE/3mi3jLdTd04/s640/IMG_2108.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po&amp;nbsp;kilku godzinach na miejscu&amp;nbsp;zaczynamy spacer z powrotem. Po okolo godzinie, w delikatnej oddali widac jakis autokar. Federico zostawia mi plecak i kurtke i zaczyna biec. Nie biegnie zbyt szybko, bo 3600 metrow n.p.m. skutecznie ogranicza sprinterskie zapedy. Autobus go widzi i podjezdza po nas. Za kolejne&amp;nbsp;5 Boliwianow szczesliwi wracamy do Uyuni. Wycieczka pelen sukces.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-QS97t5XO91g/Tg-XD3fCdcI/AAAAAAAAOLo/F4eVz6TzoHw/s1600/IMG_2327.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-QS97t5XO91g/Tg-XD3fCdcI/AAAAAAAAOLo/F4eVz6TzoHw/s640/IMG_2327.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/franekp/Salar"&gt;&amp;nbsp;ZDJECIA Z SALARU&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Pollo con arroz i papas fritas, prysznic w baños publicos i nocny bus do La Paz. Tutaj zatrzymujemy sie w hostelu Wild Rover i wlasnie przy okazji tego hostelu, bedzie nieco gorzko. A moze nie tyle gorzko, co po prostu inaczej. Dotychczas bylo romantycznie i niezaleznie, teraz bardziej masowo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wild Rover to hostel jakich wiele w Ameryce Poludniowej. Duzy, zarzadzany przez ludzi z ´zachodu´ (w tym przypadku Irlandczykow) , wszystko dziala. Cieply prysznic, pralnia, bar, wygodne lozka, duze pokoje, niemniejszy telewizor. Kuchni nie ma, zeby przypadkiem komus do glowy nie przyszlo sobie samemu gotowac. Hostel jest nieco drozszy od wieksozsci pozostalych, ale jako ze jestesmy w Boliwii, drogi i tak nie jest. Lokatorzy to glownie Anglicy i Irlandczycy (z tego co zdarzylem sie zorientowac Australijczycy wola Loki, podobna instytucje tuz za rogiem). Wiele osob nie wychodzi stad przez kilka dni. Bar, imprezy, spanie, seks. Jest wszystko. Jedzenie trzy razy drozsze niz w loklanym barze po drugiej stronie ulicy, ale to nikogo nie powstrzymuje. Tak jest latwiej. Na miejscu dziala bardzo efektywne biuro podrozy sprzedajace wycieczki do przeroznych miejsc. O cenach nie wspominam. &lt;br /&gt;Jesli chodzi o mode, to Kamyki (klub Kamieniolomy w Warszawie mamo)&amp;nbsp;moga sie schowac przy hostelowych outfitach (strojach, ubraniach). Polowa ma czapeckzi z daszkiem (wspominalem juz, ze slonca nie ma?), modne jeansy, bluzy, koszulki. Malo kto ma modna kurtke, wiec w nich nie chodza, chociaz jest lodowato. Piwo w barze do sniadania, trawka na obiad i kokaina na wieczor. Jakby taki hostel w nocy przeniesc do zupelnie innego kraju to sporo gosci mogloby sie nie zorientowac.&amp;nbsp;Ludzie zostaja tu na dlugo, a jak juz trzeba wyjchac to moga zawsze ruszyc&amp;nbsp;do kolejnego miejsca tego typu, Wild Rover ma swoje placowki w Peruwianskich Cuzco i Arequipie. Podrozowac jest bosko.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-usTTRd24kFI/ThHoPr5Qq_I/AAAAAAAAONo/XUWOvO_kMHs/s1600/IMG_2376.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-usTTRd24kFI/ThHoPr5Qq_I/AAAAAAAAONo/XUWOvO_kMHs/s640/IMG_2376.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale zeby nie bylo, ja tez w tym hostelu spie (pierwsza koldra, a nie koc odkad wyjechalem z Sao Paulo), a wczoraj kupilem od nich wycieczke na damski wrestling (zapasy).&amp;nbsp;Przedziwne, i zazwyczaj bardzo zabawne wydarzenie. Walki sa bardzo widocznie udawane, nie&amp;nbsp;ma realnych ciosow,&amp;nbsp;musze jednak przyznac, ze jak jeden zapasnik udawal ze bije glowa drugiej&amp;nbsp;zapasniczki&amp;nbsp;w sciane, to nie czulem sie komfortowo. Roznice kulturowe.&lt;br /&gt;Gora Huayna Potosi cala w sniegu i niebezpieczna, a w boliwijskij dzungli podobno zimno (rozmawialem z dziewczyna, ktore z niej dzis rano wrocila). Przyznaje, nie wiedzialem, ze w dzungli moze byc zimno. W tej sytuacji w ciagu kilku dni ruszam nad jezioro Titicaca, a pozniej do Limy i dalej na Polnoc. Wolaja Ekwador i Kolumbia, kraje, w ktorych jeszcze nigdy z Pablem nie bylismy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdjecia z wrestlingu i La Paz za jakis czas, problemy techniczne jak zwykle&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-1159042127055602988?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/1159042127055602988/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=1159042127055602988' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/1159042127055602988'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/1159042127055602988'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/07/villazon-uyuni-la-paz-czyli-kontrasty.html' title='Villazon - Uyuni - La Paz czyli kontrasty'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-8ppCDkTvdtc/Tg-WTJfxyAI/AAAAAAAAOJU/w21PPSWUcLE/s72-c/IMG_1988.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-6224161583905385794</id><published>2011-07-03T00:20:00.002+02:00</published><updated>2011-11-10T00:18:45.459+01:00</updated><title type='text'>Cordoba-Villazon na szybkosci</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jestem w Boliwijskim La Paz. 3650 metrow nad poziomem morza. Deszcz ze sniegiem i ogolnie malo wakacyjnie. Teraz jest poniekad pora sucha, ale chyba komus sie cos pomylilo. Podobno przyszedl Nino i dlatego. Moj pomysl wspiecia sie na szesciotysiecznik Huayna Potosi sie oddala, ale jeszcze zobaczymy. Na razie lapie oddech po bardzo intensywnym tygodniu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W poprzednia niedziele mialem isc do Nidii. Naprawde chcialem. Najpierw nie moglem znalezc kwiatkow, potem dowiedzialem sie, ze nastepny autobus  odjezdza za godzine. Kierunek; centrum handlowe. Kupic kwiatki i zabić czas. W owym centrum, wokół jednej restauracji z telewizorem pełno ludzi. Cos  krzyczą, cieszą sie, martwią. Widać ważny mecz. Jem Big Maca (anegdota o  argentynskim big macu innym wpisem), kwiatkow nie ma. Wychodze. Przed  centrum pełno policji. Większość "standardowa", ale niektórzy z poważnymi  strzelbami, psami, helmami... Na szczęście policyjne twarze usmiechniete, wiec strachu nie ma.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- O co chodzi?&lt;br /&gt;- Mecz sie kończy&lt;br /&gt;- Ale tutaj?&lt;br /&gt;- Nie, w Buenos Aires.&lt;br /&gt;- No i tu bedzie awantura?&lt;br /&gt;- Raczej nie, wygrywamy. Ale bedzie duzo ludzi.&lt;br /&gt;Sędzia w BA najwyrazniej zagwizdal, bo cała Cordoba wychodzi na ulice.  Śpiew, tańce, muzyka, petardy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Grało tutejsze Belgrano z  tamtejszym River Plate. Tu awans do pierwszej ligii, tam spadek do  drugiej. Ciesze sie, ze ten dzien zastał mnie w Cordobie.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-eCys9XaXn8E/Tg-Tll1H3PI/AAAAAAAAOFM/TbACUl9P4Wg/s1600/IMG_1274.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-eCys9XaXn8E/Tg-Tll1H3PI/AAAAAAAAOFM/TbACUl9P4Wg/s640/IMG_1274.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Robie zdjecia, wracam do hostelu, pakuje sie, żegnam ze wszystkim i jade  na dworzec autobusowy (jade a nie ide, bo ostatnio jak poszedlem, to sie przeliczylem i spoznilem. Bus czekal, tylko dlatego, ze jedna pasazerke okradli na dworcu). Troche mi smutno, to szybkie zamienianie sie w  rodzine dziala w obie strony niestety. Rozstania nie są łatwe.&lt;br /&gt;W autokarze siedze na pierwszym piętrze w przednim rzędzie- moje  ulubione miejsce z widokiem na drogę i okolice. Lepsze niz telewizja.&lt;br /&gt;Rano dojezdzam do Salty. Na dworcu zaczepiaja mnie jeden chłopak i  sugeruje żebym zatrzymał sie w pewnym hostelu. To ten sam, w ktorym i tak  miałem zostac wiec bomba. On zarabia, a ja mam taksówkę za darmo. W  hostelu prysznic, szybki (choc wolny) internet i w miasto. Plac, kościół, katedra,  pies, ławka, sklep, milanesa z frytkami. Wsiadam w kolejkę linowa i wjezdzam na niezbyt  wysoki szczyt świętego Bernarda. Stamtad Salta wyglada najlepiej.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-xiCBvBtfUhE/Tg-UWSeQf-I/AAAAAAAAOHY/H1GMyzsEz3Y/s1600/IMG_1472.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-xiCBvBtfUhE/Tg-UWSeQf-I/AAAAAAAAOHY/H1GMyzsEz3Y/s640/IMG_1472.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-mG46H6W2_xw/Tg-UYhJfVvI/AAAAAAAAOHc/Ie4cZHuFuA0/s1600/IMG_1480.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;W  szczytowej kafejce z widokiem odpalam audiobooka "Moskwa Pietuszki". No i  zaczyna sie. Przez dwie godziny zamawiam kolejne ciepłe napoje i co  rusz wybucham smiechem. Ludzie patrza jak na wariata, ale  nic. Dopiero zimno zmobilizowalo mnie do zejścia na dół. Bylem przy tym najweselsza osoba na szlaku, poniewaz w sluchawkach opowiesc jak jedna pani stracila przednie zeby przez Puszkina. Audiobooka  gorąco polecam, genialnie przeczytane i świetna ksiazka (dziwna  kolejność, wiem, ale lektor wybitny).&lt;br /&gt;Noc łóżko dzien. Ide wysłać laptopa do Moniki do Sao Paulo. Drogo jak  diabli, zwłaszcza ubezpieczenie. Najlepiej by chyba bylo jakby im wpadł  do wody i dali mi odszkodowanie. Trzymam kciuki.&lt;br /&gt;Po DHL Muzeum. To moj główny powód przyjazdu do Salty, a&amp;nbsp; nie sądziłem, ze kiedys pojadę do jakiegos miasta zeby oglądać muzeum...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Maam, czyli muzeum archeologii wysokogorskiej w Salcie to miejsce pobytu  trójki zamarznietych dzieci z andyjskich gór. Znalazieono je płytko pod  ziemia na wysokości ponad 6700 metrow. Spedzily tam kilka stuleci. Filmy  z wykopaliska, zdjecia i historia zrobiły na mnie wrazenie. 6700 metrow  to bardzo wysoko . Ja sie tam z łopatą i młotkiem nie widze, a na filnie widzialem innych dokladnie z tymi urzadzeniami. Dzieci  zostawiono tam, zeby ugadaly przodków, pochodzily z arystokratycznych rodów. Nie  zabijano ich, tylko upa(i)jano kukurydzianym piwem do snu i pozostawiano na szczycie. Według  Inkow te dzieci nie umieraly,&amp;nbsp; tylko mieszkały na szczycie razem z wspomnianymi przodkami. Czego jak czego,  ale wyobraźni Inkom nie mozna odmowic. W muzeum nie mozna robic zdjec, nie buntowalem sie. Wiecej o nim informacji &lt;a href="http://maam.culturasalta.gov.ar/index.php?lang=english"&gt;tutaj&lt;/a&gt; (ang).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wracam do hostelu i mowie ze jadę do  Jujuy (czyt. Chuhuj).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Jujuy? Ale tam jest brzydko. Lepiej jechac do Tilcary, to blizej Boliwii  i znacznie ładniej. Piekna okolica doliny Humahuaca...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O 20 dojezdzam do  Tilcary. Przy walizkach jedna Niemka pyta czy wiem gdzie śpię? Nie wiem,  kilka godzin temu nie wiedziałem, ze tu bede. To spisz tutaj. No i śpię.  31 Daniela pracuje jako nauczycielka jezyka niemieckiego w Buenos Aires (w niemczech uczy wloskiego i francuskiego).  Mowi swietnie po hiszpańsku (co jest wsród tutejszych podróżników  prawdziwa rzadkością) i szybko nawiązuje kontakty. Poszedłem po prysznic,  wracam a ona juz zna wszystkich i zorganizowała nam zaproszenie na  kolacje. Sami agentynczycy i para kolumbijczykow. To byl dosc długi  prysznic, ale bez przesady, ja bym tego nie osiagnal.&amp;nbsp; Nastepnego dnia wspólna (ze wzystkimi z kolacji) wycieczka do  pobliskich jaskin.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-1eYCftHsgCk/Tg-UwKY-o4I/AAAAAAAAOIU/1LjKhDNA3PM/s1600/IMG_1588.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-1eYCftHsgCk/Tg-UwKY-o4I/AAAAAAAAOIU/1LjKhDNA3PM/s640/IMG_1588.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po jaskiniach,lokalnym busem do Pumamarci. Chcielismy zobaczyc slynny szczyt  siedmiu kolorów. Dotarliśmy zbyt pozno i zobaczyliśmy skałe w  siedmiu odcieniach szarości. I tak bylo fajnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-vXH4NydH4W8/Tg-U7-NYzbI/AAAAAAAAOIw/iF_IU7WpddI/s1600/IMG_1675.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-vXH4NydH4W8/Tg-U7-NYzbI/AAAAAAAAOIw/iF_IU7WpddI/s640/IMG_1675.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po drodze Daniela pyta  jakichś argentynczykow kiedy odjezdza nastepny bus do Tilcary. Po dziesieciu  minutach wiemy juz wszystkim nich, po kolejnych dziesieciu oni o nas. W koncu  jeden z Argentynczykow pogania nas na dworzec. "To bedzie pierwsza  Niemka jaka znam, ktora spozni sie na autobus"-powiedział.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wieczorem impreza z akcentem slubnym, dziwna historia, ale tez wieczor bardzo mily. Rano z Daniela i trojka argentynczykow ruszamy busem do Villazon. Granicy z Boliwia. Znow miejsca z numerem 1 i 2, tj panoramiczne. Duzo osob pokonuje te droge w nocy, nieswiadomi tego co traca. Krajobraz doliny Humuhuaca to moim zdaniem jedno z najladniejszych miejsc na swiecie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/franekp/NorthernArgentina"&gt; ZDJECIA&lt;/a&gt; z minionego tygodnia. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na dzis tyle, jutro lub pojutrze dopisze co bylo/jest dalej.&amp;nbsp;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/franekp/NorthernArgentina"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-qGrPfuBNjS8/Tg-VBEHn0kI/AAAAAAAAOJE/Uwtiza2OJKY/s1600/IMG_1970.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-qGrPfuBNjS8/Tg-VBEHn0kI/AAAAAAAAOJE/Uwtiza2OJKY/s640/IMG_1970.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;ps. Z cyklu uwagi praktyczne. Ostatniego dnia w Argentynie dowiedzialem sie, ze sa busy ktore nie uzywaja dworcow. To duze, normalne i bezpieczne maszyny, a dzieki innym przystankom kosztuja znacznie mniej. Rychlo w czas :/ moze komus innemu sie ta wiedza przyda. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-6224161583905385794?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/6224161583905385794/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=6224161583905385794' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/6224161583905385794'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/6224161583905385794'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/07/cordoba-villazon-na-szybkosci.html' title='Cordoba-Villazon na szybkosci'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-eCys9XaXn8E/Tg-Tll1H3PI/AAAAAAAAOFM/TbACUl9P4Wg/s72-c/IMG_1274.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-97186568499976877</id><published>2011-06-25T21:08:00.002+02:00</published><updated>2011-11-10T00:16:39.725+01:00</updated><title type='text'>Nicnierobienie w Cordobie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;B&lt;/span&gt;ę&lt;span class="Apple-style-span"&gt;dzie&amp;nbsp;dość&amp;nbsp;długi&amp;nbsp;wpis na&amp;nbsp;niedziele,&amp;nbsp;zdjęcia&amp;nbsp;dodam tu za kilka dni, nie mam ich zbyt wiele&amp;nbsp;zresztą.&amp;nbsp;Justyna&amp;nbsp;powiedziała, mi przed wyjazdem,&amp;nbsp;&lt;/span&gt;ż&lt;span class="Apple-style-span"&gt;e lubi&amp;nbsp;długie&amp;nbsp;wpisy i ze czasem powinny&amp;nbsp;być. Wiec jest, przepraszam tych&amp;nbsp;którzy&amp;nbsp;lubią&amp;nbsp;krotko i szybko.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziura w&amp;nbsp;głowie&amp;nbsp;się&amp;nbsp;zmniejsza, dziury w&amp;nbsp;zębach&amp;nbsp;zalatane (l z kreseczka,&amp;nbsp;choć&amp;nbsp;bez tez ma&amp;nbsp;swój&amp;nbsp;urok). Nie boli,&amp;nbsp;można&amp;nbsp;jechać&amp;nbsp;do Boliwii.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Doktor Jarovsky&amp;nbsp;miał, jak to bywa,&amp;nbsp;dwóch&amp;nbsp;dziadków. Jeden byl z Rosji, drugi w Pszczyny.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt; Ten z Pszczyny umarl bardzo niedawno, na nazwisko mial Eindzweig, tj. "raz dwa". W Pszczynie jego rodzina&amp;nbsp;miała&amp;nbsp;tartak, byli bogaci, zatrudniali&amp;nbsp;dużo&amp;nbsp;ludzi z miasteczka.&amp;nbsp;Przyszedł&amp;nbsp;Hitler, rodzina z dwudziestoletnim dziadkiem doktora&amp;nbsp;postanowiła&amp;nbsp;uciekać.&amp;nbsp;Zostawili wszystko i wyjechali.&amp;nbsp;Większość&amp;nbsp;wylądowała&amp;nbsp;w Argentynie, jeden z&amp;nbsp;ośmiu&amp;nbsp;braci dziadka w Ameryce. W Polsce&amp;nbsp;została&amp;nbsp;jedyna siostra, nie&amp;nbsp;przeżyła&amp;nbsp;wojny.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy doktor mial 24 lata to&amp;nbsp;wyjechał&amp;nbsp;w&amp;nbsp;podróż&amp;nbsp;do Izraela i Europy.&amp;nbsp;Spędził&amp;nbsp;tam kilka&amp;nbsp;miesięcy,&amp;nbsp;widział&amp;nbsp;Paryż&amp;nbsp;(uwielbia go), Rzym, Wenecje i Ateny. Do Polski nigdy nie&amp;nbsp;pojechał. Doktor Jarovsky lubi&amp;nbsp;podróżować, ale nie jest&amp;nbsp;łatwo, rzadko ma okazje.&amp;nbsp;Dzień&amp;nbsp;po mojej wizycie&amp;nbsp;wyjechał&amp;nbsp;do Nowego Jorku, do potomka wspomnianego brata dziadka. Nie&amp;nbsp;mógł&amp;nbsp;się&amp;nbsp;doczekać, to jego pierwsza&amp;nbsp;podroż&amp;nbsp;tam.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;Doktor Jarowsky&amp;nbsp;powiedział,&amp;nbsp;ż&lt;span class="Apple-style-span"&gt;e&lt;/span&gt;&amp;nbsp;dziadek mial&amp;nbsp;złe&amp;nbsp;wspomnienia z Polski i&amp;nbsp;uważał,&amp;nbsp;ż&lt;span class="Apple-style-span"&gt;e&lt;/span&gt;&amp;nbsp;jestesmy antysemitami. &amp;nbsp;Spytal mnie, czy to prawda. To nie jest&amp;nbsp;łatwe&amp;nbsp;pytanie zadane w komfortowych warunkach, a co dopiero po&amp;nbsp;hiszpańsku, na fotelu dentystycznym z wacikami i zasysakiem w buzi.&amp;nbsp;Wydukałem, ze teraz to jest dziwna sytuacja, bo w sumie prawie nie ma&amp;nbsp;Żydów&amp;nbsp;w Polsce, a antysemici&amp;nbsp;są&amp;nbsp;i trudno mi to&amp;nbsp;zrozumieć. Ale wtedy,&amp;nbsp;mówię, to &amp;nbsp;chodziło&amp;nbsp;przede wszystkim o to,&amp;nbsp;&lt;/span&gt;ż&lt;span class="Apple-style-span"&gt;e&lt;/span&gt;&amp;nbsp;rodzina dziadka byla bogata a inni biedni. Polskich&amp;nbsp;właścicieli&amp;nbsp;tartaku tez by pewnie specjalnie nie lubili. Za to, jak przyszla wojna, to w&amp;nbsp;większości&amp;nbsp;wyszły&amp;nbsp;na jaw raczej te lepsze cechy, czego owocem sa drzewa w Yad Vashem i&amp;nbsp;ilość&amp;nbsp;uratowanych ludzi.&amp;nbsp;Nie wiem, czy&amp;nbsp;przekonałem&amp;nbsp;doktora.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W Cordobie nieco&amp;nbsp;zaległem. Co&amp;nbsp;więcej, nie zwiedzam zbyt&amp;nbsp;dużo.&amp;nbsp;Chodzę&amp;nbsp;na lody, rozmawiam z kilkoma osobami&amp;nbsp;które&amp;nbsp;są&amp;nbsp;w hostelu, sprawdzam ile prawdy jest w&amp;nbsp;opowieściach&amp;nbsp;o niesamowitym&amp;nbsp;życiu&amp;nbsp;nocnym Cordoby (wychodzi, ze&amp;nbsp;dużo). Dla&amp;nbsp;równowagi&amp;nbsp;w dzien&amp;nbsp;zwiedziłem&amp;nbsp;Dom Pamieci, w dawnej&amp;nbsp;placówce&amp;nbsp;policji D2, odpowiedzialnej za zamordowanie&amp;nbsp;tysięcy&amp;nbsp;Cordobianczykow w latach siedemdziesiatych (tzw. desaparecidos, zaginieni).&amp;nbsp;Podróżowanie&amp;nbsp;niejedna ma twarz.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-YnBmfWgLLak/Tg-SzNvmb4I/AAAAAAAAODU/ZLSG8ZHDMCQ/s1600/IMG_1057.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-YnBmfWgLLak/Tg-SzNvmb4I/AAAAAAAAODU/ZLSG8ZHDMCQ/s640/IMG_1057.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W hostelu&amp;nbsp;spotkałem&amp;nbsp;kilka&amp;nbsp;osób,&amp;nbsp;które&amp;nbsp;podróżują&amp;nbsp;już&amp;nbsp;bardzo&amp;nbsp;długo&amp;nbsp;(aktualna&amp;nbsp;średnia&amp;nbsp;tutaj to ok osiem&amp;nbsp;miesięcy). Lubie&amp;nbsp;przebywać&amp;nbsp;z takimi&amp;nbsp;ludźmi. Są&amp;nbsp;inni&amp;nbsp;niż&amp;nbsp;ci,&amp;nbsp;którzy&amp;nbsp;przyjeżdżają&amp;nbsp;na krotko, lub dopiero&amp;nbsp;zaczynają&amp;nbsp;swoje&amp;nbsp;podróże. Są&amp;nbsp;prawdziwi. Jak&amp;nbsp;ktoś&amp;nbsp;zaczyna, to ma&amp;nbsp;ideały, szalone&amp;nbsp;pomysły, wizje, plany. Cos jak postanowienia noworoczne. Jak&amp;nbsp;ktoś&amp;nbsp;podróżuje&amp;nbsp;wystarczająco&amp;nbsp;długo&amp;nbsp;jest po prostu&amp;nbsp;sobą. Nie ma&amp;nbsp;siły&amp;nbsp;ani motywacji&amp;nbsp;żeby&amp;nbsp;udawać&amp;nbsp;kogoś&amp;nbsp;kim nie jest,&amp;nbsp;oszukiwać&amp;nbsp;siebie tudziez innych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-jpUsW_-d0N0/Tg-TNVCjfaI/AAAAAAAAOEM/lmQSbsvuBaA/s1600/IMG_1139.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-jpUsW_-d0N0/Tg-TNVCjfaI/AAAAAAAAOEM/lmQSbsvuBaA/s640/IMG_1139.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Dla&amp;nbsp;dwóch&amp;nbsp;Irlandczykow&amp;nbsp;sprowadzało&amp;nbsp;sie to do podrywania dziewczyn&amp;nbsp;każdego&amp;nbsp;dnia. Dla Niemca do biegania w parku codziennie rano i gotowania dobrych&amp;nbsp;obiadów. Nikt specjalnie nie zwiedza muzeow, jestem chyba jedynym lokatorem&amp;nbsp;który&amp;nbsp;odwiedził&amp;nbsp;tutejsza&amp;nbsp;katedrę. Trzech innych irlandczykow postanowilo&amp;nbsp;spróbować w&amp;nbsp;środę&amp;nbsp;wspinaczki&amp;nbsp;skałkowej&amp;nbsp;w okolicy. Pojechali o&amp;nbsp;siódmej&amp;nbsp;rano w&amp;nbsp;góry, spadl&amp;nbsp;śnieg&amp;nbsp;i bylo lodowato. Nikt&amp;nbsp;więcej&amp;nbsp;nie&amp;nbsp;szalał&amp;nbsp;z wycieczkami.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dla mnie najciekawszy jest Sean.&amp;nbsp;Poznałem&amp;nbsp;go o 8 rano w ostatnia niedziele, kiedy&amp;nbsp;wszedłem&amp;nbsp;do &amp;nbsp;pokoju po nocy w autokarze z Mendozy.&amp;nbsp;Obudziłem&amp;nbsp;sie o 13, Shaun dopiero po 16. Wysoki, raczej przystojny, Australijczyk. Po przebudzeniu&amp;nbsp;skręca&amp;nbsp;jointa i idzie&amp;nbsp;palić&amp;nbsp;do&amp;nbsp;garażu. Codziennie (w regulaminie hostelu jest napisane "Bob Marley stuff only in the garage").&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sean&amp;nbsp;spędził&amp;nbsp;trzy&amp;nbsp;miesiące&amp;nbsp;imprezując&amp;nbsp;w Brazylii, a od&amp;nbsp;miesiąca&amp;nbsp;jest w Argentynie.&amp;nbsp;Ciągle&amp;nbsp;się&amp;nbsp;uśmiecha, jest bardzo otwarty i sympatyczny, pozytywnie nastawiony do&amp;nbsp;każdego. Typowy Australiczyk. Ale nie ma ludzi typowych.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-XNL0PatJNkg/Tg-UQYyJI7I/AAAAAAAAOHI/MxVV9L0q1Rw/s1600/IMG_1453.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="265" src="http://4.bp.blogspot.com/-XNL0PatJNkg/Tg-UQYyJI7I/AAAAAAAAOHI/MxVV9L0q1Rw/s400/IMG_1453.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Seana powoli poznaje lepiej. Ma 31 lat, pracuje jako zawodowy nurek, ostatnio przy budowie portu w malej&amp;nbsp;górniczej&amp;nbsp;miejscowości&amp;nbsp;na&amp;nbsp;południowym&amp;nbsp;wybrzeżu&amp;nbsp;Australii.&amp;nbsp;Chińczycy&amp;nbsp;potrzebują&amp;nbsp;teraz&amp;nbsp;dużo&amp;nbsp;żelaza, wiec&amp;nbsp;budują&amp;nbsp;na&amp;nbsp;potęgę, a Sean zarabia&amp;nbsp;dużo&amp;nbsp;pieniędzy. Ostatnie&amp;nbsp;pół&amp;nbsp;roku&amp;nbsp;spędził&amp;nbsp;jako nadzorca&amp;nbsp;nurkowań&amp;nbsp;saturowanych. To takie nurkowania, w&amp;nbsp;których&amp;nbsp;kilku&amp;nbsp;facetów&amp;nbsp;zamyka sie w zbyt malej kapsule na&amp;nbsp;parę&amp;nbsp;tygodni, a owa&amp;nbsp;kapsuła&amp;nbsp;jest&amp;nbsp;umieszczona&amp;nbsp;na pewnej&amp;nbsp;głębokości.&amp;nbsp;Ciężki&amp;nbsp;temat. Sean siedzi na gorze i rozmawia z nimi przez ten czas.&amp;nbsp;Duży&amp;nbsp;awans,&amp;nbsp;wcześniej&amp;nbsp;sam&amp;nbsp;był&amp;nbsp;pod woda.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mieszka z kolegami w ich domu, ma&amp;nbsp;samochód,&amp;nbsp;żadnych&amp;nbsp;długów&amp;nbsp;i sporo&amp;nbsp;oszczędności. Nie ma kobiety. Rodzice rozwiedli&amp;nbsp;się&amp;nbsp;gdy&amp;nbsp;był&amp;nbsp;mały,&amp;nbsp;wychowała&amp;nbsp;go mama. Jest jego dobra&amp;nbsp;przyjaciółką,&amp;nbsp;może&amp;nbsp;jej&amp;nbsp;powiedzieć&amp;nbsp;o wszystkim, co zreszta&amp;nbsp;często&amp;nbsp;robi. Siostra&amp;nbsp;kiedyś&amp;nbsp;zabrała&amp;nbsp;mamę&amp;nbsp;w&amp;nbsp;podróż&amp;nbsp;do europy, w&amp;nbsp;Hiszpanii&amp;nbsp;razem&amp;nbsp;podrywały&amp;nbsp;chłopaków&amp;nbsp;w dyskotece. To&amp;nbsp;się&amp;nbsp;Seanowi akurat tak bardzo nie&amp;nbsp;podobało.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;Za zarobione&amp;nbsp;pieniądze&amp;nbsp;nurek&amp;nbsp;podróżuje. Byl w Europie i Azji, teraz wyruszyl na okolo rok w podroz po obu Amerykach. Ta&amp;nbsp;wyprawa&amp;nbsp;jest nieco inna. Kilka&amp;nbsp;miesięcy&amp;nbsp;temu w pracy&amp;nbsp;ugryzł&amp;nbsp;go komar. Komar byl chory na wirusa znad rzeki Ross (nie jestem pewien pisowni, cos jak Dengue). Dla Seana kilka&amp;nbsp;miesięcy&amp;nbsp;wyjętych&amp;nbsp;z&amp;nbsp;życiorysu.&amp;nbsp; Musial&amp;nbsp;zostawić&amp;nbsp;prace nieco&amp;nbsp;wcześniej&amp;nbsp;niż&amp;nbsp;planował. Teraz ma&amp;nbsp;częste&amp;nbsp;bóle&amp;nbsp;glowy, bywa&amp;nbsp;osłabiony&amp;nbsp; apatyczny. Styl&amp;nbsp;życia, o&amp;nbsp;który&amp;nbsp;go&amp;nbsp;posądzałem&amp;nbsp;okazał&amp;nbsp;się&amp;nbsp;być&amp;nbsp;chorob&lt;/span&gt;ą&lt;span class="Apple-style-span"&gt;. Do&amp;nbsp;końca&amp;nbsp;życia&amp;nbsp;nie&amp;nbsp;może&amp;nbsp;oddawać&amp;nbsp;krwi itp, wirus nigdzie&amp;nbsp;się&amp;nbsp;nie wybiera. Ale do pracy&amp;nbsp;będzie&amp;nbsp;mógł&amp;nbsp;wrócić, potrzebuje tylko&amp;nbsp;trochę&amp;nbsp;czasu. Sean postanowil&amp;nbsp;zostać&amp;nbsp;w Cordobie na&amp;nbsp;około&amp;nbsp;miesiąc, codziennie bierze (?) lekcje&amp;nbsp;hiszpańskiego.&amp;nbsp;Widziałem&amp;nbsp;jego&amp;nbsp;nauczycielkę,&amp;nbsp;myślę, ze&amp;nbsp;może&amp;nbsp;zostać&amp;nbsp;tutaj&amp;nbsp;dłużej&amp;nbsp;niż&amp;nbsp;miesiąc...&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;Powiedział&amp;nbsp;mi, ze nie widzi sensu w&amp;nbsp;podróżowaniu,&amp;nbsp;jeśli&amp;nbsp;nie&amp;nbsp;może&amp;nbsp;dogadać&amp;nbsp;się&amp;nbsp;z&amp;nbsp;ludźmi.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-8ZL9Q6qy4Tg/Tg-UR8z-y0I/AAAAAAAAOHM/hC-ihbEAH10/s1600/IMG_1459.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://1.bp.blogspot.com/-8ZL9Q6qy4Tg/Tg-UR8z-y0I/AAAAAAAAOHM/hC-ihbEAH10/s400/IMG_1459.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Nauczycielka Seana w trakcie lekcji&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Kiedy to pisze, Sean&amp;nbsp;przyniósł&amp;nbsp;mi kawe i siedzy obok ze swoim iPhonem. Szuka w internecie dobrego studia&amp;nbsp;tatuażu&amp;nbsp;w okolicy.&amp;nbsp;Ma juz dwa,&amp;nbsp;ciężko&amp;nbsp;mu je&amp;nbsp;robić&amp;nbsp;kiedy jest w pracy, a teraz ma czas.&amp;nbsp;Miedzy nami siedzi dziewczyna,&amp;nbsp;która&amp;nbsp;pracuje w hostelu. Rysuje owoce na tablicy, na ktorej wczesniej&amp;nbsp;napisała, ze&amp;nbsp;dziś&amp;nbsp;wieczorem grill. W pokoju&amp;nbsp;śpi&amp;nbsp;zmęczony&amp;nbsp;Włoch, Niemiec poszedl pod prysznic po bieganiu. Nie przestaje zadziwiac jak w tydzien obcy ludzie&amp;nbsp;potrafią&amp;nbsp;zamienić&amp;nbsp;się&amp;nbsp;w&amp;nbsp;małą, kolorowa&amp;nbsp;rodzinę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-T6GycsPtVXk/TgYuivA0DiI/AAAAAAAAN_U/pwTAHu04-eg/s1600/263985_10150226554397657_506827656_7415322_1911892_n.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://1.bp.blogspot.com/-T6GycsPtVXk/TgYuivA0DiI/AAAAAAAAN_U/pwTAHu04-eg/s640/263985_10150226554397657_506827656_7415322_1911892_n.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Nieco&amp;nbsp;później, przy komputerze&amp;nbsp;Włoch. Sean poszedł&amp;nbsp;na zakupy, szuka curry i kokosowego mleka. Mam nadzieje ze znajdzie, bo&amp;nbsp;zaoferował&amp;nbsp;obiad&amp;nbsp;również&amp;nbsp;dla&amp;nbsp;mnie.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/goog_1760495685"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/franekp/NorthernArgentina"&gt;Zdjecia z polnocnej Argentyny&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-97186568499976877?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/97186568499976877/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=97186568499976877' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/97186568499976877'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/97186568499976877'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/06/nicnierobienie-w-cordobie.html' title='Nicnierobienie w Cordobie'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-YnBmfWgLLak/Tg-SzNvmb4I/AAAAAAAAODU/ZLSG8ZHDMCQ/s72-c/IMG_1057.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total><georss:featurename>Córdoba, Argentyna</georss:featurename><georss:point>-31.3989296 -64.18212890000001</georss:point><georss:box>-67.1820596 -123.94775390000001 4.384200400000001 -4.416503900000009</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-8452429567522133668</id><published>2011-06-21T19:23:00.000+02:00</published><updated>2011-11-10T00:17:12.546+01:00</updated><title type='text'>Szukanie dziury w calym</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jestem w Cordobie od niedzieli. Nie&amp;nbsp;widziałem&amp;nbsp;ani jednego miejsca,&amp;nbsp;które&amp;nbsp;powinno&amp;nbsp;interesować&amp;nbsp;turyste.&amp;nbsp;Widziałem&amp;nbsp;za to dom pani Nidii Aguero (tylko od&amp;nbsp;zewnątrz), dwa&amp;nbsp;duże&amp;nbsp;centra handlowe, a w nich kilka&amp;nbsp;sklepów&amp;nbsp;komputerowych, klub reagge, szpital, dwie apteki,&amp;nbsp;dentystę&amp;nbsp;i tym podobne.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zaczyna sie w hostelu Tango. Prowadzi go&amp;nbsp;dwóch&amp;nbsp;braci,&amp;nbsp;Kolumbijczyków. Ich mama, kiedy byli nastolatkami,&amp;nbsp;zakochała&amp;nbsp;sie w&amp;nbsp;Argentyńczyku&amp;nbsp;i&amp;nbsp;przeprowadziła&amp;nbsp;tutaj wraz z trzema synami. Jeden jest&amp;nbsp;mały,&amp;nbsp;dwóch&amp;nbsp;prowadzi hostel. Z tych&amp;nbsp;dwóch, jeden jest teraz w Szwajcari ze swoja dziewczyna z Portugali. Duzo zawilosci.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na&amp;nbsp;straży&amp;nbsp;hostelu zostal Javier,&amp;nbsp;który&amp;nbsp;oprocz robienia wszystkiego, uczy sie do egzaminu z historii prawa&amp;nbsp;argentyńskiego. Chwila prawdy dzisiaj o 18.30.&amp;nbsp;Cały&amp;nbsp;hostel trzyma kciuki i&amp;nbsp;sprząta&amp;nbsp;po sobie,&amp;nbsp;żeby&amp;nbsp;Kolumbijczyk&amp;nbsp;mógł&amp;nbsp;się&amp;nbsp;uczyć...&lt;/div&gt;Dziewczyny, Javier&amp;nbsp;mówi&amp;nbsp;ze Polki&amp;nbsp;są&amp;nbsp;najładniejsze&amp;nbsp;na&amp;nbsp;świecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niedzielny&amp;nbsp;dzień&amp;nbsp;upłynął&amp;nbsp;pod znakiem komputera.&amp;nbsp;Znalazłem&amp;nbsp;centrum naprawcze, ale tego dnia jak na&amp;nbsp;złość&amp;nbsp;ostatecznie&amp;nbsp;popsuła&amp;nbsp;się&amp;nbsp;ładowarka. Duzo technicznych problemow, w&amp;nbsp;każdym&amp;nbsp;razie komputer pewnie dopiero w Peru (za okolo&amp;nbsp;miesiąc). Do tego czasu polskie znaki w stopniu&amp;nbsp;ograniczonym, aczkolwiek&amp;nbsp;mogą&amp;nbsp;się&amp;nbsp;zdarzać.&amp;nbsp;Dziś&amp;nbsp;na&amp;nbsp;przykład&amp;nbsp;do hostelu&amp;nbsp;przyjechał&amp;nbsp;ktoś, kto ma taka&amp;nbsp;ładowarkę&amp;nbsp;jak moja.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W niedziele wieczorem bylem w klubie reagge.&amp;nbsp;Wyszedłem&amp;nbsp;z dwoma Irlandczykami.&amp;nbsp;Jeżeli&amp;nbsp;istnieje&amp;nbsp;coś&amp;nbsp;takiego jak dyplomawany podrywacz, to tych dwoch sie kwalifikuje. Przecieralem oczy ze zdziwienia obserwujac ich efektywnosc. Mieli plany, strategie, opanowane, konkretne zagrywki.&amp;nbsp;Wróciłem&amp;nbsp;do domu o&amp;nbsp;piątej, oni&amp;nbsp;około&amp;nbsp;jedenastej...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poniedziałek&amp;nbsp;rano (o ile 14 to rano) byl idealnym dniem na&amp;nbsp;wizytę&amp;nbsp;u Pani Nidii. To tutejsze&amp;nbsp;święto&amp;nbsp;flagi,&amp;nbsp;obchodów&amp;nbsp;specjalnych nie&amp;nbsp;widziałem, ale wszystko bylo pozamykane.&amp;nbsp;Długu&amp;nbsp;szukałem&amp;nbsp;przystanku odpowiedniego autobusus A (są&amp;nbsp;od A1 do A10).&amp;nbsp;Okazało&amp;nbsp;sie, ze&amp;nbsp;potrzebowałem&amp;nbsp;po prostu "A".&amp;nbsp;Znalazł&amp;nbsp;się,&amp;nbsp;wsiadłem&amp;nbsp; Pani Nidia&amp;nbsp;była&amp;nbsp;gospodynią&amp;nbsp;mojego brata i jego zony podczas ich dwutygodniowego pobytu w Cordobie dwa lata temu. Mateusz&amp;nbsp;powiedział, ze mam&amp;nbsp;kupić&amp;nbsp;kwiaty i Pani Nidii&amp;nbsp;zawieźć&amp;nbsp;bo jest kochana.&amp;nbsp;Kwiatów&amp;nbsp;nie&amp;nbsp;było, Pani Nidii&amp;nbsp;również&amp;nbsp;(wszystko&amp;nbsp;zamknięte).&amp;nbsp;Spróbuje&amp;nbsp;innego dnia, trase autobusu "A" mam&amp;nbsp;już&amp;nbsp;opanowana.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy&amp;nbsp;wróciłem&amp;nbsp;do hostelu&amp;nbsp;pochylam&amp;nbsp;się&amp;nbsp;przy&amp;nbsp;łóżku&amp;nbsp;żeby&amp;nbsp;odłożyć&amp;nbsp;aparat i nagle trzask. Nie do&amp;nbsp;końca&amp;nbsp;rozumiem co&amp;nbsp;się&amp;nbsp;stało, nic mnie nie boli ale czolo i&amp;nbsp;ręce&amp;nbsp;zalewa mi krew,&amp;nbsp;najwyraźniej&amp;nbsp;moja.&amp;nbsp;Biegnę&amp;nbsp;do lazienki&amp;nbsp;zdobiąc&amp;nbsp;hostelowy korytarz jak w&amp;nbsp;porządnym&amp;nbsp;horrorze.&amp;nbsp;Okazało&amp;nbsp;sie, ze&amp;nbsp;głową&amp;nbsp;rozbiłem&amp;nbsp;okno (kto by&amp;nbsp;pomyślał, ze w oknie jest szyba o charakterze przezroczystym?). W hostelu byla akurat mama Javiera i&amp;nbsp;przerażona&amp;nbsp;zabiera mnie do szpitala. Opowiada, ze dwa dni temu jej syn mial straszne turbulencje jak&amp;nbsp;leciał&amp;nbsp;do Europy, ze martwi sie egzaminem Javiera, a teraz martwi sie o mnie, bo jest hostelowa mama. Bardzo&amp;nbsp;była&amp;nbsp;kochana&amp;nbsp;muszę&amp;nbsp;przyznać, mi zas&amp;nbsp;było&amp;nbsp;niezmiernie&amp;nbsp;głupio.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-xyam8Ct72qw/TgDPVEZvMiI/AAAAAAAAN_I/rIEvn5s0B0A/s1600/264952_10150215922202657_506827656_7386656_775326_n.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-xyam8Ct72qw/TgDPVEZvMiI/AAAAAAAAN_I/rIEvn5s0B0A/s320/264952_10150215922202657_506827656_7386656_775326_n.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;W szpitalu lekarz&amp;nbsp;zatamował&amp;nbsp;krwotok,&amp;nbsp;przykleił&amp;nbsp;dwa plasterki i po sprawie. A biedny Javier, zamiast&amp;nbsp;się&amp;nbsp;uczyć,&amp;nbsp;zmywał&amp;nbsp;krew i&amp;nbsp;zbierał&amp;nbsp;szkło&amp;nbsp;z&amp;nbsp;podłogi...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po tych przygodach&amp;nbsp;dziś&amp;nbsp;udałem&amp;nbsp;się&amp;nbsp;do dentysty (bez&amp;nbsp;związku&amp;nbsp;z szyba itd). Dentysta nazywa sie Jarovsky i mial dziadka Polaka. Widzimy sie jutro o 11, w powietrzu wisi kolejna&amp;nbsp;argentyńska&amp;nbsp;plomba (mam jedna od trzech lat, chwale sobie). Kiedy dzwonilem do ubezpieczenia w sprawie dentysty Pani operator pyta sie mnie, w jakim kraju obecnie przebywam. W tym samym momencie, znudzony historia argentynskiego prawa, Javier chwyta za gitare i zaczyna przygrywac na gitarze&amp;nbsp;coś&amp;nbsp;w podobie&amp;nbsp;ścieżki&amp;nbsp;dźwiękowej&amp;nbsp;&lt;i&gt;Vicki Cristina Barcelona.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W Argentynie&amp;nbsp;proszę&amp;nbsp;pani - odpowiadam z muzyka Javiera w tle.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-8452429567522133668?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/8452429567522133668/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=8452429567522133668' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/8452429567522133668'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/8452429567522133668'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/06/szukanie-dziury-w-calym.html' title='Szukanie dziury w calym'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-xyam8Ct72qw/TgDPVEZvMiI/AAAAAAAAN_I/rIEvn5s0B0A/s72-c/264952_10150215922202657_506827656_7386656_775326_n.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-2305798358313810366</id><published>2011-06-19T02:27:00.001+02:00</published><updated>2011-11-10T00:17:39.124+01:00</updated><title type='text'>Sześć dni bliżej nieba</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Fernando okazał się być kobietą. Chwilę później okazał się wręcz być swoją żoną. Żona jest dentystką i bardzo nie lubi zimna, gór i tym podobnych. Z jednej strony mówiła nam że tam (w Vallecitos) jest cudownie, z drugiej, że sama by tam długo nie wytrzymała. Fernando zapewne zachęcałby nas skuteczniej (jest przewodnikiem górskim), ale jego samochód się popsuł i w rezultacie nigdy go nie poznałem. &amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przyjeżdżamy. Jest Guillermo, Vanessa (gospodarze, dentystka mówiła, że są cudowni), półtoraroczna córka Violetta, psy Brisa (umie otwierać drzwi w obie strony) i Lobo (otwiera tylko od zewnątrz) oraz kotka Nievla (mgła, oba psy się jej boją). Jakaś grupa akurat schodzi z gór. Popijają herbatę, przebierają się i wyjeżdżają. Do czwartku w schronisku będziemy tylko my.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-1nIsiGg_VoA/Tf0twtFWq-I/AAAAAAAAN6U/FG4PIfMTQhQ/s1600/IMG_1034.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-1nIsiGg_VoA/Tf0twtFWq-I/AAAAAAAAN6U/FG4PIfMTQhQ/s640/IMG_1034.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszego dnia idziemy na Lomas Blancas - ok 3800 m n.p.m. Muy facil - bardzo proste. Ja i Hannah wypluwamy płuca, Shauna wysokość nie rusza zupełnie. Pełen mocy czeka na nas około 20 minut na górze.&lt;br /&gt;Shaun i Hannach mają po 23 lata. Są Nowozelandczykami, ale ostatni rok spędzili w Australii zarabiając na tę podróż. Ona pracowała na turystycznych jachtach, on w monopolowym. Jej praca ciekawsza, ale jego też nudna nie była. Ona jest po studiach projektowania i dizajnu, on po czymś w stylu realizacji dźwięku. Robi swoją muzykę i kiedyś zamierza z tego żyć. Podróżuje po Ameryce z dyktafonem i nagrywa ciekawe brzmienia. Ją fascynują ubrania i przyroda. Zamierzają podróżować po Ameryce Łacińskiej do grudnia, a potem jadą do pracy do Kanady. Stamtąd przez Alaskę chcieliby po jakimś czasie przedostać się do Rosji i pojechać koleją transsyberyjską, ale to na razie dalekosiężne plany.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-r5D_ekjlmxU/Tf0uVzJ6juI/AAAAAAAAN6k/1a0nf-T3BPU/s1600/IMG_0769.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-r5D_ekjlmxU/Tf0uVzJ6juI/AAAAAAAAN6k/1a0nf-T3BPU/s640/IMG_0769.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Drugiego dnia odpoczywamy. Pranie, scrabble, film o Messnerach na Nanga Parbat. To nic, że po hiszpańsku. W środę wstaję o siódmej rano i wyglądam na zewnątrz - wiatr urywa głowę. Wracam do łóżka na dwie godziny. Pogoda poszła po rozum do głowy, jest ciepło i spokojnie. Idziemy na San Bernardo - około 4150 m n.p.m. tym razem ja prowadzę, oni zostali daleko w tyle. Okazało się, że Hannach czuła się koszmarnie, a Shaun po prostu został z nią. Ostatnie metry pokonuje praktycznie samą siłą woli - głowa pęka i płuca bardzo wołają o więcej tlenu. Udało się. Widok z góry rekompensuje wszystko. Niczego nieświadomy nagrywam szczyt Franke - moje zadanie na piątek. Powrót do domu, ryż z kurczakiem, "Batman początek".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Guillermo pracuje w schroniskach od kilkunastu lat (sam ma na oko trzydzieści pięć, nie spytałem). Od 2006 dzierżawią Mausy, "wcześniej był tylko pracownikiem". W schronisku jest telewizja, ciepła woda, zasięg komórki. Nie ma ludzi, przynajmniej nie w dużych ilościach. Guill jest też instruktorem narciarstwa. Niestety, od trzech sezonów ośrodek narciarski Vallecitos jest zamknięty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-xfTy6X8b5kA/Tf0vNfFLw2I/AAAAAAAAN7Q/NsA72xe1f_A/s1600/IMG_0841.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-xfTy6X8b5kA/Tf0vNfFLw2I/AAAAAAAAN7Q/NsA72xe1f_A/s640/IMG_0841.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;Nie było wystarczającej ilości śniegu. Razem z Vanessą mają córkę Violettę. Ma półtora roku i za dwa kolejne przyjdzie pora na szkołę i przedszkole. Z tego powodu Guillermo buduje dom w Las Vegas. Tak nazywa się najbliższa miejscowość, w której jest szkoła. Chciałby prowadzić schronisko Mausy jeszcze przez 10 lat. O Vanessie nie wiem dużo. Przez trzy dni naszego pobytu była gdzieś na dole razem z córką. Wiem że ciągle ma katar, zajmując się dzieckiem ogląda teleturnieje i kontroluje rodzinny budżet. Ma dwa konie, ale nic z nimi nie robi - pasą się same na równinach nieopodal.&lt;br /&gt;Czwarty dzień znów odpoczywamy. Ja i Hania, Shaun idzie na San Bernardo bo nie mógł zasnąć ze świadomością, że tam nie wszedł. Mi zajęło to siedem godzin, jemu cztery i pół. Do schroniska przyjeżdża para Argentyńczyków oraz Martin z Barcelony. Martin z Barcelony to tak naprawdę Marcin z Krakowa, doktor w dziedzinie literatury Latynoamerykańskiej, w Mendozie w ramach badań do pracy naukowej. Tego dnia wygrałem z Nowozelandczykami w scrabble po angielsku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-YW7RW8RY0_M/Tf0vtneiy2I/AAAAAAAAN9A/ZWsyt5gKcUM/s1600/IMG_0980.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-YW7RW8RY0_M/Tf0vtneiy2I/AAAAAAAAN9A/ZWsyt5gKcUM/s640/IMG_0980.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;W piątek wstaję o szóstej rano. Dwadzieścia minut później jestem na szlaku. Idę na Franke - 4850 m n.p.m. Podobno trasy nie da się pomylić, ale mi się udało już w pierwszej godzinie. Wschód słońca, jakkolwiek piękny, oglądam po złej stronie doliny. No nic, od tej też się da, ale droga jest dłuższa. Mijają kolejne godziny, kończę słuchanie audiobooka "Powstanie '44". Razem z powstaniem kończą się moje siły. Płytki oddech, ból głowy, odruchy wymiotne. Zatrzymuję się bardzo blisko szczytu, dla człowieka w dobrym stanie nie więcej niż pół godziny drogi. Ja nie jestem w stanie, czas odwrotu. Krajobraz leczy smutek porażki.&lt;/div&gt;&lt;div class="" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Ah7Am0T6ZzU/Tf0vyNYmnNI/AAAAAAAAN9c/EN0fTAHF-x8/s1600/IMG_0998.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-Ah7Am0T6ZzU/Tf0vyNYmnNI/AAAAAAAAN9c/EN0fTAHF-x8/s640/IMG_0998.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;Schodzę do dołu, spotykam Shauna i Hanię niedaleko koni. Makaron z sosem pomidorowym, "Władca Pierścienia" i rozmowy na dowolnie wybrane tematy. Sobota rano pakowanie, pamiątkowe zdjęcie, przyjazd dentystki i w drogę. Tego dnia popsuła się pogoda –mieliśmy szczęście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-51jbCPubKTc/Tf0v21qxmCI/AAAAAAAAN94/4rxrM0cfwjA/s1600/IMG_1031.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-51jbCPubKTc/Tf0v21qxmCI/AAAAAAAAN94/4rxrM0cfwjA/s640/IMG_1031.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W Mendozie dużo ludzi, samochodów i hałasu. Za godzinę jadę do Cordoby, Nowozelandczycy pojechali niedawno do Salty. Może jeszcze się spotkamy, jedziemy w tę samą stronę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/franekp/vallecitos"&gt;Zdjęcia&lt;/a&gt;&amp;nbsp;z Vallecitos&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Tekst poprawię jutro, nie mam cierpliwości do mojego komputera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-2305798358313810366?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/2305798358313810366/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=2305798358313810366' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/2305798358313810366'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/2305798358313810366'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/06/szesc-dni-blizej-nieba.html' title='Sześć dni bliżej nieba'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-1nIsiGg_VoA/Tf0twtFWq-I/AAAAAAAAN6U/FG4PIfMTQhQ/s72-c/IMG_1034.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-6086787959208819431</id><published>2011-06-12T15:02:00.004+02:00</published><updated>2011-06-12T18:40:46.662+02:00</updated><title type='text'>Dlaczego nie jestem w Vallecitos?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mendoza, jedna ze swiatowych stolic wina, lezy na pustyni. Nie w zadnej oazie, tylko na srodku pustyni, u podnoza Andow (And?). Cala woda jest poprowadzona kanalami. I tak od kilku stuleci. Patrzac na zielone miasto, ogrody i plantacje wina trudno w to uwierzyc. Imponujace.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pustynia, pustynia (ostatnie 'a' z ogonkiem), ale dlaczego nie ma polskich znakow? Kilka dni temu moj przenosny komputer zamienil sie w wielka ladowarke do telefonu. Troche nie dziala. W Sao Paulo, Porto Allegro, Montevideo czy Buenos (czyli miejscach, w ktorych spedzilem ostatni miesiac) moglbym go naprawic. Teraz najblizsze takie miejsce na mojej trasie to Lima w Peru, do ktorej dotre za kolejny miesiac. Jest to lekki problem nie ukrywam. Na szczescie komputer troche jednak dziala i nie stracilem zdjec ani roznych innych ciekawostek. Z nadzieja patrze w przyszlosc.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ze szczegolna nadzieja patrzylem zwlaszcza na kolejne 5 dni. Mialem jechac do Vallecitos.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zaczelo sie tak. Jestem sobie w Mendozie, u podnoza wielkich gor, w pieknym pustynnym miescie. Ale jednak miescie, a gory czekaja. Mysle - gdzies pojade. Pytam tu, pytam tam, sprawa nie jest prosta. Jest zima, park narodowy Aconcagua jest zamkniety dla amatorow szwedania sie po okolicy. Informacja turystyczna nie wie, informacja gorska zamknieta na zime (bo i tak nic sie w zime nie robi), w sklepach gorskich sprzedawcy, a nie wspinacze. Az do momentu, kiedy wszedlem do Chamonix. Tak sie nazywa jeden z gorskich skepow, kawalek od centrum (czyli od miejsca, w ktorym jest wszystko inne). W sklepie Rodrigo, wspinacz, pasjonat i przy okazji wlasciciel. I sie zaczyna. Krotka rozmowa, zamienila sie w godzinny pobyt, popijanie mate, dyskusje o gorach w Europie i Ameryce. Polacy ciesza sie tu dobra opinia, poniewaz udalo im sie zrobic pare ciekawych rzeczy w okolicy. Na przyklad wejsc na Aconcague zima jako pierwsi. Mile chwile, jak ktos cie lubi, za to, ze jestes Polakiem. Tenze Rodrigo mowi, ze doskonale mnie rozumie, ze nie po to sie przyjezdza do Mendozy zeby chodzic po barach (wiekszosc ludzi z mojego hostelu by sie z nim nie zgodzila), ze trzeba jechac w gory. A jak gory to tylko do Vallecitos. Jest tam dosc wysoko polozone schronisko (2900m n.p.m.), z ktorego mozna chodzic na przemile przechadzki o charakterze jednodniowym. Wazne, bo biwak zimowy w gorach jest dla mnie trudny do przeprowadzenia. Nie mam namiotu, ani rzeczy do gotowania. Ma za to cieply spiwor, Rodrigo byl mimo wszystko sprzedawca.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W schronisku Mausy w Vallecitos jest prad, prysznic, dwa osiemnastoosobowe pokoje oraz przemili wlasciciele. Podobno. Wczoraj kupilem bilet na busa ktory podjezdza najblizej (tj. okolo pol godziny spaceru od schroniska). W Carrefurze udalo sie zdobyc jedzenie na 5 dni (zajelo dwie trzecie plecaka), na gorze nie ma sklepu. Nastawilem budzik, zasnalem sluchajac muzyki, telefon sie rozladowal, budzik nie zadzwonil... wstalem i tak!&amp;nbsp; Spakowalem sie, pozegnalem i czekam na busa. I tak od godziny, bus nie przyjechal. Nie bedzie dzis Vallecitos. Zdjec tez nie bedzie, bo nie mam cierpliwosci do tego komputera, ale za jakis czas sie jednak pojawia. Bedzie strona miejsca w ktorym chcialem dzis bardzo byc. Jest po hiszpansku, ale slowo 'Fotos' da sie zrozumiec. &lt;a href="http://www.refugiomausy.com.ar/mausy.html"&gt;http://www.refugiomausy.com.ar/mausy.html &lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ide dowiedziec sie dlaczego bus nie przyjechał. W tym momencie bardzo nie lubie firmy Cordon del Plata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;UPDATE&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Firma zamknięta w niedzielę, nic się od Mar del Plata nie dowiedziałem. Dzwonie do schroniska, mówią że maja niejakiego Fernando, który może mnie podwieźć. Gdy pytam o autobus, mówią, że pewnie byłem jedynym klientem i po prostu nie wyruszył. Dzwonię do Fernando, mówi że możemy, ale jak ja sam to bardzo drogo. W hostelu widzę parę Nowozelandczyków.&lt;br /&gt;- Chcecie jechać dzisiaj w ładne góry?&lt;br /&gt;- Chcemy.&lt;br /&gt;- To jedziemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poszli kupić sobie jedzenie i o 14 ma być Fernando. Na Nowej Zelandii jak na Zawiszy, zobaczymy czy na Fernando też. Nie mogę się doczekać.&lt;br /&gt;Na pocieszenie &lt;a href="https://picasaweb.google.com/franekp/MendozaAndAround"&gt;kilka zdjęć&lt;/a&gt;, może mój komputer nie umrze. Zdjęcie poniżej jest z przedwczoraj, byliśmy w Parque Nacional Aconcagua, daleko od&amp;nbsp;Góry, ale przynajmniej dało się Ją zobaczyć. Na tym zdjęciu niezupełnie, jest z tyłu, lekko z lewej, zlewa się z górą bardziej z przodu. Dziewczyna która idzie to Savannah, studiowała Zdrowie Seksualne w Anglii. Nie wiem czy w Polsce można studiować Zdrowie Seksualne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-EPzYJ6K-e3g/TfThp8C7nHI/AAAAAAAAN3k/_G3G9lH-hSY/s1600/IMG_0047.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-EPzYJ6K-e3g/TfThp8C7nHI/AAAAAAAAN3k/_G3G9lH-hSY/s640/IMG_0047.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-6086787959208819431?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/6086787959208819431/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=6086787959208819431' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/6086787959208819431'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/6086787959208819431'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/06/dlaczego-nie-jestem-w-vallecitos.html' title='Dlaczego nie jestem w Vallecitos?'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-EPzYJ6K-e3g/TfThp8C7nHI/AAAAAAAAN3k/_G3G9lH-hSY/s72-c/IMG_0047.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total><georss:featurename>Mendoza, Argentyna</georss:featurename><georss:point>-32.890183 -68.8440498</georss:point><georss:box>-68.229945 -128.6096748 2.449579 -9.078424799999993</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-2828645521414642771</id><published>2011-06-09T02:06:00.001+02:00</published><updated>2011-06-09T02:08:07.837+02:00</updated><title type='text'>Buenos Aires - sequel</title><content type='html'>&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;W niedzielę byliśmy w kinie na „Que paso ayer?” parte dos (a.k.a. Kacvegas 2). Moim zdaniem dużo dobrego śmiechu. To film, którego pierwsza część reklamowała się hasłem „the ultimate party movie”. Jeżeli ktoś twierdzi, że zrobił ostateczny film imprezowy, to trudno spodziewać się czegoś dobrego. A jednak, było dobre. Film lekki i przyjemny a zarazem z finezją i polotem.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Część druga nie miała w tej sytuacji lekko, oczekiwania były znaczne. Moim zdaniem chłopcy dali radę. Film był przewidywalny, z bardzo podobną, zgrabną konstrukcją. Efekt - półtorej godziny śmiechu, zero zmartwień. &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Dlaczego o tym piszę? Nie, nie zamieniłem tego bloga w kółko filmowe. Gdybym nawet chciał, to musiałbym pisać o nieco ambitniejszych filmach niż &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Kacvegas&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt; – moja Pani promotor tu zagląda. Piszę dlatego, że pomyślałem o sequelu, jako o niezłej analogii względem drugiej wizyty w jakimś miejscu. Na pewno są lepsze, ale ich w tym momencie nie wymyśliłem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-YBM7cg5AQHk/Te-PCFNx0mI/AAAAAAAANu4/IjoDV9Zupr4/s1600/IMG_0098_2.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-YBM7cg5AQHk/Te-PCFNx0mI/AAAAAAAANu4/IjoDV9Zupr4/s640/IMG_0098_2.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Bo jak tu myśleć?&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Więc tak. Pierwsza wizyta w jakimś miejscu jest jak pierwsza część filmu (jakiegoś, nie koniecznie Kacvegas, chociaż zdarza się - do Bangkoku wracałem 3 razy swego czasu). Możemy trochę o danym miejscu wiedzieć. Książki czy filmy dokumentalne są jak trailery (po polsku zajawki) czy nazwisko reżysera. Możemy też nic nie wiedzieć. Wtedy pełni zdziwienia odkrywamy że jest takie miejsce jak Punta del Este i, jakby tego było mało, jest super. Zazwyczaj jednak coś wiemy, mamy wyobrażenie, które zderza się z rzeczywistością. Efekty bywają różne.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Druga wizyta to jednak zupełnie coś innego. Nie mamy wyobrażenia – my &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px; text-decoration: underline;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;wiemy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt; jak Tam jest, są precyzyjne oczekiwania do spełnienia. Sprawa nie jest jednak taka prosta. Pamięć, podobnie zresztą jak sama percepcja, są mocno wybiórcze. Co więcej, zapamiętujemy (przynajmniej ja) rzeczy przyjemne oraz takie, które pasują do obrazu danego miejsca (który sobie ułożyliśmy w głowie). Dysonans poznawczy ciśnie się na klawiaturę, ale są wakacje. A zatem, &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Buenos Aires część pierwsza&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt; (2008) to był hit. Niezbyt duże oczekiwania, bardzo duże wrażenie. Jakie jest &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Buenos Aires parte dos&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt; (2011)?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-5Eu62zTRog8/Te-PTvV-rbI/AAAAAAAANx0/qcO0fdqtoOY/s1600/IMG_0490.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-5Eu62zTRog8/Te-PTvV-rbI/AAAAAAAANx0/qcO0fdqtoOY/s640/IMG_0490.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;nie śpi, to na pewno&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; min-height: 14px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-AkJo6ZZZcKs/Te-PL_n-kFI/AAAAAAAANwg/9RJSakAb6fE/s1600/IMG_0339.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-AkJo6ZZZcKs/Te-PL_n-kFI/AAAAAAAANwg/9RJSakAb6fE/s320/IMG_0339.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Po długim wstępie, bardzo krótkie rozwinięcie. BA 2011 jest zdecydowanie bardziej prawdziwe, przyziemne. Za pierwszym razem mieszkałem w San Telmo, takiej mocno turystycznej dzielnicy. Było późne lato. Teraz jest zima, mieszkałem w Tigre, przepięknym przedmieściu, ale jednak przedmieściu. Codziennie dojeżdżałem kolejką do centrum razem z ludźmi, którzy jechali do pracy. Zmęczone twarze zajęte codziennoscią. W &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Buenos Aires dwa&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt; było wino, imprezy, spacer po La Boce, San Telmo i centrum, ale było też kupowanie biletów do zatłoczonego metra i pociągu, widok na gorsze dzielnice i tutejsze favele (villas), brudni bezdomni, zmęczeni życiem ludzie, bardzo zajęci biznesmani. Była Kasia która opowiadała o nie aż tak łatwych realiach osiedlania się Polki w BA. W moich oczach Buenos z miasta marzeń zamieniło się w tętniące życiem, normalne miejsce pracy milionów osób. No, może normalne to lekka przesada, niewiele znam miast ładniejszych, żeby nie powiedzieć żadnego. Trochę zimny prysznic, ale czar w żadnym wypadku nie zginął. Za kilka miesięcy pewnie i tak będę wspominał Buenos jako miasto idealne.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; min-height: 14px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Ft_04WHSI94/Te-PJmwbG8I/AAAAAAAANwM/0syoWEFZAGQ/s1600/IMG_0314.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://2.bp.blogspot.com/-Ft_04WHSI94/Te-PJmwbG8I/AAAAAAAANwM/0syoWEFZAGQ/s640/IMG_0314.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Helvetica; font-size: 12px;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Buenos Aires parte dos&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;- gorąco polecam, Franek Przeradzki&lt;br /&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/franekp/BuenosAires2011"&gt;Zdjęcia&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Jedną z takich małych atrakcji (jak mówi Marta I. - smaczków) dojeżdżania byli sprzedawcy kolejkowi. Mają trasę podzieloną na sektory, gdy jeden wsiada, drugi wysiada, nie ma że dwóch na raz. Jeden sprzedawca na dany wagon w określonym sektorze. Wchodzą i sprzedają. Nauszniki, batoniki, płyty z muzyką, breloczki zrobione przez niewidome psy itp. Czasem też przygrywają jakąś nutę. Mówią bardzo głośno, wyraźnie i konkretnie. „Szanowni pasażerowie, w tym dniu chciałbym państwu zaoferować unikalny batonik. Jest to batonik produkcji duńskiej, niezwykle smaczny i pożywny, dobry zarówno dla osób dorosłych jak i dzieci oraz młodzieży...” itd. Itp.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-0Jo1qwKLdC0/Te-M9HAgUsI/AAAAAAAANsY/gDsjJjXpkso/s1600/IMG_9830.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-0Jo1qwKLdC0/Te-M9HAgUsI/AAAAAAAANsY/gDsjJjXpkso/s640/IMG_9830.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Na pierwszej stacji, chłopiec zastanawia się, jakie oferty zostaną mu dziś przedstawione&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; min-height: 14px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Teraz jestem w Mendozie. Dojechałem tu po całej nocy w autokarze (był Harry Potter i autokarowe bingo - prawie wygrałem, zabrakło liczby 32). Pokój sześciosobowy bez sublokatorów, basen w ogródku (jest około 5 stopni) i wycieczka do winnic dwie godziny po przyjeździe...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/franekp/BodegasDeMendoza"&gt;&lt;b&gt;Zdjęcia z winnic&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-hkX8HJCtF8Y/TfANUG5ST_I/AAAAAAAAN0Y/7IlRms7lLLM/s1600/IMG_0723.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-hkX8HJCtF8Y/TfANUG5ST_I/AAAAAAAAN0Y/7IlRms7lLLM/s640/IMG_0723.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-2828645521414642771?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/2828645521414642771/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=2828645521414642771' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/2828645521414642771'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/2828645521414642771'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/06/buenos-aires-sequel.html' title='Buenos Aires - sequel'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-YBM7cg5AQHk/Te-PCFNx0mI/AAAAAAAANu4/IjoDV9Zupr4/s72-c/IMG_0098_2.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-9209212764853306983</id><published>2011-06-01T21:47:00.001+02:00</published><updated>2011-06-02T18:35:12.576+02:00</updated><title type='text'>Krowy, mate i piłka nożna</title><content type='html'>&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Autobus rusza punktualnie o 10.30. Po trzech godzinach i czterdziestu pięciu minutach jesteśmy w porcie Carmelo na rzece Parana. To druga co do wielkości rzeka w Ameryce Południowej. Konkurencja jest poważna – pierwsze miejsce zajmuje niejaka Amazonka. O 14.30, zgodnie z planem prom Cacciola wypływa w stronę argentyńskiego miasteczka Tigre, nieopodal Buenos Aires. Z portu w Tigre wychodzę punktualnie o 16.30. Kolejny dowód na to, że to nie jest prawdziwa Ameryka Południowa.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Jadąc prze Urugwaj z widokiem na bezkresne pastwiska myślałem o tym, czego nie napisałem, a chyba napisać powinienem. Do głowy przyszły mi następujące rzeczy:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: small;"&gt;1. krowy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: small;"&gt;2. herbata&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: small;"&gt;3. piłka nożna.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Ad 1.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Krowy w wydaniu argentyńskim słynne są na całym świecie. Tymczasem krowa urugwajska tej argentyńskiej wcale nie ustępuje. Ma w okół siebie dużo zieloności, którą beztroska pochłania, życzliwe, lecz nienachalne towarzystwo kolegów i koleżanek oraz bardzo przyzwoitą ilość słońca. W takich warunkach każdy byłby smaczny.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Ad 2.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Herbata, a dokładniej mate. Mate, podobnie zresztą jak pyszna wołowina, kojarzy się głównie z Argentyną. Tymczasem, na podstawie obserwacji uczestniczącej stwierdzam, że mate jest jeszcze bardziej popularne w Urugwaju. Mniej więcej co piąta osoba, którą mijałem na ulicy miała ze sobą termos z gorącą wodą, matero wypełnione mate i bombillę (czyli tykwę i srebrną słomkę, urządzenia do picia mate). Na początku zrobiło to na mnie duże wrażenie, ale bardzo szybko stało się codziennością. Kolejny dowód na to, że rzeczy interesujące trzeba fotografować od razu, bo z czasem przestają zwracać na siebie uwagę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Ad 3.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Piłka nożna jest w Urugwaju bardzo ważna. Na tyle ważna, że kiedy wspominani w poprzednim wpisie Anglicy wyszli oglądać finał Ligi Mistrzów (czyli, jak niektórzy sądzą pojedynek dwóch najlepszych drużyn świata), to nie mogli znaleźć żadnego lokalu, który by to starcie pokazywał. Tego dnia o tej samej porze grały ze sobą jakieś dwie lokalne drużyny i mecz narodowy był dużo ważniejszy od tego zagranicznego. Anglikom udało się obejrzeć pojedynek MU z Barcą dopiero w niezbyt obleganym, irlandzkim pubie w Montevideo.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Poza tymi kluczowymi wiadomościami, o Urugwaju warto też wiedzieć, że jako pierwszy kraj na kontynencie zalegalizował związki homoseksualne, i dopuścił adopcję dzieci przez takowe. W 2009 roku dał &lt;u&gt;wszystkim&lt;/u&gt;&amp;nbsp;uczniom w kraju laptopa i dostęp do bezprzewodowego internetu. Legalne jest tutaj też posiadanie niewielkiej ilości narkotyków. Te informacje zawdzięczamy Bartkowi, któremu bardzo dziekuję i kończę temat Urugwaju.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-zTU2sUP9SMg/Tee7Yw1JNSI/AAAAAAAANr4/LDqBotRtOdQ/s1600/Obrazek+1.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="265" src="http://1.bp.blogspot.com/-zTU2sUP9SMg/Tee7Yw1JNSI/AAAAAAAANr4/LDqBotRtOdQ/s400/Obrazek+1.png" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Mieszkam w Tigre, u koleżanki poznanej w Buenos trzy lata temu. Koleżanka trenuje gimnastykę na trapezie, więc w godzinę od przyjazdu do Argentyny oglądałem &lt;a href="https://picasaweb.google.com/franekp/TrapecioEnTigre#"&gt;trening cyrkowych akrobatów (Zdjęcia)&lt;/a&gt;. Pierwszego dnia kupiłem też lokalną kartę SIM. Po pierwsze, żeby skontaktować się z koleżanką, po drugie, jest promocja, w której za każdy dzień używania internetu płacę równowartość 70 groszy. Następnego dnia kolejką podmiejską pojechałem do Buenos Aires. Coś typu WKD Milanówek – Warszawa. Poszedłem do biura obsługi klienta sieci Personal, ponieważ wspomniany internet za 70 groszy nie chciał działać za żadne skarby. Poza biurem obsługi klienta (polecam) odwiedziłem wieżę Babel z książek (instalacja artystyczna), muzeum broni (wyobraźnia człowieka w tym temacie nie zna granic), deptak Florida oraz Plaza de Mayo. Na placu podobnie jak trzy lata temu - dzieci się bawią, gołębie gruchają, a protestujący protestują (głównie w temacie wojny o Malviny czyli Falklandy). O ile dzieci i gołębie ciągle ktoś dokarmia, o tyle protestujących nie za bardzo.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Zdjęcia z BA później, dziś robię zupę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-DF8Zp17dOGc/Tee5q1uEajI/AAAAAAAANrY/4OC-IhxzMOc/s1600/IMG_9665.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="414" src="http://3.bp.blogspot.com/-DF8Zp17dOGc/Tee5q1uEajI/AAAAAAAANrY/4OC-IhxzMOc/s640/IMG_9665.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-9209212764853306983?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/9209212764853306983/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=9209212764853306983' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/9209212764853306983'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/9209212764853306983'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/06/krowy-mate-i-pika-nozna.html' title='Krowy, mate i piłka nożna'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-zTU2sUP9SMg/Tee7Yw1JNSI/AAAAAAAANr4/LDqBotRtOdQ/s72-c/Obrazek+1.png' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-6781688531840933595</id><published>2011-05-29T16:27:00.001+02:00</published><updated>2011-05-29T16:32:55.550+02:00</updated><title type='text'>Egzotyka Urugwajska</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nicnierobienie w Urugwaju nie różni się przesadnie od nicnierobienia gdziekolwiek indziej. Ewentualnie widokiem z okna, i nazwami pierwszych kilku kanałów w telewizorze, ale poza tym jest tak samo - książki, filmy, internet.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W La Palomie, w dniu w którym mieliśmy odwiedzić wspominane już lwy morskie, z nieba lunął bardzo zacięty deszcz.&amp;nbsp;Lwy musiały się obejść bez nas, pojechaliśmy do Punta del Este. Punta (bo tak się mówi, wszyscy i tak wiedzą, o które chodzi) to taki kurort na skalę kontynentalną. Dość ładne plaże, mnóstwo wieżowców, świecące kasyna, drogie sklepy itp. Nie powinno być niespodzianką, że o tej porze roku prawie wszystko zamknięte, na plażach tylko mewy, rolety spuszczone, sklepy zamknięte, restauracje niemrawe. Fale nawet się zrobiły, ale było tak zimno, że zabrakło determinacji.&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-cmQBqnE0Ry0/Td_2Qv6oBMI/AAAAAAAANlI/8AUhjjM1dag/s1600/IMG_9155.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://2.bp.blogspot.com/-cmQBqnE0Ry0/Td_2Qv6oBMI/AAAAAAAANlI/8AUhjjM1dag/s640/IMG_9155.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;słońce pokazuje siebie, Kirky pokazuje pupę. La Mano (dłoń) w Punta&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Główną atrakcją stały się posiłki. Shana (już-nie-dziewczyna Australijczyka, 28 lat) jest z zawodu, jak i z wykształcenia, szefową kuchni. Mimo wakacji nie odpuszcza. Nasze dni zamieniły się w godziny wyczekiwania na kolację. Shana nigdy nie zawiodła. Teraz jesteśmy w stolicy Urugwaju, już-nie-para śpi w hotelu (a nie hostelu) – koniec kolacji, będę tęsknił. W poniedziałek rozstanie (tak ich, jak i moje z nimi), ostatnie tango w Montevideo. Ona leci do USA pracować w restauracji z gwiazdką Michelin (podkreślała tę gwiazdkę intensywnie, a ja nie wiem jak to do końca napisać), on do Bristolu operować koparką, ja do Buenos Aires odwiedzić znajomych.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś o 5 rano do pokoju wrócił jeden z dwóch Brytyjczyków. Chłopaków chyba mocno poruszyła przegrana Manchesteru, bo ciężko im było ustać na nogach. Przez pół godziny Brytyjczyk przeżywał, że zgubił Dan'a (drugiego Brytyjczyka) i bluzę (&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=jxmZZBJQAKM"&gt;Jumper&lt;/a&gt;). Później wrócił Dan, który co prawda też zgubił bluzę, ale cieszył się, że nie zgubił siebie. Później chłopaki cieszyli się, że udało im się odnaleźć nawzajem, a reszta pokoju cieszyła się, że jak już się sobą nacieszą, to może w końcu pójdą spać. Dużo radości w pokoju numer sześć.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W Urugwaju, jakkolwiek nie spotkałem wielu turystów/podróżników jako takich, to wśród nich znalazło się dość dużo mieszkańców tego kontynentu. Głównie&amp;nbsp;Brazylijczyków i Argentyńczyków, ale też Meksykańczyków, Kolumbijczyków czy Chilijczyków. Wbrew pozorom, wcale nie jest łatwo o takie spotkania w hostelach w innych krajach. Co zatem przyciąga ich do Urugwaju?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Urugwaj ( z perspektywy kilku miejsc w których byłem), to taki kraj, w którym jak wejdziesz na pasy, to samochód cię nie rozjedzie. To kraj, w którym w wielu miejscach można bezpiecznie chodzić nawet po zmroku, w którym dzieci jeżdżą same autobusami do szkoły, w którym ani śmieci ani bezdomni nie zalegają w nadmiernych ilościach na ulicy, w którym ceny produktów są napisane na metkach i w którym większość ludzi umie czytać i pisać. Nic egzotycznego chciałoby się powiedzieć. Błąd. Tak właśnie wygląda egzotyka w perspektywie latynoamerykańskiej.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-zeaDrZeoV3k/Td_3a2Fbt_I/AAAAAAAANmQ/WqMxpYP5QbY/s1600/IMG_9316.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-zeaDrZeoV3k/Td_3a2Fbt_I/AAAAAAAANmQ/WqMxpYP5QbY/s640/IMG_9316.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Urugwajska beztroska nie na wszystkich buziach&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 13px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small;"&gt;Tutaj muszę tylko dodać, bo na pewno ktoś się przyczepi, że Chile i Argentyna to też nie jest do końca to, co ja bym nazwał Ameryką Łacińską for real.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/franekp/Urugway2011"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small;"&gt;Galeria foto się ciągle powiększa.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-6781688531840933595?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/6781688531840933595/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=6781688531840933595' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/6781688531840933595'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/6781688531840933595'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/05/egzotyka-urugwajska.html' title='Egzotyka Urugwajska'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-cmQBqnE0Ry0/Td_2Qv6oBMI/AAAAAAAANlI/8AUhjjM1dag/s72-c/IMG_9155.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-9138594360029787295</id><published>2011-05-24T20:51:00.001+02:00</published><updated>2011-05-24T21:38:38.274+02:00</updated><title type='text'>Rozmowy przy zupie 1</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przedwczoraj nie było warunu. Okazało się, że jak fale są małe, to wcale nie jest łatwiej tylko się po prostu nie da. Co gorsza, następnego dnia też go nie było. Ja to mało piwo, ale lokalesi (tj. Urugwajczycy) przyjechali do Diabła na weekend i co? Spacery, muszelki, dzikie plaże. Bursztynów chyba nie ma. Kirky – Australijczyk, który jest moim trenerem i użyczaczem deski, powiedział, żebym teraz odpuścił a wrócił do tematu w północnym Peru i Ekwadorze. Myślę, że wie co mówi - podróżuje po Ameryce Południowej (autobusy i tramwaje, dworce, perony, hale odlotów) z wielką deską surfingową. Był z nią nawet w Boliwii, w której o ocean ciężko. Jest determinacja.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-EKajtJmgQoc/Tde_dwmzFrI/AAAAAAAANgo/_0kAOYmFYqs/s1600/IMG_8998.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="414" src="http://2.bp.blogspot.com/-EKajtJmgQoc/Tde_dwmzFrI/AAAAAAAANgo/_0kAOYmFYqs/s640/IMG_8998.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;W związku z aurą zrobiłem pomidorową. Szczerze mówiąc nie była to pierwsza pomidorowa na kontynencie, ale tamtą pozostawię w sferze prywatnej. Myślę też, że nie będzie to ostatnia, więc pozwoliłem sobie zaryzykować taki mały cykl.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Do pomidorowej zasiedli Anglik, dwóch Australijczyków, Angielka, Koreańczyk i Mężczyzna O Pochodzeniu&amp;nbsp;Skomplikowanym&amp;nbsp;(MOPS).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Anglik (Dan) miał firmę która zajmowała się czyszczeniem dywanów w Manchesterze. Przyszedł kryzys i ludzie wolą brudne dywany niż jego usługi. Razem z dziewczyną spakowali plecaki i wyjechali do Ameryki Południowej na rok. Ostatnio pracowali na ekologicznej farmie w Urugwaju - doisz krowy, pracujesz na polu, robisz sery itp. Ich było dwoje, przyjechała trzecia osoba i ktoś musiał zwolnić miejsce."I was happy to let her stay" powiedział &amp;nbsp;Dan odnośnie swojej dziewczyny dojącej krowy. Teraz jeździ sam po Urugwaju, a z wybranką serca spotka się za kilka tygodni w Foz de Iguazu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy Australijczyk to Tom. Ma 25 lat, pracował jako kurier w czymś podobnym do DHL. &lt;i&gt;Jest fanie, bo dają ci duży samochód i jest czym jeździć na plażę w weekendy&lt;/i&gt;. Podróż do Ameryki &amp;nbsp;Południowej to jego pierwszy wyjazd za granicę. Miało być na długo, ale mówi że chyba funduszy wystarczy&amp;nbsp;&amp;nbsp;mu tylko na cztery miesiące. Przez pierwsze osiem tygodni w BA jadł trzy razy dziennie w restauracjach, a ma prawie dwa metry wzrostu i adekwatny apetyt. Nikt mu nie powiedział, że tak się nie podróżuje. Teraz powoli się uczy i odpoczywa w Punta del Diablo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koreańczyk (imienia nie byłem w stanie zapamiętać) podróżuje od piętnastu miesięcy. Zaczął w Azji, przejechał przez Biski Wschód do Europy a stamtąd do Afryki i do Ameryki Południowej. Codziennie rano ćwiczy jogę. Zmęczył się już imprezami i gonieniem za wszelkimi atrakcjami turystycznymi, ale nigdy nie znudziło mu się gotowanie. Widziałem go w akcji, traktuje sprawę poważnie.&amp;nbsp;Powiedział mi, że mięso do zupy powinno się zawsze smażyć przed gotowaniem. Człowiek uczy się całe życie. &amp;nbsp;Nie&amp;nbsp;jest do końca zadowolony z couchsurfingu. Mimo wielu pozytywnych rekomendacji na swoim profilu często miewa problemy ze znalezieniem gospodarzy. Azjatyckie dziewczyny takich problemów nie mają. Przykra sprawa, uprzedzenia nawet w tak otwartej, różnorodnej społeczności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi Australijczyk, Kirky (41 lat, a wygląda i zachowuje się na jakieś 25) jest byłym chłopakiem Angielki (Shana,&amp;nbsp;która ma amerykański i irlandzki paszport, angielskiego nie). Byli razem osiem lat, ale rozstali się kilka miesięcy temu. Przyczyną (o której powiedział mi później), było to że on nie chciał mieć dzieci. Uważa że jest za stary. Jest operatorem koparki w Anglii, dość regularnie bierze kokainę i ogólnie mało poważnie podchodzi do życia. Nie myśli, żeby był odpowiednim materiałem na ojca. Ona tej argumentacji nie zaakceptowała. Więc teraz, już jako &lt;i&gt;niepara&lt;/i&gt;, jeżdżą we dwójkę po kontynencie. W ten weekend ona leci do rodziny do Stanów, on wraca do Angli. I tyle, koniec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-l3NqyCQKeMQ/TduyuzxTYGI/AAAAAAAANh8/Y8t2obqhGjs/s1600/IMG_9063.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://2.bp.blogspot.com/-l3NqyCQKeMQ/TduyuzxTYGI/AAAAAAAANh8/Y8t2obqhGjs/s640/IMG_9063.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Tom, Kirky i Shana&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;MOPS na początku przedstawił się jako Rosjanin. Kiedy dowiedział się, że jestem Polakiem rozwinął wątek. Jego rodzice są z pochodzenia Uzbekami, urodził się na Syberii. Pierwszych 10 lat mieszkał w Rosji, później w Nowym Jorku. Ostatnie sześć lat służył w amerykańskiej armii. Był na misjach w Iraku i Afganistanie. Po tym pierwszym, czasem jak prowadził samochód w domu i widział coś na drodze, gwałtownie zjeżdżał na bok w obawie, że to mina. Po Afganistanie to już zupełnie nie lubi nigdzie chodzić i nic dźwigać. Lubi &lt;i&gt;Helikopter w ogniu&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Jarheada&lt;/i&gt; nie widział. Zastanawia się co robić w życiu, wypytywał co my robimy. Na razie ma pomysł, żeby założyć hostel w jakimś bardzo dziwnym miejscu, na przykład w Kongo. Ale to jeszcze nic pewnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-IJB_6VsE1nk/TduzFRpB-FI/AAAAAAAANiM/HDOKnvTNQAU/s1600/IMG_9071.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-IJB_6VsE1nk/TduzFRpB-FI/AAAAAAAANiM/HDOKnvTNQAU/s400/IMG_9071.JPG" width="266" /&gt;&lt;/a&gt;Wczoraj z parą australijko-angielską przejechaliśmy do La Palomy. Jesteśmy jedynymi klientami w hostelu (oni śpią w dwójce, a ja mam pokój pięcioosobowy dla siebie). Z Palomy w sezonie można robić sobie wycieczki do Cabo Polonia - tam czekają Lwy Morskie i inne dziwy. Problem polega na tym, że w mieście nie ma teraz innych turystów i nikt za bardzo nie chce nas zabrać na tę wycieczkę. Walka trwa. Dziś w nocy spałem w śpiworze pod kocem, w kalesonach i koszulce z wełny nowozelandzkich owiec. Z ta zimą to jednak tutaj nie żartowali. Fali ciągle nie ma, Kirky zaczyna wpadać w depresję, na plażach tylko martwe foki i pingwiny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/franekp/Urugway2011#5609162378897987250"&gt;Kilka&amp;nbsp;&amp;nbsp;nowych zdjęć w albumie&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-9138594360029787295?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/9138594360029787295/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=9138594360029787295' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/9138594360029787295'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/9138594360029787295'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/05/rozmowy-przy-zupie-1.html' title='Rozmowy przy zupie 1'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-EKajtJmgQoc/Tde_dwmzFrI/AAAAAAAANgo/_0kAOYmFYqs/s72-c/IMG_8998.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-406702760360998630</id><published>2011-05-20T00:44:00.004+02:00</published><updated>2012-01-19T14:43:55.252+01:00</updated><title type='text'>De donde vienes loco?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;6.30 wszyscy wysiadają z autokaru. To ja też. Kierowca patrzy na mnie zdziwiony. &lt;i&gt;Chui? Nie, Chui jeszcze nie.&lt;/i&gt; Wsiadam z powrotem. Z kierowcą oraz panią, która już sprząta autokar i wyraźnie jej w tym przeszkadzam, jedziemy pół godziny. Autokar się zatrzymuje, Franek idzie do brazylijskich graniczników, autokar czeka, Franek wraca, autokar jedzie. Prywatny autokar. Dojeżdżamy do stacji końcowej. Mgła, pusto i cisza. Świt żywych trupów (taki film mamo, nie oglądałaś i lepiej nie oglądaj).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;To skąd jedzie bus do Punta del Diablo? Dwie przecznice na wprost i trzy w lewo.&lt;/i&gt; Podczas spaceru nie spotykam nikogo. Jest bileteria, bus miał odjechać 30 minut temu, ale się zepsuł i nie odjechał. Czekam. Doczekałem się, z mgły wyłaniają się inni czekający, z którymi wsiadam do busa. mężczyźni piją mate, kobiety mają siatki, a dzieci białe koszulki do szkoły. Mijamy granicę z Urugwajem jakby jej nie było. Trochę się zdziwiłem, ale&amp;nbsp;tego autokaru&amp;nbsp;nie śmiałem zatrzymać.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Bilet. Nie mam. 54 pesos. Mam tylko Reale. Realami się nie da. No ale ja nie nie mam skąd wziąć pesos, mam tyle Reali ile trzeba. To niemożliwe.&lt;/i&gt; Nie zapłaciłem, konduktor mimo to się do mnie uśmiechał na koniec.&amp;nbsp;Po godzinie dojeżdżamy do Punta. Znowu mgła jak pieron (taki peron), ludzie, którzy wysiedli z autobusu w sekundę się w niej rozpływają.&amp;nbsp;Widzę dwóch mężczyzn przy sklepie (Ci na filmie).&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://i.ytimg.com/vi/uhcGfpORaQw/0.jpg" height="400" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/uhcGfpORaQw?f=user_uploads&amp;c=google-webdrive-0&amp;app=youtube_gdata" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="600" height="500" src="http://www.youtube.com/v/uhcGfpORaQw?f=user_uploads&amp;c=google-webdrive-0&amp;app=youtube_gdata" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;De donde vienes loco? &lt;/i&gt;(skąd przyjeżdżasz wariacie). &amp;nbsp;&lt;i&gt;Z Polski. Muy lejos (&lt;/i&gt;daleko)&lt;i&gt;. &lt;/i&gt;Trudno się z nim nie zgodzić.&amp;nbsp;&lt;i&gt;Gdzie jest Spokojny Diabeł?&lt;/i&gt; (El Diablo tranquillo, mój hostel). &lt;i&gt;Hmm, chyba tam. A nie, w drugą stronę. Rodrigo, wiesz gdzie jest ten diabeł? Chyba tam&lt;/i&gt; (pokazuje trzeci kierunek). &lt;i&gt;Poczekaj, pójdę na policję, zapytam się.&lt;/i&gt; Po chwili wraca z komisariatu i nawet kawałek mnie odprowadza. Głupio mu, bo dostał kiedyś od nich koszulkę, a nawet nie wiem, gdzie są. Idę razem z kilkoma psami jakieś 15 minut (tak tak, to jedna z tych miejscowości gdzie jak się gdzieś idzie, to się idzie z psami). &amp;nbsp;Dochodzę do hostelu, drzwi otwarte, wygląda sympatycznie i nie ma nikogo. Siedzę 20 minut, odpisuję na maile, pisze status na facebooku (pragmatyczny, nie filozoficzny). Pusto.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po kolejnych 20 minutach przychodzi niejaki Uve (wygląda dokładnie jak właściciel campera z &lt;i&gt;Into the wild&lt;/i&gt;, jak tu kilka lat temu przyjechał z Niemiec na dwa tygodnie, to został półtora roku. Polacy kiedyś zrobili mu tanio fajne schody w domu więc ich lubi).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Co tu robisz? Chciałbym tu mieszkać. Ale tu jest zamknięte, jak ty tu właściwie wszedłeś? Drzwiami. Aha.... to cię zaprowadzę do tego otwartego diabła&lt;/i&gt; (okazuje się, że są dwa Spokojne Diabły, ale poza sezonem czynny jest tylko jeden). Dotarłem. Pokój dziewięcioosobowy, dziesięć dolarów (tych amerykańskich) za noc. Recepcjonistka sugeruje, że powinienem się jednak zameldować w Urugwaju, a poza tym tu nie ma bankomatu. A gdzie jest? W Chuy. Pożyczam od niej pieniądze na autokar.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Szybkie baden baden w oceanie (&lt;i&gt;estas loco? soy Polaco&lt;/i&gt;), po czym dłuższe duschen. Przystanek autobusowy, dzieci ze szkoły (koszulki już nie takie białe).&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://i.ytimg.com/vi/tENSPRZQAPA/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/tENSPRZQAPA?f=user_uploads&amp;c=google-webdrive-0&amp;app=youtube_gdata" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="600" height="500" src="http://www.youtube.com/v/tENSPRZQAPA?f=user_uploads&amp;c=google-webdrive-0&amp;app=youtube_gdata" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small;"&gt;Narracja nie jest najwyższych lotów, ale chodzi o pokazanie prozy życia rzecz jasna&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;Chuy, bankomat, obiad, fryzjer. Nie cackał się, tylko chwycił za maszynkę. &lt;i&gt;80 pesos, muchas gracias. Foto conmigo? Porque no.&lt;/i&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-hQsxdf6wHt0/TdV81P31YbI/AAAAAAAANdI/zq8puOxIet0/s1600/IMG_8967.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://3.bp.blogspot.com/-hQsxdf6wHt0/TdV81P31YbI/AAAAAAAANdI/zq8puOxIet0/s640/IMG_8967.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wieczór, siedzimy w salonie i oglądamy jakiś mecz (nie z fryzjerem, z ludźmi z hostelu). Jest dobrze, jutro zaczynam przygodę z surfingiem (jeśli będzie swell oczywiście, jak słaby warun to nie wychodzę z pokoju).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/franekp/Urugway2011#"&gt;Kilka zdjęć, album będzie rosnąć.&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-406702760360998630?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/406702760360998630/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=406702760360998630' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/406702760360998630'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/406702760360998630'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/05/de-donde-vienes-loco.html' title='De donde vienes loco?'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-hQsxdf6wHt0/TdV81P31YbI/AAAAAAAANdI/zq8puOxIet0/s72-c/IMG_8967.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-4278519573585609436</id><published>2011-05-19T02:18:00.000+02:00</published><updated>2011-05-19T02:18:41.232+02:00</updated><title type='text'>Brazylijski night driver</title><content type='html'>&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-bu2iSi5Poj8/TdRZS-_p-nI/AAAAAAAANbg/hahrzYe9skU/s1600/IMG_8920.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://3.bp.blogspot.com/-bu2iSi5Poj8/TdRZS-_p-nI/AAAAAAAANbg/hahrzYe9skU/s640/IMG_8920.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Stolik z Pablem i pokrowcem jest mój. To takie rubieże restauracji i nikomu chyba nie przeszkadzam&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Siedzę na pierwszym piętrze Mercado Publico w Porto Alegre. Na banerze jest napisane "onde tudo se encontra" czyli, z tego co rozumiem, gdzie wszystko się spotyka/można spotkać. Zatem mnie tu można spotkać również, gdyż ja z kolei spotkałem tu darmowe WiFi. Jest 21, za dwie i pół godziny mam Autobus do Chui. W brazylijskim Chui trzeba podobno przejść kilkaset metrów do urugwajskiego Chuy i potem można wsiąść w autobus do Punta del Diablo. Jutro o 7 rano się przekonamy. Nigdy nie byłem w Urugwaju, na zdjęciach i w opisach wygląda bardzo ładnie, więc trochę nie mogę się doczekać. Jest plan na surfowanie, bo czemu nie?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przyjechałem tu wczoraj o szóstej rano. Widziałem jak Mercado Publico się otwiera, teraz oglądam (i słucham) jak się zamyka. Musiałem poczekać do 9.30 na Annę Marię de Souzę &amp;nbsp;Teixeirę. O 9 kończyła jogę, a bez jogi, jak wiadomo, ani rusz. Anię poznałem przez &lt;a href="http://www.couchsurfing.com/"&gt;couchsurfing&lt;/a&gt; i zgodziła się mnie przenocować. Ma 21 lat, studiuje stosunki międzynarodowe i zburzyła większość moich stereotypów o brazylijskich studentach. Mówi dobrze po angielsku, dużo podróżuje i nie dba przesadnie o swoją urodę (jak na standardy lokalne rzecz jasna). Szok gonił szok. Nie dość, że sama jest taka, to jeszcze ma takich znajomych. Wczoraj wieczorem siedziałem z czterema Brazylijkami w kawiarni, wszyscy mówili po angielsku ze względu na mnie, opowiadali o Nowym Jorku, Australii, Indiach, Polsce(! Ania była kiedyś w Warszawie) i innych ciekawych miejscach. Miły, serdeczny wieczór. Jedna z koleżanek opowiadała o koledze, który póki studiował prawo był normalny, ale jak zaczął studiować filozofię, to ona już nie może wytrzymać jego statusów na Facebooku.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Najbardziej z całego wieczoru podobała mi się anegdota o brazylijskim night driverze (mamo, night driver ta taki pan, który jak się ktoś zanietrzeźwi, a jest w mieście samochodem, to przyjeżdża po niego z kolegą i odwozi, wraz z samochodem, bezpiecznie do domu).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Anegdota wymaga wstępu. Otóż trzy lata temu Monika (z Sao Paulo) powiedziała mi, że jedną z dobitniej rzucających się różnic kulturowych jest to, że w Brazylii nie istnieje stwierdzenie "Nie piję, bo prowadzę". Piją wszyscy, czasem biorą też narkotyki (i nie mam tu na myśli marihuany), a ten kto akurat przyjechał samochodem wsiada do niego i wraca do domu. Trochę ciężko to przełknąć, ale tak tu było, jest i pewnie jeszcze jakiś czas będzie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zatem siostra Ani opowiada, że była kiedyś z rodzicami w restauracji. I kierownik proponuje tacie, żeby śmiało pił wino, bo on ma specjalnego człowieka, który go później odwiezie jego autem do domu. Będzie to kosztowało tyle, ile taksówka która ma zawieźć tego pana z powrotem do restauracji. No więc tata, przyjemnie zaskoczony zupełnie nową ofertą, posłusznie pije. Po wieczorze szczęśliwy oddaje kluczyki, wsiada do auta z owym człowiekiem, żoną i córką. Po kilku zakrętach stało się niestety jasne, że specjalny człowiek jest kompletnie pijany i nieco mniej pijany tata musiał go odwieźć z powrotem do restauracji, bo ten nie był w stanie utrzymać się na nogach. Brazylijski night driver.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/franekp/Brasil2011#"&gt;Kilka zdjęć z drogi i miasta. Niezbyt dużo&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-4278519573585609436?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/4278519573585609436/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=4278519573585609436' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/4278519573585609436'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/4278519573585609436'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/05/brazylijski-night-driver.html' title='Brazylijski night driver'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-bu2iSi5Poj8/TdRZS-_p-nI/AAAAAAAANbg/hahrzYe9skU/s72-c/IMG_8920.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-3857421392947250491</id><published>2011-05-16T00:31:00.003+02:00</published><updated>2011-05-16T00:38:08.594+02:00</updated><title type='text'>Jacht w centrum handlowym</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wizyta w SP to dla mnie przede wszystkim spotkania po latach. Gęsty opis bogatego życia wewnętrznego bohatera literackiego nigdy nie był moją mocną stroną, więc go pominę. Powiem tylko, że było sentymentalnie. Z chłopakami znamy się od 2003 roku, i mimo średniej spotkań raz na 4 lata, znów było tak, jakbyśmy nie widzieli się tydzień. Rafael zmienił pracę i chciałby się ożenić ze swoją dziewczyną (której już bardzo długo nie zmieniał). Mieszkają 200km od siebie, ona pracuje tam, on tu i ciężko coś z tym zrobić. Może za kilka lat, jak on awansuje i będzie mógł część tygodnia pracować przez internet. Felipe zmienił dziewczynę i mieszkanie, pracy nie. Żyją ze sobą już dość długo i mówią, że to prawie jakby byli małżeństwem. Formalizować nie trzeba. Obaj chłopcy, podobnie zresztą jak Sofia, planują przyjechać do Europy i odwiedzić Polskę. Trzymam kciuki za te plany.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-YDPhNwt95Lk/Tc0iuLxzh_I/AAAAAAAANSY/5nU9V6Bm718/s1600/IMG_8635.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-YDPhNwt95Lk/Tc0iuLxzh_I/AAAAAAAANSY/5nU9V6Bm718/s640/IMG_8635.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Jakby tego było mało dziś &lt;a href="http://www.blogger.com/"&gt;&lt;span id="goog_142701654"&gt;&lt;/span&gt;Franek T&lt;span id="goog_142701655"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. przesłał mi zdjęcie z pożegnania na Powiślu. Łezka się w oku zakręciła.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-rzulvEaUKHo/TdBVNdxRUDI/AAAAAAAANZE/SOL_ECZXidA/s1600/A0001.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="382" src="http://1.bp.blogspot.com/-rzulvEaUKHo/TdBVNdxRUDI/AAAAAAAANZE/SOL_ECZXidA/s640/A0001.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W ostatnich dniach był grill, dwa mecze (nasi wygrali), irlandzki pub, urodziny w lokalu, targ staroci, pyszna feijoada, kaczka po amazońsku, spacery z Tobim (teraz &amp;nbsp;jest na działce, wcześniej patrzył na mnie z wyrzutem, jak rano nie wychodziliśmy) i spacery po mieście.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sao Paulo się w moich oczach przesadnie nie zmieniło. Różnica jest taka, że zwiedziłem więcej miejsc niż ostatnim razem. Centrum (okolice katedry) to dalej miejsce głównie dla biedoty. W ramach pokazywania kontrastów Monika wysłała mnie do dwóch centrów handlowych - normalnego (Bourbon) i ekskluzywnego (Cidade Jardim). Normalne wyglądało jak nasze.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W tym miejscu taka dygresja, że centra handlowe są trochę podobne do lotnisk, mocno eksterytorialne. O ile np. warszawskie Złote Tarasy doprowadzają mnie do szału, o tyle w Manili (Filipiny) tamtejszy mall był cudowną oazą spokoju i normalności. A tak naprawdę wszystkie które widziałem, niezależnie od kontynentu, były do siebie bardzo podobne. No, może z wyjątkiem tego ostatniego (Cidade Jardim). Luksus można opisać wieloma słowami, ale po co? Cóż, w sumie jest po co, profesor M. mówiła, że mam się uczyć rozpisywać, zamiast skracać. Tutaj nie będę jednak z tym walczył, napiszę tylko, że w jednym ze sklepów sprzedawano jachty.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-i92bMX-Ohas/TdA1uBjua3I/AAAAAAAANYM/r8NqtMg_Ouk/s1600/IMG_8795.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-i92bMX-Ohas/TdA1uBjua3I/AAAAAAAANYM/r8NqtMg_Ouk/s640/IMG_8795.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-P9zcKbp1Q6g/TcxXgPfUr4I/AAAAAAAANQw/uVe6zGJpPZ8/s1600/IMG_8615.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://2.bp.blogspot.com/-P9zcKbp1Q6g/TcxXgPfUr4I/AAAAAAAANQw/uVe6zGJpPZ8/s400/IMG_8615.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;Sao Paulo jest olbrzymie. W metropolii mieszka liczba ludzi równa połowie mieszkańców całej Polski. Nie da się go ogarnąć i widzę, że nie radzą sobie z tym również mieszkańcy. Na przykład na drodze co chwila ktoś nerwowo zmienia pasy i zastanawia się, który zjazd/ulicę ma wybrać. Bez przerwy. SP jest też miastem kontrastów. Obok Cidade Jardim były fawele, pod luksusowymi klubami śpią bezdomni. Trafiłem w centrum do Edificio Italia, którego najwyższe piętro jest otwarte dla zwiedzających od 15 do 16. Efekt jest na kilku zdjęciach i na krótkim filmie o charakterze panoramicznym (żadnych wybuchów, rozbierania się czy zimnej wody)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://i.ytimg.com/vi/TuG4AM5YbJo/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/TuG4AM5YbJo?f=user_uploads&amp;c=google-webdrive-0&amp;app=youtube_gdata" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="600" height="498" src="http://www.youtube.com/v/TuG4AM5YbJo?f=user_uploads&amp;c=google-webdrive-0&amp;app=youtube_gdata" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poza tym, w ostatnich dniach robiłem to, na co nie miałem za bardzo czasu w Warszawie – zastanawiałem się gdzie pojechać. Na razie wymyśliłem (i jak dobrze pójdzie jutro przystąpię do realizacji), że przez Porto Alegre pojadę do Urugwajskiego Punta del Diablo. Od Świętego Pawła, przez Szczęśliwy Port do Diabelskiego Czubka (Szpica). Z takimi nazwami nie może być źle. Jutro 18 godzin w autokarze, trzymajcie kciuki za moje ruchomości.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/franekp/SaoPaulo2011#"&gt;&lt;b&gt;Galeria zdjęć z Sao Paulo&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-3857421392947250491?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/3857421392947250491/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=3857421392947250491' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/3857421392947250491'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/3857421392947250491'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/05/jacht-w-centrum-handlowym.html' title='Jacht w centrum handlowym'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-YDPhNwt95Lk/Tc0iuLxzh_I/AAAAAAAANSY/5nU9V6Bm718/s72-c/IMG_8635.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-8624736339021559027</id><published>2011-05-12T00:31:00.003+02:00</published><updated>2011-05-14T00:24:58.680+02:00</updated><title type='text'>Sao Paulo - jet lag, bułki i pomarańcza (choć pomarańcz brzmiało ładniej moim zdaniem)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na dworze w Warszawie 29 stopni, a ja chodzę w wojskowych spodniach (Zatoka Dwa, te same co w dookołaświecie), butach górskich i koszulce US Army. No trochę wstyd... Ubezpieczenie cztery godziny przed odlotem, znaleźć fotografa, zaskanować dokumenty, wyrzucić śmieci, oddać pilota od bramy, napisać do Ani, Marka i Taty o kluczach, zakręcić wodę, dopakować się. W plecaku, który jak zwykle waży za dużo, obok górskich spodni i puchowej kurtki leżą płetwy, maska, rurka i hamak. Paranoja. Ciepłych rzeczy będę mógł się pozbyć chyba dopiero po Ekwadorze, bo za radą Fiedersa rozważam odwiedzenie tamtejszych wulkanów.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Mwe1tMlYhBg/TcsIpSh2zjI/AAAAAAAANO8/7MrvthQbYbA/s1600/IMG_0035.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://1.bp.blogspot.com/-Mwe1tMlYhBg/TcsIpSh2zjI/AAAAAAAANO8/7MrvthQbYbA/s400/IMG_0035.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Buty zmienione za poradą M. M. bardzo dziękuję!&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Na Okęciu Mama i Mateusz, herbata i w drogę. W Monachium cztery godziny, kupiłem sobie słuchawki i małe perfumy ( bo jednak Rio, Buenos, Bogota...), niestety wcale nie bezcłowo. Na lotnisku w Monachium spodobało mi się, że wszystko ma swoje logo:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-jS3QKnwZyGE/TcsIYtpPmxI/AAAAAAAANO0/HNf5CJc7TyA/s1600/IMG_0039.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="107" src="http://4.bp.blogspot.com/-jS3QKnwZyGE/TcsIYtpPmxI/AAAAAAAANO0/HNf5CJc7TyA/s320/IMG_0039.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Lektura "Zrób sobie raj" M. Szczygła od mamy i w drogę. Książki, które mam (od mamy, Mateusza i Natalii plus przewodniki od siebie) ważą chyba z cztery kg, trzeba czytać szybko.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-LAgNAPLXjFc/TcsIc85snRI/AAAAAAAANO4/mMVoWLTWsec/s1600/IMG_0041.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://4.bp.blogspot.com/-LAgNAPLXjFc/TcsIc85snRI/AAAAAAAANO4/mMVoWLTWsec/s400/IMG_0041.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;30A przy wyjściu awaryjnym, bo tam jest dużo miejsca na nogi. Myślałem, że wszystkich przechytrzyłem tym ruchem, ale w rzędzie obok jest miejsce dla kobiet z małymi dziećmi. Nie była to cicha noc...&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Qfm4sOw-oYA/TcsLwOevbOI/AAAAAAAANPE/rsnRJ5tUpAw/s1600/IMG_8491.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-Qfm4sOw-oYA/TcsLwOevbOI/AAAAAAAANPE/rsnRJ5tUpAw/s320/IMG_8491.jpg" style="cursor: move;" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;Sao Paulo, piąta rano, miasto się budzi. Dla mnie to dziesiąta, więc przynajmniej z tym nie było trudno. Autobus 257, 3 linie metra, spacer i jestem na Rua Paris u Moniki. Z tym metrem to nie lada sukces – jest nieziemsko zapchane i poprzednim razem nie udało mi się wsiąść do niego z plecakiem w godzinach szczytu. U Moniki jak to u Moniki - cudownie. 7.30, jedzą śniadanie z córką. Najpierw dostałem swój pokój (który miałem dzielić z lalkami Rafaeli), później wręcz swój dom. Należy do brata Moniki, który akurat jest gdzieś indziej. Pierwsza rozmowa – o doktoratach, jak socjolog z socjologiem. Pierwsze wyjście z domu - z psem, do sklepu bo obiad. Wybrałem kurczaka, który smakuje jak wątróbka z niekurczaka, zamówiłem trzy kilogramy (tuziny?) bułek zamiast trzech bułek (błąd w porę naprawiony) i kupiłem pomarańczę, która miała być limonką. Herbata z pomarańczą brazylijską daje radę. Co dalej? Nie wiem, odsypiam i się zastanawiam. Tu jest dobrze.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-RpKlYf8XPZA/TcsLtlz91bI/AAAAAAAANPA/wwHDozZ_ExI/s1600/IMG_8485.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://3.bp.blogspot.com/-RpKlYf8XPZA/TcsLtlz91bI/AAAAAAAANPA/wwHDozZ_ExI/s640/IMG_8485.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-8624736339021559027?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/8624736339021559027/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=8624736339021559027' title='Komentarze (23)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/8624736339021559027'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/8624736339021559027'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/05/sao-paulo-jet-lag-buki-i-pomarancz.html' title='Sao Paulo - jet lag, bułki i pomarańcza (choć pomarańcz brzmiało ładniej moim zdaniem)'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Mwe1tMlYhBg/TcsIpSh2zjI/AAAAAAAANO8/7MrvthQbYbA/s72-c/IMG_0035.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>23</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-8309982759881679381</id><published>2011-05-07T23:51:00.003+02:00</published><updated>2011-05-07T23:58:37.461+02:00</updated><title type='text'>Lizbona - cz. 3, ostatnia</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ostatnie dni to czysty relaks. Najpierw zielona i geologicznie pofałdowana Sintra, a w niej przepiękny ogród, mocno oderwany od rzeczywistości zamek i najczarniejszy łabędź ( a wcale nie łabądź, choć tak wcześniej myślałem).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-PdjJYE7D4l0/TcMO1xtHJMI/AAAAAAAANKg/M8KDo64D29Y/s1600/IMG_8382.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/-PdjJYE7D4l0/TcMO1xtHJMI/AAAAAAAANKg/M8KDo64D29Y/s640/IMG_8382.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Rw1vTUpjoKE/TcWpPOphB0I/AAAAAAAANNY/bX2E4rrkjmE/s1600/IMG_8394.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="222" src="http://2.bp.blogspot.com/-Rw1vTUpjoKE/TcWpPOphB0I/AAAAAAAANNY/bX2E4rrkjmE/s400/IMG_8394.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;Dwa kolejne dni to plaże. Najpierw Costa de Caparica (woda piekielnie zimna, nie odważyłem się), a dziś Cascais i Estoril (nie wziąłem kąpielówek, żeby nie musieć nawet próbować się odważać). Słońce, piasek, dobre jedzenie. W tych warunkach da się żyć. Piątkowy wieczór z ludźmi z hostelu (1x Polska, 2x Kanada, 1x Francja, 1x Anglia, 1x Australia) w centrum nocnego życia Barrio Alto. Ja żyję, ono żyje, oni żyją.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tym razem to ja zostawiłem płyn pod prysznicem, ale mamę za to rąbnęły barierki w metrze. Teraz pakowanie, budzik 4.00, odlot 6.15, Monachium, Warszawa, rodzinny obiad i pożegnalne spotkanie ze znajomymi. W poniedziałek może być ciężko. Po pierwsze milion spraw plus uczelnia, po drugie poniedziałek przychodzi zaraz po pożegnalnej niedzieli. Wtorek wylot do Sao Paulo, środa rano lądowanie tamże i podróż do Moniki z dzielnicy Villa Madalena.&lt;/div&gt;Cześć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-QYObiyNWQBM/TcWx8Z-cxNI/AAAAAAAANN4/eD20IzOROxs/s1600/DSC_4222.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="424" src="http://4.bp.blogspot.com/-QYObiyNWQBM/TcWx8Z-cxNI/AAAAAAAANN4/eD20IzOROxs/s640/DSC_4222.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;fot. mama&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;ps. Z Argentyny napisała Cecilia (u której mieszkałem 3 lata&amp;nbsp;temu). Występuje&amp;nbsp;w cyrku,&amp;nbsp;bodajże na trapezie. Napisała, że chce przygotować&amp;nbsp;choreografię (nie mam pewności, czy tak to się nazywa dla trapezowiczów) do piosenki "Oczy tej małej"i żebym jej ją&amp;nbsp;przetłumaczył&amp;nbsp;bo jest piękna. Świat nie przestaje zadziwiać, może obejrzę w Argentynie występ cyrkowy do muzyki Zygmunta Koniecznego...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-8309982759881679381?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/8309982759881679381/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=8309982759881679381' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/8309982759881679381'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/8309982759881679381'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/05/goodbye-lisbon.html' title='Lizbona - cz. 3, ostatnia'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-PdjJYE7D4l0/TcMO1xtHJMI/AAAAAAAANKg/M8KDo64D29Y/s72-c/IMG_8382.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-3125965621518514718</id><published>2011-05-04T21:46:00.001+02:00</published><updated>2011-05-04T21:48:38.675+02:00</updated><title type='text'>San Francisco, Rio de Janeiro, Lisboa</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś pogoda nie nadawała się na plażę, ale po obejrzeniu zdjęć z Polski nie będę więcej narzekał. Wczoraj za to było pięknie.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Odwiedziliśmy Chrystusa Króla stojącego nad mostem 25 Kwietnia. Ów most nosił wcześniej imię Salazara, który (osoba, nie most) został obalony właśnie 25 kwietnia. &amp;nbsp;Chrystus w stylu tych w Rio i Świebodzina (nie wiem, czy jest ich więcej, na razie nie widziałem tylko polskiego). Most bardzo podobny do Golden Gate w San Francisco (robiony przez te same osoby). Widać, że Portugalczycy lubią sprawdzone rozwiązania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-KxH1JX8a_0Y/TcB_aKMaMiI/AAAAAAAANFM/-SJE6d9k_RE/s1600/IMG_8151.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-KxH1JX8a_0Y/TcB_aKMaMiI/AAAAAAAANFM/-SJE6d9k_RE/s640/IMG_8151.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Pablo Drugi w ten sposób zobaczył swojego wielkiego Chrystusa (jego poprzednik był w Rio)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-f8j_OAeRyt8/TcGjeVMhHkI/AAAAAAAANJg/HlFZAxJ6z2Q/s1600/IMG_8148.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="412" src="http://1.bp.blogspot.com/-f8j_OAeRyt8/TcGjeVMhHkI/AAAAAAAANJg/HlFZAxJ6z2Q/s640/IMG_8148.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś zamiast plaży poszliśmy do nowoczesnej dzielnicy (stacja metra Oriente), w której odbywało się Expo w 1998 roku. Nowoczesna architektura w tym wydaniu nie do końca mnie kręci, więc zamiast o niej,&amp;nbsp;dowiedziałem się tego i owego o Portugalii (siedząc w kawiarni i robiąc zdjęcia).&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-z91eKzxvbTQ/TcGYwlNg99I/AAAAAAAANH0/uMbZuakY2bg/s1600/IMG_8238.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="419" src="http://3.bp.blogspot.com/-z91eKzxvbTQ/TcGYwlNg99I/AAAAAAAANH0/uMbZuakY2bg/s640/IMG_8238.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Portugalia liczy sobie prawie 11 milionów ludzi. W ciągu stulecia 1890-1990 wyemigrowało z niej ponad 3 miliony ludzi. Czyni to Portugalię drugim, po darzonej przeze mnie wielką sympatią Irlandii, krajem w Europie tak wyludnionym przez emigrację. W związku z tą przeszłością słowem-klucz do jego zrozumienia jest &lt;i&gt;Saudade&lt;/i&gt;. Słowo pochodzi od samotności, ale chodzi o formę nostalgii, tęsknoty za czymś. Za rodziną, za krajem, za dziećmi, za klimatem, za dawnymi czasami, za... możliwości jest wiele. Muzyka Fado to forma uzewnętrznienia &lt;i&gt;Saudade&lt;/i&gt;, Bossa Nova jest jej krewniaczką, a na yspach Zielonego Przylądka o &lt;i&gt;sodade&lt;/i&gt;&amp;nbsp;śpiewa Cesaria Evora. Temat jest szeroki.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poza tym Portugalczycy chyba lubią rozmach. W Lizbonie zauważyłem dwa mosty. Jeden, omawiany już, jest największym mostem wiszącym w Europie. Drugi, Vasco da Gamy, ma ponad 17 km i według mojej wiedzy jest z kolei najdłuższym mostem w Europie. Warszawa ma niby więcej mostów, ale...&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-24ntYIVeq8k/TcGYblkAUCI/AAAAAAAANHM/XSOkiLniKN8/s1600/IMG_8166.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-24ntYIVeq8k/TcGYblkAUCI/AAAAAAAANHM/XSOkiLniKN8/s640/IMG_8166.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poza tym, był taki czas, że Portugalczycy kontrolowali pokaźny kawałek świata. O tym jak pokaźny, świadczy fakt, że dziś po portugalsku mówi 260 milionów ludzi. Po Polsku pewnie około 45 milionów, z czego większość mieszka w Polsce.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dużo liczb, ale właśnie na tym minęło mi bardzo przyjemne popołudnie. Popijałem sok który nalał mi Portugalczyk swego czasu żonaty z Polką spod Zielonej Góry (6 lat, było pięknie). Pani która pracuje w naszym hotelu miała mamę z Zielonej Góry. Zbieg okoliczności?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przy stoliku za mną usiadło pięciu Amerykanów i rozmawiali o różnych rzeczach. Najpierw była impreza, na której ktoś się zsikał w salonie bo się pomylił. Później diety typu dwa tysiące kalorii, bo jeden z nich wypił na tej imprezie piwa i vodki "za" co najmniej sześć tysięcy kalorii. Po tym płynnie przeszli do kwestii, że Osamę zabili zbyt bezboleśnie i powinien pocierpieć co najmniej tak, jak ich kolega Mike, który był w WTC. Następnie, sprawnie i ze szczegółami omówili walory poszczególnych kobiet, które były na wspomnianym melanżu i konieczność zorganizowania czegoś podobnego w najbliższym czasie. Mama zostawiła mydło w łazience i miód w nie tej lodówce co trzeba. Tak minął dzień trzeci.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/franekp/Lizbona#"&gt;Galeria już rozszerzona&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-3125965621518514718?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/3125965621518514718/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=3125965621518514718' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/3125965621518514718'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/3125965621518514718'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/05/san-francisco-rio-de-janeiro-lisboa.html' title='San Francisco, Rio de Janeiro, Lisboa'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-KxH1JX8a_0Y/TcB_aKMaMiI/AAAAAAAANFM/-SJE6d9k_RE/s72-c/IMG_8151.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total><georss:featurename>Dystrykt Lizbona, Portugalia</georss:featurename><georss:point>38.7070538 -9.135488399999986</georss:point><georss:box>38.6548148 -9.205319399999986 38.7592928 -9.065657399999985</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-4436392041589913178</id><published>2011-05-02T23:35:00.010+02:00</published><updated>2011-05-05T23:03:43.570+02:00</updated><title type='text'>Lizbona - równouprawnienie, Beastie Boysi i Osama bin Laden</title><content type='html'>Jesteśmy w Lizbonie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś był pierwszy dzień i pogoda niezbyt fotogeniczna (za to bardzo spacerowa).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwsze wrażenie? Miasto ma naprawdę pozytywne wibracje. Jest dość ładne (dość, a nie bardzo, bo nie-aż-tak czyste), bardzo żywe, a ludzie ciekawi i prawdziwi (w odróżnieniu od np. &amp;nbsp;Miami, gdzie ludzie nie są prawdziwi, aczkolwiek ciekawi zdecydowanie tak).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Najbardziej rzuciła mi się w oczy emancypacja kobiet. W ciągu kilkugodzinnego spaceru widziałem kobiety w roli kierowcy taksówki, tramwaju, dużego dostawczego busa oraz śmieciarki. W dwóch lokalach w jakich przysiadliśmy byli natomiast sami kelnerzy (w odróżnieniu od kelnerek). Nie zrobiłem niestety żadnego zdjęcia owym kobietom, musicie mi wierzyć na słowo&amp;nbsp;(może jeszcze ten błąd naprawię). &lt;a href="https://picasaweb.google.com/franekp/Lizbona#"&gt;Zdjęć na razie tylko kilka, ale ta galeria będzie się z czasem rozrastać&lt;/a&gt;. Podczas tego samego spaceru, sześć różnych osób zaproponowało mi bez zbytniego skrępowania, kupno haszyszu i/lub marihuany. Im też nie zrobiłem zdjęcia.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-n0JytHfORWs/TcMPic2VSrI/AAAAAAAANK4/acmKg1KrE3o/s1600/IMG_7860.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="358" src="http://4.bp.blogspot.com/-n0JytHfORWs/TcMPic2VSrI/AAAAAAAANK4/acmKg1KrE3o/s640/IMG_7860.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Teraz siedzę w Lisbon Chillout Hostel. Samo w sobie nie jest to może porywające, ale śpimy tu razem z mamą, a mama w hostelu to już coś. Na razie idzie nieźle, mama nauczyła się, że swój ręcznik trzeba trzymac w pokoju, bo inaczej ktoś się będzie w niego wycierał. Teraz czyta książkę przy latarce-czołówce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja natomiast odkrywam nową płytę Beastie Boys-ów. Jakby płyty było mało, jest do niej długi &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=evA-R9OS-Vo&amp;amp;feature=share"&gt;filmo-teledysk&lt;/a&gt;. Tyle radości jednego dnia, nasza Lisbon story zaczyna przednio...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://2.gvt0.com/vi/rBa5qp9sUOY/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/rBa5qp9sUOY&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266" src="http://www.youtube.com/v/rBa5qp9sUOY&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;ps. To jest setny post i obiecywałem coś specjalnego. Jedno to to, że znowu w podróży, drugie, to że Osama bin Laden nie żyje. Gdy pierwszy raz usłyszałem jego imię, miałem 16 lat i z przerażeniem, po powrocie ze szkoły, oglądałem na żywo w telewizji jak "papierki' spadają z wielkich budynków, które później same poszły w ślad za owymi "papierkami". Wtedy nie miałem &lt;u&gt;grama&lt;/u&gt; wątpliwości, kto w tym konflikcie jest dobry, a kto zły. &amp;nbsp;Kolejny dowód na to, &amp;nbsp;że czas zmienia naprawdę dużo.&lt;/div&gt;&lt;span id="goog_1159003222"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_1159003223"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-4436392041589913178?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/4436392041589913178/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=4436392041589913178' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/4436392041589913178'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/4436392041589913178'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/05/lizbona-rownouprawnienie-i-beastie.html' title='Lizbona - równouprawnienie, Beastie Boysi i Osama bin Laden'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-n0JytHfORWs/TcMPic2VSrI/AAAAAAAANK4/acmKg1KrE3o/s72-c/IMG_7860.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-1119725379145752320</id><published>2011-04-23T22:37:00.002+02:00</published><updated>2011-04-23T22:43:34.645+02:00</updated><title type='text'>Wpis #99 - Jak zrealizować podróż dookoła świata</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit; margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;Dziewięćdziesiąty dziewiąty post. Następny będzie setny, a to zasługuje na coś specjalnego. O tyle są szanse, że ruszamy (z Pablem Drugim) w kolejną, dość długą podróż. Najpierw, pierwszego maja do Portugalii na tydzień. To jeszcze nie szaleństwo, ale myślę, że będzie dobrze. Później, dziesiątego Maja do Ameryki Południowej na cztery i pół miesiąca. Będą wpisy, nie ma wyjścia, początek nowej przygody.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;W tej sytuacji, skoro wpis setny będzie początkiem nowej historii, niech wpis #99 będzie w jakiś sposób podsumowujący dotychczasowe, okołopodróżnicze doświadczenia. Trochę ich jest, co nieco już tutaj pisałem, ale napiszę coś nowego. Napiszę jak, moim zdaniem, można doprowadzić do realizacji podróży dookoła świata. Szczerze mówiąc zrobiłem to już dwa tygodnie temu na potrzeby finału konkursu Fuji. W tym miejscu bardzo Fuji podziękuję i dodam, że zdjęcia w poniższej sesji robiłem ich aparatem FinePix X100. Aparat zacny i uroczy i nikt mi (niestety) nie płaci za to, że to piszę. Podziękuję też Natalii, która pomogła mi zrealizować sesję. Jej tez nikt za to nie zapłacił.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;A więc:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;W 12 kroków do spełnienia marzeń.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;1. Idea&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-zFc5ogAsy6U/TbM5MKlqJTI/AAAAAAAAM8A/-v5PdPesBW8/s1600/DSCF9909.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-zFc5ogAsy6U/TbM5MKlqJTI/AAAAAAAAM8A/-v5PdPesBW8/s1600/DSCF9909.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-2hQKRN6m-8Y/TbMwhRKZFRI/AAAAAAAAM6g/QePqKGC9KLQ/s1600/DSCF9784.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial; font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&lt;div style="display: inline !important; font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;div style="display: inline !important;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Podróż dookoła świata nie jest oryginalnym pomysłem. Marzy o niej większość Polaków, a planuje ją zrealizować zaraz po wygranej w Lotto. Jakkolwiek jest to bez wątpienia&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt; idea&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;, to przyszły obieżyświat&amp;nbsp; potrzebuje Idei przez duże I. Żeby wyjechać, trzeba bardzo tego chcieć, inaczej szanse sukcesu są znikome. Ta Idea musi zacząć kształtować wszelkie czyny - dyktuje sposób spędzania czasu i pieniędzy, pochłania niemalże bez reszty. Z raz zaszczepioną w głowie Ideą przez duże I musi się udać. Nie ma innej możliwości.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; display: inline !important; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-2hQKRN6m-8Y/TbMwhRKZFRI/AAAAAAAAM6g/QePqKGC9KLQ/s1600/DSCF9784.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-2hQKRN6m-8Y/TbMwhRKZFRI/AAAAAAAAM6g/QePqKGC9KLQ/s1600/DSCF9784.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Jak rodzą się Idee? Ja na przykład zobaczyłem kiedyś w witrynie biura podróży kartkę z napisem „Bilety dookoła świata”. To było to. Nie minęły 4 lata, a już stałem się szczęśliwym posiadaczem takiego biletu rozpisanego na 11 miesięcy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;2. Fundusze&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-pZ3nbpBzzYc/TbMw79YU6pI/AAAAAAAAM7U/9YI5sD9iFD4/s1600/DSCF9915.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-pZ3nbpBzzYc/TbMw79YU6pI/AAAAAAAAM7U/9YI5sD9iFD4/s1600/DSCF9915.JPG" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Tym, co sprawiło, że od Idei do realizacji minęły 4 lata, były przede wszystkim kwestie finansowe. Podróż dookoła świata swoje kosztuje, niezależnie czy trwa 80 dni czy okrągły rok. No właśnie, „swoje” to znaczy ile? Odpowiedź godna socjologa: „to zależy”. Bezcenną pomocą w szacowaniu kosztów są książkowe przewodniki. W przewodnikach można wyczytać ile wynosi budżet podróżnika w danym kraju w zależności od stylu jego podróżowania. Generalnie rzecz ujmując, w większości krajów świata wagabundzie 1000 Dolarów Amerykańskich miesięcznie starczy z dużą nawiązką. Haczyk jest taki, że większość krajów świata jest biedna i nie każdy podróżnik chce odwiedzać właśnie je. Co nie zmienia faktu, że mógłby, od czasu do czasu spędzając kilka chwil w krajach nieco droższych. 12 miesięcy to zatem 12.000 USD ( w tym wliczono cenę przejazdów i przelotów). To dużo, ale pamiętamy że podróż RTW (Round The World) to nasza Idea przez duże I. Jedna paczka papierosów dziennie to ok 120 dolarów miesięcznie. 6 piw tygodniowo w Warszawskim lokalu to ok 90 dolarów. Jeden mały nowy samochód to już prawie podróż, a jedna wygrana w lotto... Do tego, szczęśliwi posiadacze mieszkania po babci mogą owe mieszkanie wynająć będąc w podróży. Da się.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-jTBgVtzOZrA/TbMw8VaE7-I/AAAAAAAAM7Y/LgoE89PBJSk/s1600/DSCF9917.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-jTBgVtzOZrA/TbMw8VaE7-I/AAAAAAAAM7Y/LgoE89PBJSk/s1600/DSCF9917.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;3. Towarzystwo&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;To z kim (jeżeli z kimkolwiek) pojedziemy warto zacząć ustalać dość wcześnie. Dlaczego? Dlatego, że potencjalnie niewiele osób jest w stanie odpowiedzieć na następujące pytanie „tak” &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-weight: normal;"&gt;&lt;b&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-weight: normal;"&gt;&lt;b&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-weight: normal;"&gt;&lt;b&gt;&lt;b&gt;&lt;ul style="display: inline !important;"&gt;&lt;li style="display: inline !important; font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;i&gt;– Cześć, jadę w środę dookoła świata na 10 miesięcy, może pojedziemy razem?&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;On/ona/oni też muszą mieć czas na zebranie funduszy, dajmy im go.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Czy towarzystwo jest potrzebne? Na pewno się przydaje.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-6HsNeHsBz7Q/TbMw9_lrdNI/AAAAAAAAM7g/1zxb7DiRgk8/s1600/DSCF9950.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-6HsNeHsBz7Q/TbMw9_lrdNI/AAAAAAAAM7g/1zxb7DiRgk8/s1600/DSCF9950.JPG" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Jak stwierdził, po dwuletniej, samotnej tułaczce po bezludnych rejonach USA Christopher McCandless „Happines only real when shared” (&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Into the wild&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;) czyli, w wolnym tłumaczeniu: „Szczęście jest prawdziwe tylko wtedy, gdy z kimś je dzielimy.”&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-rlnERfVB4z0/TbMw9RnNJfI/AAAAAAAAM7c/erhfTV3wzB8/s1600/DSCF9944.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-rlnERfVB4z0/TbMw9RnNJfI/AAAAAAAAM7c/erhfTV3wzB8/s1600/DSCF9944.JPG" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Z drugiej strony, w podróży nie musimy ograniczać się do bezludnych wysp. Sporo osób na świecie ma podobną Ideę do nas i z pewnością spotkamy je na trasie - na promach, łódkach, pociągach, w hostelach, barach i dyskotekach. Moim towarzyszem podróży zabranym z Polski był mały pluszowy miś, a na palcach jednej ręki mogę policzyć dni, w których czułem się samotny.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;4. Paszport&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Wyobraźmy sobie taką sytuację: uzbieraliśmy strasznie dużo pieniędzy, kupiliśmy bilet, spakowaliśmy się i bierzemy do ręki paszport. A tam&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;ul&gt;&lt;li style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;nie ma miejsca na wizy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Zdjęcie z czasów gdy byliśmy o 50 cm niżsi&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Termin ważności upływa za tydzień&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Bóg wie co jeszcze.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-exKMZQ4kziM/TbMw-mJ-_EI/AAAAAAAAM7k/C7kenfhvzKs/s1600/DSCF9959.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-exKMZQ4kziM/TbMw-mJ-_EI/AAAAAAAAM7k/C7kenfhvzKs/s1600/DSCF9959.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Helvetica;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-weight: normal;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Wyrobienie paszportu zajmuje trochę czasu a &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Dookołaświat&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt; nie jest jeszcze w Unii Europejskiej, dlatego o paszporcie warto pomyśleć zawczasu.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial; font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;&lt;div style="display: inline !important; font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Na pocieszenie dodam, że w przypadku utraty paszportu zagranicą, w każdej ambasadzie można wyrobić nowy, ważny rok (kiedyś były tylko takie ważne 2 tygodnie), z którym bez lęku obieżyświat może kontynuować świata obieżanie... (?)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/b&gt; &lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ZmVX7qRCbQk/TbMw3PI8c1I/AAAAAAAAM60/rF_mFpap4hw/s1600/DSCF9815.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-ZmVX7qRCbQk/TbMw3PI8c1I/AAAAAAAAM60/rF_mFpap4hw/s1600/DSCF9815.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;5. Motyw Przewodni&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-p7b6a_M7OWw/TbMw4C_03CI/AAAAAAAAM68/s4LHPsiiWJ4/s1600/DSCF9845.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-p7b6a_M7OWw/TbMw4C_03CI/AAAAAAAAM68/s4LHPsiiWJ4/s1600/DSCF9845.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Świat jest duży. Naprawdę, bardzo duży. Myślimy, że rok czasu to też dużo, ale względem wielkości świata zupełnie nie. Niedługo trzeba będzie wybrać trasę. Żeby to zrobić względnie sprawnie warto mieć jakiś motyw przewodni. Pasja w życiu to ważna rzecz, a jej realizowanie to dobry sposób na życie. I tak, jeśli ktoś np uwielbia kościelne organy, powinien pojechać w świat podziwiając je na różnych długościach i szerokościach geograficznych. Jeżeli ktoś kocha nurkować, to ma łatwo (świat dobrze nadaje się do nurkowania, w 2/3 składa się z wody), ale też trochę drogo.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial; font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&lt;b&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;&lt;b&gt;&lt;b&gt;&lt;div style="display: inline !important; font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Ktoś, kto kocha paralotnie, powinien na nich latać, a ten, kto uwielbia miejscowości zaczynające się na F powinien poszukać takowych na wszystkich kontynentach.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt; &lt;b&gt;&lt;b&gt;&lt;div style="display: inline !important; font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt; &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-fp9iikBbG-w/TbMw3gA6_pI/AAAAAAAAM64/mO2WA09WJM0/s1600/DSCF9824.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-fp9iikBbG-w/TbMw3gA6_pI/AAAAAAAAM64/mO2WA09WJM0/s1600/DSCF9824.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial; font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;&lt;b&gt;&lt;div style="display: inline !important; font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Helvetica;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-weight: normal;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt; &lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial; font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-weight: normal;"&gt;&lt;b&gt;&lt;b&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-weight: normal;"&gt;&lt;b&gt;&lt;b&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-weight: normal;"&gt;&lt;b&gt;&lt;b&gt;&lt;b&gt;&lt;div style="display: inline !important; font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Nieważne gdzie, ważne żeby z pasją,&amp;nbsp; wszystkiego i tak nie da się zobaczyć. Zresztą, to chyba dobrze, bo życie mogłoby gdzieś po drodze stracić sens.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;6. Umiejętności&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-3teZYLwHqZM/TbMw45qHa2I/AAAAAAAAM7A/m8uwE24HB0M/s1600/DSCF9849.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-3teZYLwHqZM/TbMw45qHa2I/AAAAAAAAM7A/m8uwE24HB0M/s1600/DSCF9849.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Zależnie od Motywu, konieczne będą różne umiejętności. Przed podróżą warto nauczyć się nie tylko jakiegoś języka/języków obcych ale też np.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;ul&gt;&lt;li style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;div style="display: inline !important; font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="display: inline !important; font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;obsługi Skype’a i emaila, żeby się przypadkiem gdzieś bardzo daleko w Kambodży nie powiesić ze wspominanej już wcześniej samotności.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/b&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;b&gt;&lt;div style="display: inline !important; font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="display: inline !important; font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;nurkowania, jeśli chcemy nurkować&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;b&gt;&lt;div style="display: inline !important; font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="display: inline !important; font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;wspinaczki, jeśli chcemy się wspinać&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;b&gt;&lt;div style="display: inline !important; font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="display: inline !important; font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;zszywania własnych, rozciętych części ciała, jeśli chcemy samotnie opłynąć świat.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;b&gt;&lt;div style="display: inline !important; font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="display: inline !important; font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;fotografii, bo brzydkich zdjęć nikt sobie nie wybaczy i całą podróż trzeba będzie powtórzyć...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/b&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;/span&gt; &lt;ul&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-cNJ72sVDvdY/TbMw09X9IvI/AAAAAAAAM6k/qDGESvWvK5M/s1600/DSCF9793.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-cNJ72sVDvdY/TbMw09X9IvI/AAAAAAAAM6k/qDGESvWvK5M/s1600/DSCF9793.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;7. Plan Ramowy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Mając motyw, zbierając fundusze i nabywając umiejętności pora stworzyć ramowy plan podróży. To bardzo przyjemna część całego przedsięwzięcia. Plan musi być i musi być ramowy. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Dookołaświat&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt; to przepiękne, zaskakujące i tajemnicze miejsce, które trudno okiełznać jeżdżąc palcem po globusie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-awMclSYDsV8/TbMw2p5JSOI/AAAAAAAAM6w/y5M2RWJtDGM/s1600/DSCF9813.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-awMclSYDsV8/TbMw2p5JSOI/AAAAAAAAM6w/y5M2RWJtDGM/s1600/DSCF9813.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Trzeba będzie kupić bilet RTW (albo odpowiedni jacht), ale taki bilet nie ogranicza nadmiernie. W tym momencie znów niezastąpione są przewodniki turystyczne, które opowiadają o realiach danych krajów i regionów i sugerują nam, gdzie udać się można, a gdzie zdecydowanie trzeba. Idee te potraktujmy jak sugestie, nic więcej. Wszystko ułoży się jakoś po drodze.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Ky6U49XjAgk/TbMw5nRWSOI/AAAAAAAAM7E/Zre7299ZZ2g/s1600/DSCF9854.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-Ky6U49XjAgk/TbMw5nRWSOI/AAAAAAAAM7E/Zre7299ZZ2g/s1600/DSCF9854.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;8. Transport&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-VvxecSCdDEU/TbMw1x1CyKI/AAAAAAAAM6s/gYKwtfO1GvY/s1600/DSCF9806.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-VvxecSCdDEU/TbMw1x1CyKI/AAAAAAAAM6s/gYKwtfO1GvY/s1600/DSCF9806.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;W podróży korzysta się z różnorakich środków transportu. Na prozaicznych samolotach począwszy, przez promy, statki, pociągi, samochody, barki, autobusy, na podróżniczych nogach skończywszy. O ile nóg nie trzeba wcześniej rezerwować, o tyle bilet lotniczy warto (pomijam w tym miejscu posiadaczy adekwatnego jachtu, zakładam, że oni świetnie wiedzą jak się poruszać w &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Dookołaświecie&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;). Bilet RTW jest oferowany przez dwa największe alianse lotnicze – Star Alliance i One World. Latają w nieco odmienne miejsca dlatego to, gdzie chcemy jechać determinuje wybór przewoźnika. Bilet charakteryzuje się kilkoma regułami, nieco odmiennymi w zależności od aliansu. Najogólniej rzecz ujmując trzeba lecieć tam, gdzie latają, należy poruszać się w jednym kierunku (wschód lub zachód), a podróż może trwać od tygodnia do jednego roku.&amp;nbsp; Największe zalety to niska cena i elastyczność – daty przelotów zmienia się bez dodatkowych kosztów. W ten sposób można przemieszczać się między kontynentami i dużymi miastami, niemniej wiele ciekawych miejsc pozostaje dla wielkich samolotów niedostępna. Dużym problemem są zwłaszcza połączenia wewnątrz Afryki i Ameryki Południowej. Z drugiej strony przeloty wewnątrz Ameryki są oferowane przez lokalnych operatorów, a oprócz nich pozostają autobusy, tramwaje i tuk tuki. Dla przykładu, z USA na Kubę nie da się polecieć. Nie jest to jednak poważny problem. Loty do Tulum w Meksyku są bardzo regularne, a tam wystarczy wejść do dowolnego biura podróży i kupić bilet do Hawany na następny dzień. Centralnie planowane ceny biletów Air Cubana nie ulegają większym zmianom przez cały rok.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-8OAItOdPPJw/TbMw1VIxf3I/AAAAAAAAM6o/U4Cgus9_sJQ/s1600/DSCF9804.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-8OAItOdPPJw/TbMw1VIxf3I/AAAAAAAAM6o/U4Cgus9_sJQ/s1600/DSCF9804.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;9. Zakwaterowanie&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-jBqHPoOE-Hc/TbMw68QvbzI/AAAAAAAAM7M/E80aTS24MU0/s1600/DSCF9896.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-jBqHPoOE-Hc/TbMw68QvbzI/AAAAAAAAM7M/E80aTS24MU0/s1600/DSCF9896.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Baza hotelowa w &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Dookołaświecie&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt; jest bardzo rozbudowana. Nie zmienia to faktu, że mało jest osób które chciałyby cały rok spędzić w hotelowych pokojach. Hotel nie jest również instytucją najtańszą i dość trudno poznaje się w nim innych ludzi. Z racji tych problemów świat wynalazł hostele/schroniska młodzieżowe. W takich schroniskach często (ale nie kzawsze) dzieli się pokój z innymi. Są tam kuchnie i przestrzenie prospołeczne - typu stół/kuchnia/basen/dwa hamaki obok siebie. W dobrym hostelu można poczuć się jak w domu, zasięgnąć języka, dobrać kompanów na jakiś odcinek dalszej trasy itp. Przyszły obieżyświat powinien zaprzyjaźnić się z instytucją hostelu. Ponadto warto zakolegować się z Couchsurfingiem i/lub Hospitality Club. Są też namioty, ławki w parku, wieżyczki strażnicze na Chińskim Murze, mili ludzie którzy przygarną nas do siebie...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Dk7fagtCOWs/TbMw6Vbq-nI/AAAAAAAAM7I/EzvRHlxZXs4/s1600/DSCF9862.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-Dk7fagtCOWs/TbMw6Vbq-nI/AAAAAAAAM7I/EzvRHlxZXs4/s1600/DSCF9862.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;10. Szczepienia i lekarstwa&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-9Lj_3PCaI1M/TbMxAYHp4mI/AAAAAAAAM7w/ai70RcnxwiY/s1600/DSCF9973.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-9Lj_3PCaI1M/TbMxAYHp4mI/AAAAAAAAM7w/ai70RcnxwiY/s1600/DSCF9973.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Nie ma tego aż tak dużo, ale trzeba o tym pomyśleć zawczasu. Idzie się do kliniki zajmującej się chorobami tropikalnymi, słucha, co lekarz ma nam do powiedzenia, zaciska się zęby i znosi kilka zastrzyków, a także kupuje tanie lekarstwa przez internet. Lekarstwa na malarię to dość droga rzecz, ale chorowanie na malarię jeszcze bardziej. Ponadto koszta mogą nie ograniczać się do pieniędzy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-W5j0We0O2Bw/TbMw_CdU4lI/AAAAAAAAM7o/s7iBrke_bVc/s1600/DSCF9961.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-W5j0We0O2Bw/TbMw_CdU4lI/AAAAAAAAM7o/s7iBrke_bVc/s1600/DSCF9961.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;11. Pakowanie&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Najlepiej zawczasu, choć chyba każdy (a przynajmniej ja) i tak pakuje się w nocy przed wyjazdem. Świat jest duży, szafa nieco mniejsza, ale plecak jeszcze mniejszy.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-sAV6vt5RqkA/TbMxBxewkmI/AAAAAAAAM74/JVrGOHbNYSE/s1600/DSCF9984.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-sAV6vt5RqkA/TbMxBxewkmI/AAAAAAAAM74/JVrGOHbNYSE/s1600/DSCF9984.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: normal normal normal 12px/normal Helvetica; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;O walizce należy zapomnieć, chyba, że jesteśmy bogatymi ekscentrykami. W &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Dookołaświecie&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt; można dużo rzeczy kupić (często taniej niż u nas), ubrania da się wyprać, a garnitur nie powinien być niezbędny. Z plecakiem często trzeba będzie chodzić, drogie rzeczy kradną a o tragarzy bywa trudno. Swój spakowany plecak powinniśmy być w stanie unieść i przejść z nim swobodnie kilka kilometrów nie przeklinając całego świata. Inaczej podróż będzie mordęgą, a plecak mocno nas ograniczy. W podróż wystarczy wziąć jedną/dwie książki. W hostelach znajdują się punkty wymiany i po przeczytaniu jednej można ją wymienić na coś nowego. Nawet na Ziemii Ognistej można czasem trafić książkę po polsku, a angielski jest językiem obowiązującym.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; min-height: 14.0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;12. W drogę!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Paszport, plecak, bilet, latarenka i koc. Idea stała się rzeczywistością, na samolot warto się nie spóźnić, uśmiech na twarzy nieco opanować, a pocenie się dłoni przed wyjazdem w nieznane to sprawa naturalna. Będzie dobrze, marzenia trzeba realizować, a świat stoi otworem!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-bxXuT4Ycwyg/TbMxCvfgBiI/AAAAAAAAM78/lunBf6g90mk/s1600/DSCF9986.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-bxXuT4Ycwyg/TbMxCvfgBiI/AAAAAAAAM78/lunBf6g90mk/s1600/DSCF9986.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12.0px Helvetica; margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/b&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-1119725379145752320?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/1119725379145752320/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=1119725379145752320' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/1119725379145752320'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/1119725379145752320'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/04/wpis-99-jak-zrealizowac-podroz-dookoa.html' title='Wpis #99 - Jak zrealizować podróż dookoła świata'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-zFc5ogAsy6U/TbM5MKlqJTI/AAAAAAAAM8A/-v5PdPesBW8/s72-c/DSCF9909.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-1099658070224232617</id><published>2011-03-29T20:40:00.001+02:00</published><updated>2011-03-29T20:44:09.271+02:00</updated><title type='text'>Konkursy i wyjazdy</title><content type='html'>dobra, małe oszustwo.&lt;br /&gt;Sporo namęczyłem się przygotowując jedną rzecz, więc opublikuję i tutaj.&lt;br /&gt;Startuję w konkursie fuji (o czym już piasłem) i teraz było ostatnie zadanie.&amp;nbsp;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Helvetica;"&gt;Miałem napisać atrakcyjny i realny plan trzymiesięcznej podróży i nagrać minutowy film, w którym się prezentujeę pokazując, że znane mi są jezyki obce.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Helvetica;"&gt;Tak tez uczynilem, a wyniki sa &lt;a href="http://www.myfinepix.pl/pl/blog/301989/259737"&gt;tutaj&lt;/a&gt;;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uznajmy, że to się liczy też jako wpis na tym blogu ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wcześniej w marcu byliśmy w Maso Corto organizując K2 Freeride week. Ja głównie jeździłem, a zdjęcia robił Olek Pobikrowski. Moim zdaniem całkiem udane, więc odsyłam do &lt;a href="http://www.facebook.com/album.php?aid=296256&amp;amp;id=162863937267"&gt;galerii z wyjazdu&lt;/a&gt; gdzie znajdują się Jego zdjęcia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-1099658070224232617?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/1099658070224232617/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=1099658070224232617' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/1099658070224232617'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/1099658070224232617'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/03/konkursy-i-wyjazdy.html' title='Konkursy i wyjazdy'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-4544061339719135907</id><published>2011-02-18T20:35:00.000+01:00</published><updated>2011-02-18T20:35:02.333+01:00</updated><title type='text'>Val di Sole w mozole</title><content type='html'>Jestem w pracy w Val di Sole. Czasu mało i z internetem słabo, więc nie pisałem. Przyszło jednak zadanie w konkursie w którym startuję, więc zadanie wypełniłem, a było nim zrobienie wpisu na blogu (innym). &lt;a href="http://www.myfinepix.pl/pl/blog/301989/244258"&gt;Wpis jest tutaj&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-7ozhdtVGF78/TV7Jpm06pPI/AAAAAAAAM58/Yi6VmGOiVHg/s1600/IMG_8806.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://3.bp.blogspot.com/-7ozhdtVGF78/TV7Jpm06pPI/AAAAAAAAM58/Yi6VmGOiVHg/s640/IMG_8806.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-4544061339719135907?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://www.myfinepix.pl/pl/blog/301989/244258' title='Val di Sole w mozole'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/4544061339719135907/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=4544061339719135907' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/4544061339719135907'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/4544061339719135907'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/02/val-di-sole-w-mozole.html' title='Val di Sole w mozole'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-7ozhdtVGF78/TV7Jpm06pPI/AAAAAAAAM58/Yi6VmGOiVHg/s72-c/IMG_8806.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-8517836154756105458</id><published>2011-01-31T21:38:00.001+01:00</published><updated>2011-04-23T23:22:54.119+02:00</updated><title type='text'>metazfizyka</title><content type='html'>&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_qnKS1iuv_18/TUcdoOr9zKI/AAAAAAAAM5g/vMbX41AQlcY/s1600/IMG_7698.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="412" src="http://3.bp.blogspot.com/_qnKS1iuv_18/TUcdoOr9zKI/AAAAAAAAM5g/vMbX41AQlcY/s640/IMG_7698.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Petra, Jordania&amp;nbsp;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/franekp/IsraelJordan2011#"&gt;zdjęcia&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-8517836154756105458?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/8517836154756105458/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=8517836154756105458' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/8517836154756105458'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/8517836154756105458'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/01/metazfizyka.html' title='metazfizyka'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_qnKS1iuv_18/TUcdoOr9zKI/AAAAAAAAM5g/vMbX41AQlcY/s72-c/IMG_7698.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-6848451104389359969</id><published>2011-01-24T00:12:00.000+01:00</published><updated>2011-01-24T00:12:53.558+01:00</updated><title type='text'>Życie to wyścig!</title><content type='html'>Między jednym wyjazdem a drugim zrobiłem kilka zdjęć i biorę udział w konkursie Fuji. Do wygrania Duże podróże, więc lubimy to.&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Zapraszam do obejrzenia moich zdjęć w &lt;a href="http://www.myfinepix.pl/pl/gallery/301989"&gt;galerii konkursowej&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Temat: "Mój mały świat"&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Maks 30 zdjęć, do 30 stycznia.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Trzeba je oglądać "od tyłu" żeby było chronologicznie. Gdyby któreś się Wam spodobało to proszę śmiało like'ować i komentować - będzie mi bardzo miło i na pewno nie utrudni walki w konkursie :)&lt;/div&gt;&lt;div&gt;(żeby to zrobić, trzeba się zarejetrować, ale to zajmuje tylko chwilę)&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_qnKS1iuv_18/TTy14IRz1pI/AAAAAAAAM5Y/IV25L8Ha400/s1600/IMG_7323.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="366" src="http://2.bp.blogspot.com/_qnKS1iuv_18/TTy14IRz1pI/AAAAAAAAM5Y/IV25L8Ha400/s640/IMG_7323.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-6848451104389359969?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/6848451104389359969/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=6848451104389359969' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/6848451104389359969'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/6848451104389359969'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/01/zycie-to-wyscig.html' title='Życie to wyścig!'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_qnKS1iuv_18/TTy14IRz1pI/AAAAAAAAM5Y/IV25L8Ha400/s72-c/IMG_7323.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-8395880361051581210</id><published>2011-01-20T18:46:00.001+01:00</published><updated>2011-01-20T19:25:55.729+01:00</updated><title type='text'>Strawa kognitywna i tak dla psów</title><content type='html'>Na kursie było tak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;img border="0" height="398" src="http://2.bp.blogspot.com/_qnKS1iuv_18/TTh0d--f9kI/AAAAAAAAM5A/pWw6DnI7DXc/s640/IMG_6718.JPG" width="640" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W poniedziałek na zajęciach dwóch doktorantów z zakładu prowadziło luźną rozmowę używając zwrotów takich jak &lt;i&gt;strawa&lt;/i&gt;&amp;nbsp;&lt;i&gt;kognitywna&amp;nbsp;&lt;/i&gt;czy &lt;i&gt;Jaki jest twój status ontologiczny Mikołaj?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Dla odreagowania poszedłem dziś na spacer z psem Olka i dałem mu zwykłą strawę dla psów, którą zostawiła (razem z naleśnikami dla mnie) mama Ewa. Dziękuję&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_qnKS1iuv_18/TThzdTMOc-I/AAAAAAAAM48/UgZbI-psZbo/s1600/IMG_7037.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://1.bp.blogspot.com/_qnKS1iuv_18/TThzdTMOc-I/AAAAAAAAM48/UgZbI-psZbo/s640/IMG_7037.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;a href="http://www.facebook.com/photo.php?pid=6361339&amp;amp;l=1f45978ff8&amp;amp;id=506827656"&gt;kilka zdjęć z Kabat&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;ps. Zrobiłem też ogórkową&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3137138576816312626-8395880361051581210?l=franztravel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://franztravel.blogspot.com/feeds/8395880361051581210/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3137138576816312626&amp;postID=8395880361051581210' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/8395880361051581210'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3137138576816312626/posts/default/8395880361051581210'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://franztravel.blogspot.com/2011/01/strawa-kognitywna-i-tak-dla-psow.html' title='Strawa kognitywna i tak dla psów'/><author><name>Franek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01427763541581526151</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-PDmPIVfKo6U/TbSHsqptMKI/AAAAAAAANBY/2Vb1I_hNAnw/s220/DSCF9663.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_qnKS1iuv_18/TTh0d--f9kI/AAAAAAAAM5A/pWw6DnI7DXc/s72-c/IMG_6718.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3137138576816312626.post-271792634129682666</id><published>2011-01-14T12:11:00.000+01:00</published><updated>2011-01-14T12:11:27.767+01:00</updated><title type='text'>Autor książki, która się niedługo ukaże</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nowy rok, nowy wpis. Z pewnością muszę popracować nad regularnością.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Najpierw był kurs lawinowy.&amp;nbsp;To takie szkolenie, na którym uczy się co zrobić, żeby nie dać się zasypać, co robić, jak jest się zasypywanym (niewiele) i co zrobić, jak zasypało partnerów. Bardzo ciekawe, praktyczne szkolenie, które ponad wszystko uczy chyba pokory. W trakcie kursu, podczas jednego z tzw. przestojów koledzy zasypali mnie w śniegu. Mogł
